Lechia Gdańsk w końcu zdobyła komplet punktów. Podopieczni Rafała Ulatowskiego ograli na PGE Arenie chorzowski Ruch 1:0. Samobójcze trafienie jeszcze w pierwszej połowie zaliczył Piotr Stawarczyk.
Spotkanie z „Niebieskimi” miało być tak długo oczekiwanym przełamaniem piłkarzy Lechii. Gospodarze zamierzali krok po kroku dążyć do poprawy swojej sytuacji i ten pierwszy krok postawili już w 12. minucie. Jeśli mamy być precyzyjni, postawił go za nich obrońca Ruchu, Piotr Stawarczyk. W pole karne dośrodkował Vytautas Andriuskevicius, a na strzał zdecydował się Traore. Piłka odbiła się jeszcze od Stawarczyka i wpadła do siatki. Lechia w końcu przełamała klątwę swojego stadionu.
Ruch długo czekał z odpowiedzią, ale jak już odpowiedział, to o mało co nie doprowadził do wyrównania. Kapitalną piłkę z głębi pola otrzymał Arkadiusz Piech i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lechii. Nie zdołał jednak pokonać Wojciecha Pawłowskiego. Była to najlepsza okazja „Niebieskich” w pierwszej połowie. Więcej bramek do przerwy już nie padło, jednak kibice „biało-zielonych” mogli być umiarkowanie zadowoleni z postawy swoich piłkarzy.
W drugiej połowie zarówno jedni, jak i drudzy mieli swoje okazje do zdobycia gola. W 73. minucie katastrofalnie w sytuacji sam na sam zachował się Wiśniewski, który nie potrafił pokonać bramkarza Ruchu. Kilka chwil później mogło się to zemścić, jednak Janoszka zamiast posłać piłkę obok młodego Pawłowskiego, trafił prosto w niego.
Ostatecznie mecz zakończył się skromnym zwycięstwem gospodarzy. W Gdańsku na rozmiary zwycięstwa na pewno nikt nie będzie jednak narzekał. Ważne, że Lechia w końcu się przełamała i zdobyła komplet punktów. A Ruch? Chorzowianie wpisali się w nurt panujący w tej ostatniej, listopadowej kolejce i zaprzepaścili swoją szansę, jak wcześniej zrobili to solidarnie piłkarze Legii i Lecha. Trener Fornalik ustawiając ofensywnie swoją drużynę w Gdańsku liczył na trzy punkty, jednak nic z tego nie wyszło…
Lechia Gdańsk – Ruch Chorzów 1:0 (1:0) 1:0 – Stawarczyk (12′) – gol samobójczy
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.