Tego chyba nikt się nie spodziewał. Legia Warszawa rozgromiła na wyjeździe Śląsk Wrocław 4:0 i pokazała, że skreślanie jej z walki o mistrzostwo Polski byłoby sporym błędem. „Wojskowych” od Śląska dzielą już tylko dwa punkty.
Losy spotkania rozstrzygnęły się już po pierwszej połowie. Kibice nie zdążyli się jeszcze dobrze rozgościć na swoich miejscach, a Śląsk już przegrywał 0:1. Janusz Gol odebrał piłkę jednemu z obrońców gospodarzy i bez większych problemów umieścił ją w bramce. To był mecz pomocnika Legii. Kilkanaście minut później wykorzystał on zamieszanie w polu karnym rywali i podwyższył na 2:0. Piłkarze Oresta Lenczyka byli w szoku, ponieważ nawet w najczarniejszych snach nie spodziewali się, że po niespełna kwadransie będą przegrywać 0:2. Ich zdziwienie mogło być tym większe, iż tak naprawdę, to oni prowadzili grę w pierwszych minutach, a bramki strzelali zawodnicy Macieja Skorży.
Koszmar Śląska trwał jednak w najlepsze. W 35. minucie z boiska wyrzucony został Dariusz Pietrasiak, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Danijela Ljuboję. Kilka chwil później było już 3:0 dla Legii. Ljuboja kapitalnie uderzył z rzutu wolnego i nie dał bramkarzowi rywali żadnych szans na interwencję. Bramka „stadiony świata” jak popularnie mówi się o tego typu trafieniach.
Rozbici gospodarze kilkanaście sekund później mogli stracić czwartego gola. W bardzo dobrej sytuacji znalazł się Nacho Novo, jednak Marian Kalemen stanął na wysokości zadania. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.
Orest Lenczyk próbował ratować wynik i po przerwie wprowadził na boisko świeżych zawodników. Bardzo szybko okazję wypracował sobie Sebastian Mila, jednak jego strzał minął słupek bramki Legii. „Wojskowi” byli jednak całkowicie niewzruszeni „zrywem” gospodarzy i grali swoje. W 61. minucie Rafał Wolski zdecydował się na strzał z dalszej odległości, ale pomylił się nieznacznie.
Co się odwlecze, to nie uciecze – jak głosi stare porzekadło. W 68. minucie Inaki Astiz wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzałem głową pokonał Kelemena. Śląsk Wrocław był na kolanach. Do końca meczu rezultat nie uległ już zmianie i efektowne zwycięstwo Legii w stolicy Dolnego Śląska stało się faktem.
Grzegorz Garbacik, PilkaNożna.pl fot. Łukasz Skwiot
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.