Nie mieć dwudziestu lat, a przesądzić o zwycięstwie czołowej drużyny ekstraklasy to spory wyczyn. Michał Żyro i Rafał Wolski udowodnili, że Legia młodzieżą stoi. Ich bramki pogrążyły Widzew Łódź. Mecze między Legią a Widzewem – nieważne, że przyćmione przez inne ligowe szlagiery – ciągle każą kibicom wyjątkowo się emocjonować i nieustannie rozbudzają uśpione resentymenty dzielące Warszawę od Łodzi. Strzelić gola w takim meczu to wielka sprawa. Przesądzić o zwycięstwie – nie lada sztuka. Być na ustach kibiców i żurnalistów – naturalna konsekwencja, czyli przyjemny proces pasowania na bohatera.
A później setki zdjęć, wywiadów i poklepywanie po plecach, do czego łatwo przywyknąć, ale trudniej się odzwyczaić. Młodzi mają prawo utonąć w euforii, lecz od teraz przybędzie im obowiązek udowadniania w każdym meczu, że dobra forma w meczu z Widzewem nie była dziełem przypadku, tylko efektem wytężonej pracy. A w takim klubie jak Legia nie jest łatwo zaistnieć na dłużej.
Michał jest wychowankiem Piaseczna. Gdy sześć lat temu przyszedł do Legii musiał się nauczyć godzić obowiązki młodego piłkarza i ciągle jeszcze ucznia (na zajęcia dojeżdżał z Piaseczna), który przed „robieniem kariery” musiał najpierw zrobić maturę. Zdał, choć miał problemy z matematyką – upodobał sobie przedmioty humanistyczne. Uczył się średnio, ale na boisku spisywał się na tyle nieźle, że wpadł w oko trenerowi Janowi Urbanowi. Czy ten zobaczył w nim Thierry’ego Henry’ego, którym od najwcześniejszych lat fascynował się Żyro? Pewnie nie, bo w przeciwnym razie nie wpuszczałby młokosa tylko na końcówki spotkań. Michał też zdawał sobie sprawę, jak wiele pracy jeszcze przed nim. A warsztat trzeba doskonalić. Bohater Legii musi poprawić grę prawą nogą, bo inny idol zawodnika – Leo Messi – gra przecież obiema.
Rafał Wolski – podobnie jak Żyro – strzelił dopiero swoją pierwszą bramkę w lidze. Co prawda, trafiał już wcześniej dla dorosłej Legii, ale zaledwie raz i wcale nie w ekstraklasie, tylko w spotkaniu o Puchar Polski. Gol strzelony Rozwojowi Katowice był tym pierwszym, pamiętnym i dlatego nie mniej ważnym od zdobyczy na Widzewie. W ekstraklasie do tej pory grywał sporadycznie. Trener Maciej Skorża chciał, aby Wolski okrzepł, więc do zespołu wprowadzał go stopniowo, a już zupełnie nie spieszył się z powołaniami, kiedy zawodnik przesadnie uwierzył, że klub powinien mu wystawić kartę etatowego piłkarza, który nie musi się kłopotać o miejsce w wyjściowej jedenastce. Pewność siebie – jak sam przyznaje – sprowadziła go na manowce. Piłkarsko podupadł, siadał na trybunach, nawet w Młodej Ekstraklasie nie miał pewnego placu… Najbardziej pomógł mu Jacek Magiera – pogadał, poinstruował, poradził i są tego widoczne efekty. Mecz z Widzewem zapamięta na długo.
Trudno ocenić czy Żyro i Wolski będą jak Rybus i Borysiuk, czy przebojem wedrą się do reprezentacji, a Legia zainwestuje w ich przyszłość, oferując nową umowę do podpisania. Trudno, szczególnie na Łazienkowskiej, o status dozgonnego bohatera. No chyba, że znowu do Warszawy przyjedzie Sampdoria, po niej Manchester, a Żyro z Wolskim potraktują przyjezdnych tak samo srodze, jak ostatnio widzewiaków. Niemożliwe? Ależ przeszłość ma na to mocne dowody, że i owszem!
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.