Po niezwykle emocjonującym meczu, Wisła Kraków zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań. Oba zespoły miały swoje szanse, jednak w piątkowy wieczór w rolach głównych wystąpili bramkarze.
Spotkanie mogło zacząć się od bardzo mocnego uderzenia gości. Już w pierwszej minucie przed stuprocentową szansą na pokonanie Sergeia Pereiki stanął Mateusz Możdżeń. W pole karne Wisły dośrodkował Luis Henriquez, a do piłki dopadł właśnie młody pomocnik „Kolejorza”. Jego strzał w bliskiej odległości, w sobie tylko znany sposób zdołał sparować Pareiko. To powinien być gol dla drużyny Mariusza Rumaka.
Lech nie zamierzał zwalniać tempa, natomiast gospodarze grali strasznie chaotycznie i niefrasobliwie. W 11. minucie przed kolejną szansą stanął Możdżeń, jednak jego uderza zza pola karnego minimalnie minęło bramkę Wisły. Kilka minut później „Biała Gwiazda” odpowiedziała, ale świetny strzał Ilieva nie został sfinalizowany celnym strzałem i Krzysztof Kotorowski nie musiał interweniować.
Końcówka pierwszej części spotkania – tak jak początek – należała go gości z Poznania. Najpierw swoje szansę mieli Vojo Ubiparip i Artiom Rudnev, a tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego Roberta Małka, gola mógł zdobyć Możdżeń. Obrona Wisły po raz kolejny zagrała fatalnie, a błąd Pareiki i KewJaliensa, mógł być brzemienny w skutkach. Na szczęście dla zespołu Michała Probierza, reprezentant Estonii był na posterunku.
Na drugą połowę meczu nie wyszedł już Hubert Wołąkiewicz. Z pierwszy doniesień wynika, że obrońca Lecha złamał nos i dlatego nie był w stanie kontynuował gry. Jakby tego było mało, od 63. minuty „Kolejorz” musiał grać w osłabieniu. Za faul na Łukaszu Gargule drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Mateusz Możdżeń.
Wisła poczuła krew i ruszyła do zdecydowanych ataków. W 66. minucie w pole karne Lecha dośrodkował Garguła i brakło mu naprawdę niewiele, by zaskoczyć Kotorowskiego. Bramkarz „Kolejorza” zachował jednak czujność i w fantastyczny sposób przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Goście próbowali zwalniać tempo gry, ale jeśli nadarzała się okazja, to groźnie kontratakowali. Na kwadrans przed końcem bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Marcin Kikut. Po dośrodkowaniu z rzutu różnego, obrońca Lecha otrzymał piłkę na siódmym metrze od bramki i uderzył… Panu Bogu w okno.
Im bliżej końca, tym więcej zamieszania pod bramką Kotorowskiego. Najpierw blisko zdobycia gola był Iliev, a kilka minut później bardzo mocnym strzałem popisał się Junior Diaz. Bramkarz Lecha raz za razem popisywał się jednak świetnymi paradami i ratował swój zespół.
Do końca zawodów wynik nie uległ już zmianie i kibice, którzy zgromadzili się na stadionie przy Reymonta, nie zobaczyli ani jednego gola. Na poziom spotkania nikt jednak nie może narzekać ponieważ w piątkowy wieczór zobaczyliśmy kawał całkiem niezłego futbolu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.