Wisła Kraków pierwszy raz w tym roku odniosła ligowe zwycięstwo. Zespół prowadzony już przez Michała Probierza pokonał na wyjeździe gdańską Lechię 2:0.
„Biała Gwiazda” po raz pierwszy zagrała pod batutą nowego dyrygenta i od razu przyniosło to pozytywny efekt. W Lechii z kolei pierwsze spotkanie przed własną publicznością w tym roku upłynęło pod znakiem debiutu Jakuba Koseckiego. Wypożyczony ze stołecznej Legii pomocnik wystąpił w pierwszym składzie i był wyróżniającym się zawodnikiem swojego nowego zespołu, lecz nie potrafił pomóc drużynie w wywalczeniu choćby punktu. Na domiar złego Paweł Janas nie mógł skorzystać ze swojego najlepszego napastnika, gdyż Abdou Razack Traore musiał pauzować za nadmiar kartek.
Spotkanie od początku toczyło się pod dyktando gości, którzy już w 8. minucie objęli prowadzenie po golu Kew Jaliensa. Asystą popisał się Junior Diaz, przedłużając dośrodkowanie Gervasio Nuneza. Chwilę po tej sytuacji urazu nabawił się Maor Melikson i został zmieniony przez Ivicę Ilieva. Serb wprowadził sporo ożywienia w poczynania wiślaków, a przed końcem pierwszej połowy wywalczył rzut karny, którego na gola zamienił Dudu Biton. Gospodarze mieli sporo pretensji do głównego arbitra, ponieważ ich zdaniem Deleu nie popełnił przewinienia na Ilievie we własnym polu karnym.
Przez cały mecz Lechici nie potrafili złamać bloku defensywnego podopiecznych Probierza, przez co gdańszczanie cały czas są najmniej skuteczną drużyną polskiej Ekstraklasy. Najgroźniejszymi sytuacjami jakie stworzyli gospodarze były dwa strzały zza pola karnego, jednak to za mało żeby punktować z zespołem pokroju Wisły.
Mistrzowie Polski zaczynają pogoń za czołówką, lecz do pierwszej Legii wciąż tracą osiem oczek. Drugi w tabeli Śląsk swój mecz rozegra w niedzielę, więc strata do lidera może wynosić jeszcze więcej. Lechia natomiast ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową, tak więc piłkarzy Pawła Janasa czeka długi bój o utrzymanie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.