Zagłębie wygrało w wyjazdowym spotkaniu z Koroną 2:0. Dla Kielczan był to trzeci mecz bez zwycięstwa, Lubinianie natomiast przedłużyli serię zwycięstw do pięciu.
Bardzo ciężko było wskazać faworyta przed tym spotkaniem. Korona jeszcze nigdy nie wygrała z zespołem z Lubina, na dodatek w ostatnich dwóch meczach Kielczanie zdobyli zaledwie punkt. Zagłębie natomiast miało za sobą cztery kolejne wygrane, tak więc mentalnie było w dużo lepszej sytuacji. Trener Pavel Hapal nie mógł skorzystać jedynie z kontuzjowanego Patryka Rachwała. Większych problemów kadrowych nie miał za to szkoleniowiec gospodarzy.
– Nasza recepta na trzy punkty w tym spotkaniu to walka, walka i jeszcze raz walka. Do tego dołożyłbym dobrą skuteczność, a wszystko posłodził odrobiną szczęścia – w swoim stylu przed meczem mówił Leszek Ojrzyński. Trener kieleckiego zespołu nie ukrywał, że przygotowania do tego spotkania, po poniedziałkowym boju z Lechem, nie przebiegały tak jakby tego oczekiwał.
Zapowiadana przez szkoleniowca Korony walka towarzyszyła niemal przez całe spotkanie, co skutkowało dużo ilością żółtych kartek. Pierwszą groźną akcję dla Korony stworzył… Adam Banaś. Po niefortunnej interwencji obrońcy „Miedziowych” piłka leciała w okienko bramki, jednak świetnie obronił Aleksander Ptak.
Najważniejsza dla losów meczu była 30. minuta, w której Vlastimir Jovanović uniemożliwił oddanie strzału we własnym polu karnym Łukaszkowi Hanzelowi. Arbiter dopatrzył się przewinienia – wskazał na jedenasty metr od bramki i pokazał drugą żółtą kartkę Bośniakowi. Kibice i piłkarze „Złocisto-krwistych” długo protestowali jednak sędzia decyzji nie zmienił. Karnego na bramkę zamienił Darvydas Sernas, strzelając swoją czwartą bramkę w tym sezonie. Do przerwy prowadzenie mógł podwyższyć Adrian Rakowski, ale dobrą interwencję zaliczył Zbigniew Małkowski. Po drugiej stronie boiska z daleka próbował Artur Lenartowski, lecz jego strzał niewiele minął lewy słupek bramki.
Tuż po przerwie Lubinianie mogli prowadzić 2:0. Szymon Pawłowski idealnie „obsłużył” Hanzela, ale ten strzelił panu Bogu w okno. Dziesięć minut później Hanzel odwdzięczył się Pawłowskiemu doskonałym podaniem z głębi pola, ten wyszedł sam na sam z Małkowskim, ale przegrał rywalizację z golkiperem gospodarzy. Z biegiem czasu Korona zaczęła zyskiwać przewagę w posiadaniu piłki, a gracze Zagłębia ograniczali się do gry z kontry. Jak się okazało to była dobra taktyka „Miedziowych”, ponieważ po jednym z kontrataków gola zdobył Maciej Małkowski. W doliczonym czasie gry emocje poniosły zawodników obydwu drużyn. Z boiska za brutalny faul wyleciał Maciej Korzym, natomiast przed ostatnim gwizdkiem drugą żółtą kartkę obejrzał gracz gości Elton Lira.
Zagłębie na dobre odskoczyło grupie walczącej o utrzymanie i obecnie zajmuje dziesiąte miejsce w tabeli. Korona po tej kolejce może stracić wysoką czwartą lokatę na rzecz Polonii Warszawa, która w poniedziałek podejmie Cracovię.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.