Przejdź do treści
Ekstraklasa od szatni. Kiero, gdzie ten autokar?!

Polska Ekstraklasa

Ekstraklasa od szatni. Kiero, gdzie ten autokar?!

Tadeusz Gapiński, Ireneusz Zawadzki… Ich nazwiska były równie znane jak piłkarzy czy trenerów Widzewa i Legii, a może bardziej. Bo wszyscy w klubie się zmieniali, ale kierownicy drużyn trwali na stanowiskach. Obaj już są na ekstraklasowej emeryturze, ale przyszło nowe pokolenie, w którym pozytywnych wariatów też nie brakuje.

Krzoska to kawal historii Wisły Kraków (foto: M.Michalczak / Wisła Kraków SA)

Juskowiak dla PN: Tytuł? Wszyscy chcą, ale presja ich przerasta – KLIKNIJ!

Pierwsze pytanie brzmi: co tak naprawdę robi kiero? Otóż robi on wiele rzeczy. Pilnuje kart piłkarzy, pamięta o badaniach lekarskich, wypełnia protokoły meczowe (ma sporo roboty papierkowej), liczy kartki, wie (a przynajmniej powinien wiedzieć), kto musi pauzować, prowadzi więc skrupulatnie całą ewidencję upomnień. Wpisuje skład do protokołu, pilnuje, by podpisali się pod nim odpowiedni ludzie, dostarcza dokumenty sędziemu. W czasie meczu wypełnia karty zmian. Po zawodach także ma lekkie urwanie głowy. Powinien być też dobrym logistykiem. Pilnuje zbiórek, godzin treningów, organizuje autokar lub hotel podczas meczów wyjazdowych. Rezerwuje bilety na samolot, planuje dotarcie i pobyt na zgrupowaniu, także zagranicznym. Nierzadko dba o kuchnię. A poza tym wszystkim jest jeszcze człowiekiem… od wszystkiego. Zdarza się, że także od tego, by pomagać piłkarzom radzić sobie z rozmaitymi mniej lub bardziej poważnymi sprawami – począwszy od znalezienia mieszkania, założenia konta w banku czy wynajmu samochodu.

YES, MY BOSS

Z końcem sezonu dobiegnie końca praca w Lechu Dariusza Motały. Zastąpi go Mariusz Skrzypczak, który z klubem związany jest od dziecka, grał w juniorach Kolejorza, a od kilku lat pracował w dziale sportowym, pomagając przy obsłudze dnia meczowego. Motała z kolei wcześniej był piłkarzem futsalowej ekstraklasy i pracował w redakcji sportowej Canal+, zanim w Lechu zastąpił Łukasza Mowlika. Ostatnio kierownik Lecha miał więcej pracy przy okazji finału Pucharu Polski. We wtorek Lech wyjechał na ligowy mecz do Bielska-Białej. W środę po meczu trzeba było zorganizować odnowę, w czwartek przed południem trening na bocznym boisku Stadionu Śląskiego, po południu samolot z Katowic do Warszawy, tam jak zwykle hotel, autokar etc., i dopiero po sobotnim finale Kolejorz wracał bezpośrednio ze stolicy do Poznania.

Motała to nie jedyny człowiek na tym stanowisku o medialnym rodowodzie. Jednym z najdłuższych staży legitymuje się Jarosław Krzoska. Pracę przy Reymonta rozpoczął w 2002 roku, choć najpierw jako rzecznik prasowy i opiekun strony internetowej. Przygotowanie miał dobre. Ponieważ kariera koszykarska mu nie wyszła, zajął się dziennikarstwem. Pracował w radiu, telewizji (Wizja Sport, TVP), komentował rozmaite dyscypliny sportowe. Pytanie zatem, kto w ogóle może zostać kierownikiem drużyny. Menedżer czy raczej pasjonat? Na pewno musi mieć łeb na karku i potrafić reagować w sytuacjach awaryjnych. Krzoska największe nerwy miał cztery lata temu, gdy Wisła grała w Lidze Europy z Fulham. Od początku wyprawa do Londynu szła źle. Z powodu mgły samolot nie mógł odlecieć z Balic. Trzeba było szybko załatwiać odlot z Pyrzowic, a opóźnienie sięgnęło kilku godzin.

– Ale prawdziwy zakręt mieliśmy w Londynie, kiedy zatrzymano na granicy trzech naszych serbskich zawodników: Ilieva, Jovanovicia i Jovanicia – wspomina Krzoska. – Jako przybysze spoza Unii Europejskiej musieli starać się o specjalne pozwolenia na pracę w Wielkiej Brytanii. Zostali warunkowo wieczorem wypuszczeni z lotniska i dotarli do hotelu, ale wszystkie formalności udało się załatwić dopiero trzy godziny przed meczem. Serbowie w nim ostatecznie nie zagrali.

Krzoska ma doskonały kontakt z piłkarzami, jest lubiany także w innych klubach. Nawet ci, którzy z Wisły już odeszli, pamiętają o kierowniku. Zwłaszcza kiedy czegoś potrzebują… – Ostatnio Kew Jaliens zadzwonił z Australii, żeby coś mu załatwić, ponieważ ma jeszcze konto w polskim banku – mówi kiero Białej Gwiazdy. – Oczywiście kumpluję się z zawodnikami, ale są pewne granice. Nie zapominam, że to ja jestem dla nich, a nie oni dla mnie, więc nie urzęduję w godzinach od do. Czasem potrafią się odezwać o bardzo dziwnych porach. Najwięcej różnych kłopotów ma zwykle Donald Guerrier, ale jak mu nie pomagać, skoro jest niesamowicie grzeczny i zawsze odpowiada mi w ten sam sposób: „Yes, my boss”… Czas wolny na zgrupowaniach? W dobie playstation jest łatwiej, ale dużo tak naprawdę zależy od trenera, nie od kierownika. Kiedyś w Turcji Robert Maaskant wymyślił grę w golfa przy pomocy futbolówki dookoła hotelu. Fajnie się wszyscy bawili.

CZŁOWIEK Z TATUAŻEM

14 maja ubiegłego roku zmarł nagle Maciej Madeja, jeden z symboli Cracovii. Przez wiele sezonów każdy z dziennikarzy, którzy potrzebowali cokolwiek załatwić na Cracovii, wiedział, do kogo dzwonić, ponieważ pan Maciej nigdy nie odmawiał pomocy. Kiedy zmarł w wieku 74 lat, już nie był kierownikiem zespołu, tę funkcję pełnił w latach 2002-11. „Niewypowiedziany smutek i żal zalał serca wszystkich osób związanych z Cracovią” – napisano po jego śmierci na stronie internetowej klubu. 43 razy sędziował (a jakże – miał takie uprawnienia) słynne noworoczne treningi Pasów.

Dziś Cracovia ma innego kierownika. Czy znacie drugiego, którego podobizna jest częścią klubowego graffiti w budynku klubowym, a na plecach ma wytatuowany duży fragment pasiastej koszulki z numerem 2 i napisem „Siemion”? To poznajcie – Tomasz Siemieniec.

– Wychowałem się na wiślackim osiedlu, ale z ojcem od dziecka chodziłem na Cracovię – mówi kiero, na meczach zawsze z obowiązkowym pasiastym szalikiem. – Byłem kibicem, i to takim wyjazdowym. Zdarzały się różne gonitwy… Zanim zostałem kierownikiem drużyny, mieszkałem przez sześć lat w Warszawie, a i tak umawiałem się z kolegami i jeździliśmy z Cracovią na wyjazdy. To był sens życia.

Jeszcze w podstawówce zapisał się do zespołu juniorów. W sumie przez ponad 10 lat był zawodnikiem Craxy, rozegrał około 300 meczów w zespole seniorów. Na ekstraklasę się nie załapał. Pasami żyje – jak mówi – 25 godzin na dobę. Żona już nie walczy. Pogodziła się, że nawet jeden pokój jest cały w barwach Cracovii. Tatuaż? – Zrobiłem go w dojrzałym wieku, kilka lat temu, ale przymierzałem się od dawna. Jest OK. Graffiti? To była dziwna akcja. Kibice je zrobili w budynku klubowym, zapowiedzieli wcześniej, że zrobią mi niespodziankę. I zrobili, dając moją podobiznę. Nie zasłużyłem na to, ale jest, tuż przy naszej szatni.

Nie ma w nim zacietrzewienia. Z Krzoską nawet telefonują do siebie: – Ostatnio spotkaliśmy się w Praktikerze, miło pogadaliśmy.

Kiedyś glany, czarna kartka typu flyers, muzyka punk, mecze, koncerty, do dziś zresztą tego słucha. Na meczach w garniturze, ale z obowiązkowym szalikiem Pasów na szyi. – Dlaczego nie? Całe życie go nosiłem, to teraz mam przestać? Mam kolegów ze środowiska kibicowskiego. Nawet na hokejowych play-offach jestem regularnie od czterech lat na trybunach. Pasja, lekkie ADHD, pobudliwy charakter, humor, czasem chcę zrobić więcej, niż powinienem. Ale robię tak, by piłkarzom było dobrze. To podstawa. 90 procent mojego czasu zabiera klub. Cały czas pod telefonem. A zawodnicy mają do mnie zaufanie. Jeden dzwoni, że zgubił klucze i nie może wyjść na trening. Jadę do jego mieszkania. On na trening, ja siedzę w domu, aż wróci, i pilnuję. Inny dzwoni w nocy, że miał wypadek, bym pomógł mu holować auto, ale tak, żeby nikt się nie dowiedział. OK. Stres jest zawsze. Choćby przy zgłaszaniu zawodników do rozgrywek, czy zdążę? Najgorzej jest na obozach, gdzie 90 procent to kiero. Ktoś zajął nam salę, płyta jest kiepska, pada deszcz – zawsze pretensje są do kierownika. Robię jednak to, co kocham. Jestem szczęśliwy.

BIZNES MUSI POCZEKAĆ

Czasem trzeba myśleć o zdawałoby się drobiazgach. Ot, piwo przywieźć na mecz. Po co? Jest potrzebne w komisji antydopingowej jako środek moczopędny. Inny kwiatek. Wyjazd na mecz albo zgrupowanie. Piłkarzy trzeba… przeliczyć. I to także należy do zadań kierownika. Tymczasem oni łażą, przesiadają się, podnoszą, siadają, jak dzieci na kolonii…

Osoba kierownika może wzbudzać również emocje wśród kibiców. Na przykład nominacja Piotra Czaka na stanowisko kierownika drużyny Podbeskidzia została w Bielsku-Białej uznana za kontrowersyjną, ponieważ Czak kojarzony był głównie z pracy i gry w BKS Stal, czyli obozie lokalnego rywala Górali. W Zabrzu kiero jest Mariusz Strap. To także dość nietypowa kariera. Człowiek pogodny, niemal zawsze uśmiechnięty, zanim trafił do pionu sportowego, zajmował się biznesem, pozyskiwaniem sponsorów i partnerów dla klubu, a także sprzedażą akcji Górnika. Zmęczyło go to zajęcie. Chciał spróbować czegoś innego, pomyślał o funkcji kierownika drużyny. W Zabrzu taki oczywiście był, Strap rozesłał więc wici po innych klubach.

– Tyle że niespodziewanie nowy trener Robert Warzycha zaprosił mnie na rozmowę i zaproponował zmianę posady – mówi. – Szczerze mówiąc, zdecydowanie łatwiejsza jest tzw. działalność biznesowa. Kierownikowania piłkarzom uczyłem się od zera. Także na błędach, choć na razie – odpukać – większe wpadki się nie zdarzyły.
W Górniku, ale tym z Łęcznej, kiero jest Sławomir Nazaruk, były piłkarz ligowego formatu. Piłkarską karierę zaczynał tak naprawdę w Łęcznej i po kilku sezonach gry poza Lubelszczyzną (między innymi udanym okresie w Śląsku Wrocław, który zapłacił za niego 1,5 miliona złotych) wrócił do Górnika, gdy też karnie musiał walczyć na trzecioligowych boiskach. Kiedy zawiesił buty na kołku, pozostał w klubie. Dziś jest kierownikiem, ale także pomaga Jurijowi Szatałowowi. Ma trenerską licencję UEFA A i docelowo chciałby się skupić wyłącznie na pracy szkoleniowej.

– Może to kierownikowanie to faktycznie taki pomost do przejścia na drugą stronę – mówi Nazaruk, który choć w trakcie kariery zawodniczej ukończył zarządzanie i marketing na UMCS w Lublinie, to nie zamierza pracować w wyuczonym zawodzie. – Na pewno piłkarska przeszłość pomaga w pracy, ale nie jest najważniejsza. Potwierdzam, że najwięcej pracy jest z organizacją obozów. Pół biedy, jeśli pracujesz w klubie, który ma pewność, że w następnym sezonie grać będzie w ekstraklasie, wówczas możesz działać z wyprzedzeniem. My w Łęcznej nie możemy jeszcze na 100 procent dopinać spraw związanych z okresem przygotowawczym… Wpadki? Czasem humorystyczne, gdy piłkarze wymienią się koszulkami z rywalem, robią się braki w garderobie, trzeba domawiać stroje i nowe przychodzą przed meczem na przykład z błędem w nazwisku. Co lubię w tej robocie? Pracę z młodymi ludźmi, ich specyficzne poczucie humoru, szyderę płynącą z szatni, której mocno brakuje, gdy już się przestanie kopać piłkę.

SZNURECZKI IZVOLTA

Wyrazistych postaci nie brakuje w tym fachu. Andrzej Traczyk ze Śląska Wrocław wzbudza szacunek samą posturą, zwłaszcza gdy założy swój słynny skórzany płaszcz i przypomina wówczas postać rodem ze starych filmów gangsterskich. Z kolei Piotr Żuk to jeden z nestorów, jeśli nie najstarszy wśród kierowniczej rodziny w T-ME, z Lechią jest związany – z małą przerwą – od czasów, gdy zielono-biali kopali w piątej lidze.

W Piaście łącznikiem między drużyną a sztabem jest Adam Fudali. Wychował się w Stanach Zjednoczonych, w Chicago skończył studia na Uniwersytecie Stanowym, jest fizjoterapeutą. Najpierw przez trzy lata zajmował się w Gliwicach wyłącznie sprzętem i był tłumaczem. Zna angielski i hiszpański, pomagał więc w aklimatyzacji trenerowi Angelowi Perezowi Garcii i kilku południowcom. Od roku jest już kierownikiem drużyny. W grudniu udał się na kilkudniowy staż do SC Braga, a zaowocowała w tym przypadku znajomość z CEO – chairmanem klubu z Bragi, którego poznał przy okazji transferu Rabioli. Z pokorą podchodzi do swojej pracy.

– Uczyłem się i uczę wciąż roli kierownika drużyny – podkreśla. – Na szczęście zawsze mogę liczyć na pomoc klubu, ludzi w nim pracujących, ale też i kolegów po fachu. Do kilku zawsze mogę zadzwonić po radę czy pomoc. Konrad Paśniewski z Legii czy Łukasz Tomczyk z Korony są dla mnie guru. Mariusz Strap z Górnika, Piotrek Czak z Podbeskidzia czy Andrzej Urbańczyk z Ruchu to także bardzo serdeczni ludzie. Szkoda, że PZPN nie organizuje szkoleń dla kierowników drużyn, bo myślę, że cieszyłyby się sporym zainteresowaniem.
Zaskoczyła mnie ogromna odpowiedzialność, która spoczywa na ludziach sprawujących tę funkcję. Chodzi o wszystko, co związane z meczem, ale nie tylko, ponieważ właściwie cały czas coś się dzieje. Piłkarz, zwłaszcza obcokrajowiec, potrafi zadzwonić o trzeciej rano z prośbą o pomoc w prozaicznej sprawie, na przykład korki strzeliły mu w mieszkaniu i nie było prądu. Ale od tego jestem, by mu pomóc. Wpadki? Jeśli już, to raczej nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, jak w Kielcach…

– Matej Izvolt miał na ręku ozdobny sznurek – przypomina sobie Fudali. – Nigdy go nie zdejmował, a sędziom ozdoba nie przeszkadzała. W czasie meczu z Koroną arbiter jednak kazał ją zdjąć. Matej podbiegł do linii i zaczęliśmy się mocować z tym sznurkiem. W tym czasie jego stroną poszła akcja gospodarzy zakończona golem…

GDZIE JEST AUTOKAR?

Fajny zawód – jeździsz sobie z drużyną, uczestniczysz w jej życiu jak pełnoprawny członek, zwiedzasz świat, nie przejmujesz się dietą i ciężkimi treningami, a odpowiedzialność właściwie żadna. Naprawdę? Czy to przypadek, że w ciągu ostatniego roku zmienili się kierownicy w Piaście, Jagiellonii, Górniku, Legii, Pogoni?

– Nie ukrywam, że poprzedni kierownik drużyny właściwie nic mi nie przekazał, więc wszystkiego musiałem uczyć się sam – mówi Strap. – Brak stresu? Jak dla kogo. Ja jeszcze dwie godziny po meczu zostaję na stadionie, by adrenalina opadła. Brak odpowiedzialności? Ostatnie derby z Piastem stanowiły dla mnie traumę. Zakwaterowani byliśmy w hotelu Diament w Zabrzu. W Gliwicach powinniśmy być 1,5 godziny przed meczem. Górnik nie ma swojego autokaru, zawsze wynajmuje. Tym razem kibice z Torcidy postanowili zrobić nam prezent i zafundować porządny wóz. Rano zadzwoniłem do pani, która miała nim powozić, ale jej telefon milczał. Spokojnie – myślę sobie. Jest przecież dużo czasu. Telefon do kibiców, którzy to organizowali. Wszystko będzie OK – słyszę. Za kilka godzin sytuacja się powtarza. Pani nie odbiera, kibice uspokajają. Ja już jednak jestem w nerwach, bo robi się późno, a wozu nie ma. Dzwonię do znajomego i próbuję załatwić rezerwowy autokar. Udaje się, ale 15 minut później już by go nie było. Oczywiście pani nie przyjechała. Do tej pory jest mi gorąco, gdy o tym myślę. Do dziś nie wiem też, co się wtedy stało. Kibice w każdym razie załatwili nam przy innej okazji autokar, niejako w rewanżu.

Sytuacja rzeczywiście nieciekawa, zwłaszcza że Strap przed Górnikiem pracował w… Gliwicach, gdzie organizował Piast Biznes Club. – Ile razy prezesi Górnika przyjeżdżali do Gliwic, to chwalili nasz PBC. A ja się pytałem, jak to możliwe, bym robił to w Gliwicach, klubie dla mnie obcym, skoro pochodzę z Zabrza, jestem kibicem Górnika, grałem w rezerwach pierwszej drużyny prowadzonej wówczas przez Jana Żurka. Tak powtarzałem, powtarzałem, aż w końcu otrzymałem propozycję przenosin na Roosevelta.

CO NA KOLACJĘ?

We wrześniu ubiegłego roku nowym kierownikiem w Legii Warszawa został Paśniewski, który wcześniej był dyrektorem technicznym reprezentacji Polski, między innymi podczas Euro 2012. Zakres obowiązków z grubsza podobny. Przy Łazienkowskiej zastąpił Martę Ostrowską, która musiała odejść po słynnej aferze z Celtikiem Glasgow. Na razie nowy kiero nie miał tak stresujących przygód jak jego poprzedniczka. Opowiadała, że kiedyś, przed wyjazdem na zgrupowanie do Turcji, zaginęło całe cargo, sprzęt, który wart był blisko milion złotych, a na który składały się stroje, piłki, odżywki, sprzęt do rehabilitacji etc. Na wszelki wypadek piłki szybko załatwiono z tureckiej fabryki, ale i tak była to kropla w morzu potrzeb. Stres dla kierownika drużyny – maksymalny. Na szczęście, zanim Legia doleciała na miejsce, Turcy znaleźli sprzęt, który sami zgubili.

W dawnych czasach kierownik drużyny spełniał często rolę nie tylko kaowca (instruktora kulturalno-oświatowego), na zgrupowaniach dbającego o to, jak zapełnić piłkarzom wolny czas, ale wręcz decydował o menu zawodników. Nikt nie bawił się w zatrudnianie specjalistów od wyżywienia. Ale i dziś różnie z tym bywa. Kierownik drużyny Ruchu, 40-letni Andrzej Urbańczyk, kiedy rezerwuje hotele dla drużyny, zaklepuje także menu, choć nie jest dietetykiem. Na studiach na AWF miał jednak przedmiot „Żywienie w sporcie”, zatem laikiem nie jest. Z piłkarzami kontakt znalazł błyskawicznie. Nie mogło być inaczej, bo doskonale znał ich zwyczaje i potrzeby – jako bramkarz Ruchu Radzionków wywalczył awans z Cidrami z trzeciego ówczesnego poziomu rozgrywkowego do ekstraklasy. Kiedy się dowiedział, że musi też zadbać o wyżywienie, najpierw przypominał sobie, co sam jadał jako zawodnik. Czasem jednak czekają niespodzianki, na które nikt nie jest przygotowany. Kiedy w Ruchu zebrała się większa kolonia piłkarzy słowackich, za żadne skarby nie chcieli widzieć w zupie lub na ziemniakach koperku. I o tym również musiał pamiętać kiero…


Zbigniew MUCHA



Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej