Bezbramkowym remisem zakończyło się pierwsze spotkanie 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Po niezwykle nudnym meczu Widzew Łódź podzielił się punktami z Zagłębiem Lubin. Dla łodzian było to siódme kolejne spotkanie bez porażki.
Spotkanie od samego początku było toczone w wolnym tempie. Gra toczyła się głównie w środku pola, a sytuacji bramkowych mieliśmy jak na lekarstwo. Tak Maciej Mielcarz jak i Bojan Isajlović długimi momentami byli praktycznie bezrobotni. W 37. minucie przed szansą stanął Bruno Pinheiro, który otrzymał bardzo dobre podanie od Dudu. Pomocnik Widzewa nie opanował jednak piłki w znakomitej sytuacji.
W końcówce pierwszej części gry zarysowała się nieznaczna przewaga gości. W 38. minucie piłkę w pole karne Widzewa wrzucił Maciej Małkowski, jednak obrońcy gospodarzy zażegnali niebezpieczeństwo. Na przerwę piłkarz schodzili przy stanie 0:0.
W 60. minucie przed szansą na zdobycie pierwszego gola w meczu stanął Dzalamidze. Gruziński pomocnik z impetem wpadł w pole karne rywali, jednak w ostatniej chwili został powstrzymany przez obrońców Zagłębia. Na kolejną groźną sytuację kibice zgromadzeni na stadionie Widzewa musieli czekać aż do 82. minuty. Z dystansu uderzył Szymon Pawłowski i gdy wydawało się, że piłką wpadnie do siatki to świetną interwencję popisał się Mielcarz. Była to bez dwóch zdań najgroźniejsza sytuacja bramkowa w tym spotkaniu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.