Legia Warszawa wygrywając przy Łazienkowskiej z Lechem Poznań miałaby szansę zrobić milowy krok w kierunku mistrzostwa Polski. Przegrywając 0:1 lider mocno skomplikował swoją sytuację, bo po wygranej dzień wcześniej Ruchu Chorzów nad Polonią Warszawa, zespół ze Śląska traci do Legii już tylko jeden punkt.
Ostatnie dni to psychologiczna wojna Legii z Ruchem. Akt pierwszy rozegrał się na gruncie T-Mobile ekstraklasy: Chorzowianie po piątkowym zwycięstwie zbliżyli się na punkt do podopiecznych Macieja Skorży, dodatkowo nie szafowali zbytnio siłami bo w podstawowym składzie zabrakło trzech podstawowych zawodników. Po przegranej Legii w Lechem Warszawian czeka nerwowa końcówka w lidze. Nic dziwnego skoro zespół zagrał mało skutecznie i efektownie, rzadko przypominał ten z rundy jesiennej czy początku wiosennej. Wystarczyła jedno prostopadłe podanie i zimna krew Artioma Rudnieva, by Kolejorz wyjechał ze stolicy zwycięski i nie stracił bezpośredniego kontaktu ze ścisła czołówką.
W sobotnie wczesne popołudnie przy Łazienkowskiej było wszystko potrzebne do spędzenia miłego czasu. Piękna, słoneczna pogoda, zapowiedź wielkich emocji i głośny doping od początku meczu. Gwoli prawdy – ze stadiony można było wyjść ze sporym niedosytem. Szczególnie jeśli jest się sympatykiem Legii. Łączne trzy celne strzały Rudnieva to więcej niż udało się uzbierać całej ekipie gospodarzy.
Oczywiście Legioniści mogli oszczędzać się przed aktem drugim walki z Ruchem: wtorkowym finałem Pucharu Polski, który zostanie rozegrany w Kielcach. Po meczu Legii z Lechem i lider i wicelider ma równie duże szanse na dublet.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.