W poniedziałkowym spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy Cracovia bezbramkowo zremisowała z Polonią Warszawa. Gospodarze zdobyli pierwszy w tym sezonie punkt u siebie, goście z kolei pierwszy na wyjeździe.
Poniedziałkowa konfrontacja dla obu drużyn była meczem o przełamanie. Gospodarze dotychczas przegrali wszystkie pięć meczów przed własną publicznością, goście natomiast przed spotkaniem w Krakowie. nie zdobyli choćby punktu grając na obcym terenie.
Od początku więcej ochoty do gry mieli krakowianie, ale pierwszą dobrą sytuację bramkową stworzyli dopiero w 13. minucie. Tamir Cahalon podał na wolne pole do Andrzeja Niedzielana, ale ten znalazł się na pozycji spalonej. Dwie minuty później znów przed szansą stanęli miejscowi. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Sławomir Szeliga, ale minimalnie przestrzelił. Kilka minut później gospodarze bliscy byli przelobowania stojącego w bramce Polonii Michała Gliwy, jednak znów zabrakło im szczęścia.
W odpowiedzi z dystansu uderzał Robert Jeż, niestety dla kibiców gości piłka minęła słupek bramki gospodarzy. W kolejnych minutach warszawiacy przeprowadzili jeszcze kilka akcji, ale nie byli w stanie poważnie zagrozić Cracovii.
Pierwsza połowa była dość wyrównana, z lekkim wskazaniem na podopiecznych Dariusza Pasieki. Ani oni, ani też goście nie byli jednak w stanie strzelić gola.
Po przerwie tempo meczu się obniżyło, a z upływem kolejnych minut gra się zaostrzyła. Piłkarze obu zespołów zamiast zdobywać bramki, kolekcjonowali żółte kartki. Okazji strzeleckich było natomiast jak na lekarstwo.
Najlepszą, o ile nie jedyną goście stworzyli sobie w 89. minucie. W sytuacji sam na sam z Wojciechem Kaczmarkiem znalazł się Edgar Cani, jednak bramkarz Cracovii uratował zespół przed stratą bramki. Po chwili krakowianie zdołali wreszcie pokonać Gliwę, ale bramka nie została uznana przez prowadzącego zawody Huberta Siejewicza. Arbiter boczny dopatrzył się pozycji spalonej i w Krakowie ostatecznie bramki nie padły.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.