Derby Dolnego Śląska dla… Śląska Wrocław. Wicemistrzowie Polski bez większych problemów ograli na wyjeździe Zagłębie Lubin 5:1 i pozostali na fotelu lidera tabeli.
Faworytem tego spotkania byli podopieczni Oresta Lenczyka i już na samym początku udowodnili oni, że nie na darmo są liderem T-Mobile Ekstraklasy. Kibice nie zdążyli jeszcze na dobre zająć swoich miejsc na Dialog Arenie, a ich piłkarze już przegrywali 0:1. Niepilnowany Cristian Omar Diaz znalazł się w polu karnym rywali i zdecydował się na oddanie strzału. Piłka odbiła się jeszcze od nogi Marcina Kowalczyka i przy słupku wpadła do bramki Zagłębia. Bramkarz Miedziowych mógł w tej sytuacji zachować jednak nieco lepiej.
Gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania po zaledwie 120 sekundach, jednak Rafał Gikiewicz, bramkarz Śląska w bardzo dobrym stylu obronił uderzenie Darvydasa Sernasa. Litwin bez większych problemów minął kilku obrońców rywali, jednak na drodze do bramki stanął mu wspomniany bramkarz wicemistrzów Polski.
W 20. minucie byliśmy świadkami akcji spotkania, a jej bohaterem został… Piotr Ćwielong. Napastnik Śląska, który ostatnio nie grzeszył formą, przeprowadził kapitalny rajd środkiem boiska i znajdując się na wprost bramki Zagłębia zdecydował się na uderzenie. Strzał był na tyle mocny i precyzyjny, że Bojan Isailović nie miał większych szans na skuteczną interwencję. Cóż za uderzenie. Cóż za bramka Ćwielonga! Wynik dla 2:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy.
Jak się okazało, to nie był koniec bramkowych emocji w Lubinie. W 64. minucie gospodarzy dobił Piotr Celeban. Defensor Śląska świetnie znalazł się w polu karnym, gdzie otrzymał precyzyjne dośrodkowanie od Ćwielonga. Celeban pewnym uderzeniem głową pokonał bramkarza Miedziowych. Należy tutaj zwrócić uwagę na fatalną postawę defensywy Zagłębia.
Gospodarze nie przegrali tego spotkania do zera, ale na pewno jest to dla nich marne pocieszenie. W 77. minucie uderzenie wybronił Gikiewicz, ale piłkę tak niefortunnie odbił Krzysztof Wołczek, że pokonał golkipera swojej drużyny.
Śląsk nie ustąpił w atakach. Autorem fantastycznego podania z głębi pola był Przemysław Kaźmierczak. W sytuacji sam na sam znalazł się Johan Voskamp i bez najmniejszych problemów wpisał się na listę strzelców. W samej końcówce Śląsk wyszedł z kontrą, a piłkę do własnej bramki wbił… Isailović.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.