61. derby Łodzi dla ŁKS-u! Po niezwykle dramatycznym spotkaniu podopieczni Michała Probierza pokonali Widzew 1:0 Gola na wagę zwycięstwa i trzech punktów zdobył Marcin Mięciel.
588 dni. Dokładnie tyle musieli czekać sympatycy Widzewa i ŁKS-u na wielki derby swojego miasta. Spotkanie to wzbudziło ogromne zainteresowanie, nie tylko w Łodzi, jednak jego poziom był ewidentnym odbiciem obecnej siły obu ekip.
Na pierwszą bramkową okazję kibice zgromadzeni przy al. Piłsudskiego musieli czekać do 14 minuty. Z lewej strony boiska w pole karne ŁKS-u dośrodkował Dudu, do piłki dopadł Nika Dzalamidze, jednak będą na znakomitej pozycji nie zdołał trafić w światło bramki. Kilka minut później Widzew stanął przed kolejną szansą na zdobycie gola. Dudu raz jeszcze wrzucił piłkę w pole karne rywali, a tym razem groźnie uderzał Adrian Budka. Jego strzał zdołał jednak obronić Pavle Velimirović.
Więcej z gry w pierwszej połowie mieli gospodarze, jednak co z tego, jeśli brakowało im skuteczności. W 34. minucie raz jeszcze bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Dzalamidze. Celownik gruzińskiego pomocnika w tym meczu był wyraźnie zwichrowany. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem i warto dodać, że ŁKS nie stworzył sobie w pierwszych 45 minutach ani jednej dogodnej sytuacji do zdobycia gola.
Druga część meczu rozpoczęła się dla gospodarzy w najgorszy z możliwych sposobów. W 55. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Piotr Grzelczak i Widzew musiał sobie radzić w osłabieniu. Po faulu Grzelczaka na boisku rozpoczęła się prawdziwa awantura.
Mimo braku jednego zawodnika, to właśnie Widzew stworzył sobie w 67. minucie dobrą sytuację strzelecką. Na czystą pozycję wyszedł Krzysztof Ostrowski, jednak zatrzymali go obrońcy ŁKS-u. Czy w tej sytuacji piłkarz Widzewa był faulowany? Sędzia Dawid Piasecki nie miał wątpliwości i nakazał kontynuowanie gry.
Im bliżej końca, tym bardziej rosła przewaga ŁKS-u. Swoje okazję mieli Marek Saganowski i Antoni Łukasiewicz, jednak bramka Macieja Mielcarza nadal pozostawała niezdobyta. Co się odwlecze to nie uciecze, jak głosi przysłowie. W 84. minucie gości na prowadzenie wyprowadził Marcin Mięciel. Doświadczony napastnik wykorzystał kapitalne dośrodkowanie wprowadzonego kilka chwil wcześniej Marcina Smolińskiego i głową wpakował piłkę do siatki.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i ŁKS dopisał na swoje konto bardzo ważne trzy punkty. Warto dodać, że już w doliczonym czasie gry z boiska wyleciał Bruno Pinheiro, który w brutalny i chamski sposób sfaulował jednego z rywali.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.