W pierwszym piątkowym meczu Ekstraklasy, Polonia Warszawa pokonała na własnym boisku Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1. Bohaterem spotkania został Edgar Cani, strzelec obu bramek dla „Czarnych Koszul”.
Piłkarze Roberta Kasperczyka przyjechali do Warszawy z bardzo mocnym postanowieniem walki o pełną pulę, jednak chyba najwięksi optymiście w ekipie „Górali” nie spodziewali się, że mecz przy Konwiktorskiej zacznie się dla nich tak dobrze. Podbeskidzie od pierwszych minut ruszyło do zdecydowanych ataków i już w 4. minucie wyszło na prowadzenie. Dośrodkowanie w pole karne Polonii głową strącił Sylwester Patejuk. Piłka spadła wprost pod nogi Mateusza Sachy, a ten nie miał problemów z pokonaniem z najbliższej odległości Michała Gliwy.
Gospodarze potrzebowali kilku dobrych minut na otrząśnięcie się po tym ciosie. Swoje szansę na doprowadzenie do remisu mieli Marcin Baszczyński i Bruno, jednak ich starania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Do końca pierwszej połowy wynik spotkania nie uległ już zmianie, a schodzących do szatni podopiecznych Jacka Zielińskiego żegnały głośne gwizdy.
Po zmianie stron zobaczyliśmy na boisku całkiem innych gospodarzy. Już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry bardzo groźnie na bramkę „Górali” strzelał Bruno, jednak pomylił się nieznacznie. Kilka chwil później swoją szansę miał Sultes, ale gości zdołał uratować Zajac.
W 52. minucie Sultes wyłożył piłkę Łukaszowi Trałce, jednak jego strzał powędrował ponad bramką Podbeskidzia. W polu karnym beniaminka robiło się coraz gorącej i wszystko wskazywało na to, że gol dla „Czarnych Koszul” jest już tylko kwestią czasu. Kolejne okazję zmarnowali jednak Robert Jeż i Edgar Cani, a w 65. minucie dość niespodziewanie, to „Górale” mogli podwyższyć rezultat spotkania. Nieporozumienie na linii Sadlok – Gliwa mógł wykorzystać Patejuk, ale nie zdołał trafić do bramki w bardzo dobrej sytuacji.
Napór gospodarzy był jednak tak wielki, że obrona Podbeskidzia w końcu musiała ulec. W 72. minucie, po wrzutce z lewej strony boiska w poprzeczkę trafił Bruno. Piłka spadła jednak niemal wprost pod nogi Caniego, a temu nie zostało już nic innego jak wpakować ją do pustej bramki.
Jeśli ktoś myślał, że Polonia zadowoli się tym remisem, ten był w wielkim błędzie. Po doprowadzeniu do wyrównania „Czarne Koszule” złapały wiatr w żagle i rzuciły się na rywala jak wściekłe zwierzę. Na kolejne trafienie nie trzeba było więc zbyt długo czekać. W 84. minucie w pole karne „Górali” poszło kolejne dośrodkowanie. Uderzać na bramkę Zajaca próbował Jodłowiec, jednak nie trafił czysto w piłkę. Ta po interwencji jednego z obrońców trafiła do Caniego, a snajper Polonii w takich sytuacjach nie zwykł się mylić.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i trzy punkty pozostały przy Konwiktorskiej. Kibice zaś mogli zobaczyć podczas dzisiejszego wieczora dwie twarze swoich piłkarzy. Trzeba jasno dodać, że tą z drugiej połowy chcieliby zapewne oglądać zdecydowanie częściej.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.