Tomasz Frankowski tym razem nie strzelił gola. Jagiellonia przegrała pierwszy mecz w tym sezonie. Ruch po dwóch porażkach wreszcie zdobył komplet punktów i odzyskał wiarę w siebie.
To Jagiellonia, mimo że Ruch był gospodarzem tego meczu była faworytem do zwycięstwa. Za drużyną przyjezdnych przemawiała oczywiście obecność na boisku Tomasza Frankowskiego, który niemal w każdym meczu wpisuje się na listę strzelców. Na niekorzyść Ruchu świadczyła natomiast kiepska statystyka. W dwóch ostatnich ligowych potyczkach Niebiescy nie zdobyli choćby punktu ani nie strzelili bramki.
Po porażkach ze Śląskiem i Lechem zawodnikom Waldemara Fornalika marzyło się zwycięstwo. Ale początek spotkania zwiastował zgoła odmienny scenariusz. W 7. minucie arbiter podyktował „jedenastkę” dla Jagi i mogło, a nawet powinno być 1:0. Piłkę „na wapnie” ustawił oczywiście Frankowski, ale tym razem filar Jagiellonii może mówić o dużym pechu – futbolówka po jego strzale trafiła w słupek.
Ruch chciał szybko wykorzystać chwilę słabości rywali i był bliski strzelenia gola. Niestety Maciej Jankowski w sytuacji sam na sam uderzył w słupek. Gospodarze zyskali przewagę, ale nie potrafili jej udokumentować golem. Zbyt koronkowo rozgrywał piłkę Gabor Straka, natomiast strzał Arkadiusza Piecha minimalnie minął bramkę Jagi.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Ruch dominował, ale brakowało wykończenia. Wreszcie po godzinie gry na murawę został wprowadzony Paweł Abbott, który kilka minut później zdobył bramkę, dobijając strzał Piecha. Po golu tempo gry wyraźnie siadło, dopiero w 81. minucie Marek Zieńczuk ożywił publiczność decydując się na ładny strzał z dystansu – był bliski powodzenia.
Wynik nie uległ już zmianie. Bezbarwna Jaga nie dała rady Niebieskim, mimo że prowadzący zawody doliczył w końcówce aż 6 minut do regulaminowego czasu gry.
Ruch Chorzów – Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0) (Abbott 68)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.