Śląsk Wrocław dwukrotnie prowadził w Łodzi z tamtejszym Widzewem, a mimo to nie zdołał wywalczyć kompletu punktów. Gospodarze wydarli dwa oczka przyjezdnym w samej końcówce meczu!
W dwóch wiosennych spotkaniach T-Mobile Ekstraklasy Śląsk zainkasował zaledwie punkt. W poprzedniej kolejce wrocławska ekipa została upokorzona przez Legię Warszawa. Podopieczni Oresta Lenczyka na własnym terenie przegrali 0:4.
W niedzielę natomiast wicemistrz Polski grał w Łodzi z Widzewem, który w poprzedniej serii spotkań nieoczekiwanie pokonał Polonię Warszawa na jej terenie 2:1. Łodzianie przed niedzielnym meczem marzyli więc o sprawieniu kolejnej niespodzianki, na którą piłkarze Śląska pozwolić sobie nie mogli.
Śląsk spotkanie z łódzkim Widzewem rozpoczął jednak planowo. W 20. minucie piłka po zamieszaniu w polu karnym szczęśliwie trafiła do Marka Wasiluka, który dał swojej drużynie prowadzenie. Łodzianie poddawać się nie zamierzali i w efekcie jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania, gdy w 42. minucie na listę strzelców wpisał się Okachi.
Goście z Wrocławia odzyskali prowadzenie w 78. minucie po golu Łukasza Madeja i gdy wydawało się, że przyjezdni pojadą do domu z kompletem punktów, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Przemysław Oziębała wyrównał stan meczu. Spotkanie w Łodzi ostatecznie zakończyło się więc wynikiem 2:2.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.