Spotkanie w Bełchatowie stało na naprawdę niezłym poziomie. Już w 7 minucie w pole karne Bełchatowian wpadł Prejuce Nakoulma, jednak zamiast finalizować akcję uderzeniem na bramkę, próbował odgrywać do Arkadiusza Milika. Ten całkowicie nie zrozumiał o co chodziło jego koledze z napadu i Górnik nie wykorzystał pierwszej dobrej okazji do strzelenia gola.
Minęło kilka minut i 14-krotni mistrzowie Polski po raz kolejny zagrozili gospodarzom. Nakoulma minął dwóch obrońców i oddał strzał. W ostatniej chwili piłkę zdołali jednak zablokować kolejni defensorzy GKS-u. Górnik nie zwalniał tempa i w 21. minucie raz jeszcze mógł otworzyć rezultat tego spotkania. „Prezes” minął w polu karnym Filipa Modelskiego, odegrał do Aleksandra Kwieka, ale ten pomylił się nieznacznie.
Odpowiedź Bełchatowa mogła być nokautująca. Kilkadziesiąt sekund później przed stuprocentową szansą stanął Tomasz Wróbel, jednak na posterunku był Łukasz Skorupski, który uratował swój zespół przed utratą gola.
Tak okazja poderwała miejscowych do walki i jeszcze przed przerwą ponownie zagrozili oni bramce Górniaka. W 27. minucie ponownie strzelał Wróbel, jednak tym razem gości uratowała poprzeczka. Na kilka minut przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania, „setki” nie wykorzystał Marcin Żewłakow, który spudłował z najbliższej odległości, a rzutu karnego podyktowanego za faul Popka nie potrafił strzelić Nakoulma.
Druga połowa także obfitowała w emocje i w końcu doczekaliśmy się bramek. W 59. minucie świetną akcję przeprowadził Dawid Nowak, który z łatwością ograł jednego z obrońców Górnika i bez większych problemów pokonał Skorupskiego. Warto dodać, że gospodarze od kilkunastu minut grali już w osłabieniu. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył bowiem Jacek Popek.
Górnik doprowadził do wyrównania w 74. minucie. Fenomenalnym uderzeniem z ponad 30 metrów popisał się Michał Pazdan i piłka zatrzepotała w siatce bramki Bełchatowa. Cóż za bramka! Gospodarze słabli, jednak Górnik nie był już w stanie strzelić zwycięskiego gola i ostatni mecz 19. kolejki T-Mobile Ekstraklasy zakończył się podziałem punktów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.