Górnik Zabrze nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem na własnym boisku gdańskiej Lechii 2:0. Gospodarze dominowali od pierwsze do ostatniej minuty i w pełni zasłużenie dopisali na swoje konto komplet punktów.
Czy mecz z Lechią był ostatnim dla Nakoulmy przy Roosevelta?
Mecz rozgrywany w siarczystym mrozie od samego
początku toczył się pod dyktando gospodarzy i kibice zgromadzeni przy
Roosevelta nie musieli zbyt długo czekać na pierwszego gola swoich
pupili. W 15. minucie Mariusz Magiera dośrodkował w pole karne Lechii z rzutu rożnego, a piłkę głową do bramki skierował Mateusz Zachara. Goście grali słabo, a jakby tego było mało jeszcze przed przerwą stracili Jarosława Bieniuka. Obrońca Lechii nabawił się kontuzji pachwiny i musiał opuścić boisko.
Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się skromnym prowadzeniem Górnika, Michał Buchalik musiał wyjąć piłkę ze swojej bramki po raz drugi. Lewą stroną boiska popędził Magiera, który idealnie dograł piłkę do Wojciecha Łuczaka,
a uderzył z pierwszej i nie zostawił bramkarzowi Lechii
żadnych szans na skuteczną interwencję. 2:0 i gol do przerwy.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Goście z Gdańska nie potrafili znaleźć recepty na podopiecznych Adama Nawałki, a dość przeciętnie spisywali się na boisku liderzy Lechii Ricardinho i Abdou Razack Traore.
Z kolei gwiazdorzy Górnika, czyli Arkadiusz Milik i Aleksander
Kwiek mecz oglądali z wysokości trybun, ale na boisku nie było widać ich
braku i jakościowo zabrzanie prezentowali się bardzo przyzwoicie.
Wynik
już do końca nie uległ zmianie, chociaż swoje okazje mieli m.in.
Prejuce Nakoulma, Piotr Wiśniewski czy Marcin Pietrowski, który popisał
się atomowym strzałem z dystansu i pewnikiem zdobyłby gola kolejki, ale
piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na poprzeczce. Górnik zainkasował
więc trzy punkty i awansował na drugie miejsce w tabeli T-Mobile
Ekstraklasy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.