Śląsk Wrocław pokonał GKS Bełchatów 1:0, jednak gra wicemistrzów Polski po raz kolejny nie rzuciła na kolana. Gola na wagę wygranej w 83. minucie spotkania zdobył Cristian Omar Diaz.
Piłkarze Śląska Wrocław liczyli, że magia Oporowskiej, na którą wrócili po dłuższej przerwie pomoże im w powrocie na zwycięską ścieżkę, jednak bardzo szybko mogli się przekonać, że to nie w stadionie tkwi powód ich fatalnej postawy na ligowych boiskach. Już w 3. minucie Dariusz Pietrasiak przewrócił we własnym polu karnym Dawida Nowaka i sędzia na zawahał się ze wskazaniem na jedenasty metr. Do piłki podszedł Grzegorz Baran, jednak uderzył fatalnie i Marian Kelemen nie miał większych problemów z interwencją.
Bełchatów nie zamierzał jednak rozpamiętywać zmarnowanego karnego i kilka minut później, raz jeszcze mógł wyjść na prowadzenie. W sytuacji sam na sam z Kelemenem znalazł się Nowak, jednak bramkarz Śląska ponownie bardzo dobrze obronił. To jednak nie był koniec ataków gości. Bezradną i prezentującą się żenująco słabo defensywę WKS-u chwilę później ponownie zaskoczył Nowak, ale jego strzał powędrował ponad poprzeczkę bramki gospodarzy.
Podopieczni Oresta Lenczyka także mieli swoje szanse. Na strzał spoza pola karnego zdecydował się Sebastian Dudek, jednak uderzył zbyt lekko by zaskoczyć Łukasza Sapelę. W 24. minucie bramkarz GKS-u został już jednak bohaterem swojej drużyny. W pole karne gości z rzutu rożnego dośrodkował Sebastian Mila, a głową z najbliższej odległości uderzył Piotr Celeban. Kibice widzieli już piłkę w bramce, jednak Sapela popisał się fantastyczną interwencją na refleks i zdołał uratować swój zespół przed utratą gola.
GKS był zespołem lepszym także w drugiej połowie, jednak nie potrafił udokumentować swojej przewagi zdobyciem choćby jednego gola. Swoje szanse mieli Mateusz Mak, którego strzał wybito z linii bramkowej i Marcin Żewłakow, który znalazł się oko oko z bramkarzem rywali, ale Marian Kelemen raz jeszcze był na posterunku. Gdyby nie Słowak, to gospodarze straciliby w sobotnie popołudnie na pewno więcej niż jednego gola.
Piłka nożna raz jeszcze pokazała jak bardzo potrafi być przewrotna. W 83. minucie Jacek Popek sfaulował w obrębie pola karnego Cristiana Omara Diaza i sędzia po raz drugi w tym meczu podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany i chociaż Sapela wyczuł jego intencje, to nie zdołała skutecznie interweniować. GKS miał więcej z gry, jednak to Śląsk strzelił gola, który jak się okazało, dał mu niezwykle ważne trzy punkty.
Wynik nie uległ już zmianie, chociaż w ostatniej z doliczonych minut doskonałą okazję miał Gikiewicz. Napastnik Śląska musiał jedynie dołożyć nogę, ale ostatecznie się nie udało. Gospodarze wygrali 1:0 i wrócili do walki o mistrzostwo Polski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.