Cóż to było za spotkanie. Ruch Chorzów mimo prowadzenie z Podbeskidziem Bielsko-Biała już 2:0, nie dowiózł wygranej do końca. Górale po zabójczej końcówce, zdołali doprowadzić do remisu 2:2
Spotkanie w Chorzowie było zapowiadane jako małe derby regionu i nie zawiodło kibiców swoich poziomem. Spory w tym udział gospodarzy, którzy po raz kolejny pokazali, że żaden rywal nie jest im straszny i należy ich traktować jako jednego z głównych faworytów do zdobycia mistrzostwa Polski.
Chorzowianie objęli prowadzenie w 19. minucie. W pole karne Podbeskidzia dośrodkował Marek Zieńczuk, a piłkę do bramki rywali skierował niezawodny Arkadiusz Piech. Piłka otarła się jeszcze o jednego z obrońców Górali, jednak ostatecznie wpadła do siatki. Tak dobry początek zawodów uskrzydlił Niebieskich, którzy po kilku minutach podwyższyli rezultat na 2:0.
Łukasz Janoszka otrzymał piłkę od Piotra Stawarczyka i nie zastanawiając się zbyt długo popisał się mierzonym strzałem z około 15 metrów. Richard Zajac był w tej sytuacji bez szans. Ruch nie zwalniał jednak tempa i wciąż był głodny kolejnych bramek. Dobry strzał Piecha zdołał jeszcze obronić bramkarz Podbeskidzia, ale przy uderzeniu Macieja Jankowskiego musiał już wyręczyć go obrońca, który wybił piłkę z linii bramkowej.
Wynik 2:0 dla Ruchu utrzymywał się do 71. minuty. W polu karnym gospodarzy doszło wtedy do wielkiego zamieszania, które zakończyło się golem dla Podbeskidzia. Niefortunna interwencja Rafała Grodzickiego całkowicie zaskoczyła Michala Peskovicia i emocje przy Cichej rozgorzały ponownie.
Piłkarze z Bielska uwierzyli w to, że mogą wywieźć z Chorzowa korzystny rezultat i w 82. minucie – ku zaskoczeniu miejscowych kibiców – doprowadzili do wyrównania. Liran Cohen wrzucił piłkę w pole karne Ruchu, a tam najwyżej wyskoczył Ondrej Sourek i uderzeniem głową pokonał Peskovicia. Cóż za „come back” Podbeskidzia!
Do końca spotkania rezultat nie uległ już zmianie. Gospodarze mogą sobie pluć w brodę po wypuszczeniu z rąk niemal pewnego zwycięstwa, natomiast goście nie mają powodów do smutku. Punkt zdobyty w Chorzowie – i to po takiej pogoni – jest ich niewątpliwym sukcesem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.