To miał być mecz o mistrzostwo Polski, wielkie derby, pełne emocji widowisko o dominację w stolicy. Ostatecznie Legia w bardzo mizernym meczu zremisowała z Polonią 0:0.
Katusze przeciętnej, ligowej kopaniny cierpiała w piątek wypełniona po brzegi Pepsi Arena, która nigdy wcześniej nie gościła tylu kibiców. Na ich nieszczęście w meczu Legii z Polonią nie padł żaden gol. Ba, sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo…
A miało być zupełnie inaczej, bo polskie media piątkową, derbową konfrontację okrzyknęły przecież mianem meczu o mistrzostwo Polski. Legia, która po kilku kolejkach wiosny strąciła z ligowego piedestału Śląsk i stała się samodzielnym liderem, miała potwierdzić swoją moc i dominację. O wiele bardziej nerwowo było w Polonii. Przed dwoma tygodniami prezes Józef Wojciechowski zapowiedział, że Polonia w dwóch kolejnych meczach ma obowiązek zdobycia sześciu punktów. W przeciwnym razie trener JacekZieliński miał pożegnać się z posadą trenera Czarnych Koszul. Pierwszy przystanek na drodze ku kompletowi oczek przyniósł Wojciechowskiemu satysfakcję (wysokie zwycięstwo nad Jagiellonią). Drugi przystanek miał miejsce właśnie przy Łazienkowskiej.
Legia w piątkowy wieczór wybiegła w swoim najmocniejszym zestawieniu. W pierwszym składzie znalazło się miejsce dla Rafała Wolskiego, który zadziwiał przed meczem na naszych łamach pewnością siebie. Zabrakło natomiast Nacho Novo i Ismaela Blanco. Jacek Zieliński przede wszystkim chciał zabezpieczyć tyły. Dlatego właśnie gra gości była zachowawcza, Czarne Koszule wyczekiwały momentów, w których mogłyby skarcić Wojskowych bolesną kontrą.
Przyznać trzeba jednak, że mecz nie dostarczył kibicom wielkich emocji i wypieków na policzkach. Legia w pierwszej połowie może i była aktywniejsza, ale nie wynikało z tego zupełnie nic konstruktywnego. Poloniści jak najskrupulatniej starali się wykonywać polecenia Zielińskiego, skrzętnie skrywając za swoimi plecami Sebastiana Przyrowskiego i strzeżoną przez niego bramkę.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. I jeśli ktoś sądził, że obraz gry ulegnie w drugiej części zmianie, był w dużym błędzie. Legia potrafiła zagrozić bramce Polonii tylko strzałami z rzutów wolnych. Nawet gdy z boiska wyleciał Adam Kokoszka, legioniści razili bezradnością. Można było odnieść wrażenie, że ani jedni, ani drudzy nie chcieli stracić jednego punktu, zapominając przy tym o możliwości wyszarpnięcia trzech oczek… Szkoda, bo z hucznie zapowiadanego spektaklu wyszło słabej jakości, podrzędne przedstawienie.
Legia po piątkowym remisie ma na swoim koncie 43 punkty i niezależnie od wyniku Śląska, który zagra w niedzielę, pozostanie liderem polskiej elity. Polonia ma 38 oczek, ale w najbliższych godzinach może ją wyprzedzić i Ruch Chorzów, i Korona Kielce.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.