ŁKS bezbramkowo zremisował z Lechią Gdańsk w pierwszym meczu 19. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Łodzianie nie potrafili wygrać przed własną publicznością, mimo że przez ponad 50 minut grali z przewagą jednego zawodnika.
Piotr Świerczewski miał nadzieję, że jego zespół zaprezentuje się dużo lepiej niż w inaugurującym rozgrywki meczu z Polonią, ponieważ ŁKS jak tlenu potrzebował punktów z bezpośrednimi rywalami walczącymi o utrzymanie. Do takich zespołów na pewno zaliczana była gdańska Lechia, mająca wielkie problemy ze skutecznością w bieżącym sezonie. Paweł Janas przed spotkaniem przestrzegał swoich podopiecznych przed doświadczonym zespołem gospodarzy. Lechia od początku sprawiała wrażenie jakby zdobycie punktu satysfakcjonowało byłego selekcjonera reprezentacji Polski.
Mecz toczony był w żwawym tempie, brakowało jednak sytuacji strzeleckich i przede wszystkim goli, które są solą futbolu. Lechia na początku częściej utrzymywała się przy piłce, aczkolwiek składniejsze akcje kreowali piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego. W dodatku goście skomplikowali sobie sprawę w 38. minucie, kiedy drugą żółtą kartką ukarany został Vytautas Andriuskevicius i musiał przedwcześnie opuścić plac gry. Litwin w tym sezonie miał już problemy z agresywną grą, przez co nie zagrał w zeszłotygodniowym spotkaniu z Cracovią, pauzując za kary indywidualne z rundy jesiennej.
Po przerwie swoją szansę zwietrzyli gospodarze, którzy w 50. minucie stworzyli najlepszą akcję do strzelenia gola. Po dośrodkowaniu Roberta Szczota główkował Marcin Mięciel, ale Wojciech Pawłowski bardzo dobrze interweniował w tej sytuacji. Do końca spotkania ŁKS utrzymywał przewagę, jednak nie potrafił przekuć jej na gola i mecz zakończył się podziałem punktów.
W następnej kolejce obydwie ekipy zmierzą się z drużynami, które jeszcze w tym tygodniu grały w Lidze Europy. ŁKS pojedzie na mecz z Legią, natomiast Lechia, w pierwszym meczu u siebie w tej rundzie, gościć będzie krakowską Wisłę.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.