Piłkarze Zagłębia Lubin i Ruchu Chorzów w tym sezonie walczą o różne cele – pierwsi o utrzymanie, drudzy o mistrzostwo. W sobotę zespoły te mierzyły się ze sobą i oba interesowało tylko zwycięstwo.
Zagłębie po wygranej 2:0 z Cracovią w poprzedniej serii spotkań, przed sobotnim meczem zajmowało miejsce tuż nad strefą spadkową. Ruch pokonując przed tygodniem Jagiellonię Białystok 1:0 wskoczył na najniższy stopień podium T-Mobile Ekstraklasy. Obie drużyny spotkały się w sobotę w Lubinie i choć przed meczem dzieliło je aż 19 punktów, zarówno lubinianie jak i chorzowianie zapowiadali walkę o kolejne trzy oczka.
Pierwsza połowa spotkania była niezwykle wyrównana. Trochę częściej przed przerwą atakowali gospodarze, ale to goście przeprowadzili atak, który dał im prowadzenie. W pole karne futbolówkę posłał Janoszka, efektownym zgraniem piętą popisał się Jankowski, a bramkę po pięknym strzale z pierwszej piłki zdobył Marek Zieńczuk. W efekcie chorzowianie to chorzowianie schodzili do szatni w lepszych humorach.
Dziewięć minut po zmianie stron trafieniem odpowiedzieli „Miedziowi”. Łukasz Hanzel zaskoczył potężnym uderzeniem broniącego dostępu do bramki Ruchu Peskovicia i było 1:1.
Remis nie zadowalał żadnej z drużyn, dlatego oba zespoły do końca walczyły o zwycięskiego gola. Mimo prób zawodników obu ekip piłka do siatki już jednak nie wpadła i czwarty z pięciu dotychczas rozegranych spotkań 21. kolejki ekstraklasy zakończył się podziałem punktów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.