Jagiellonia przegrała kolejne wyjazdowe spotkanie. Tym razem podopieczni Tomasza Hajty polegli w meczu z GKS-em Bełchatów 2:0, a mecz ustawiły dwa szybko strzelone gole. Najlepszym zawodnikiem na boisku był Marcin Żewłakow, który zdobył bramkę i zaliczył asystę.Zobacz komplet wyników i aktualną tabelę T-Mobile Ekstraklasy – KLIKNIJ!
Jagiellonia w tej rundzie fatalnie gra na wyjazdach. Białostoczanie przywieźli zaledwie punkt z tegorocznych delegacji – był to bezbramkowy remis ze słabiutką Cracovią. Szansa aby ten bilans poprawić w Bełchatowie wydawała się spora, gdyż podopieczni Kamila Kieresia nie odnieśli zwycięstwa od pięciu ligowych meczów. Poza tym gospodarzy nawiedziła plaga kontuzji. Z powodu urazów nie zagrali: Kosowski, Nowosielski, Szmatiuk, Lacić i Wilusz. W takim wypadku parę stoperów tworzyli Szymon Sawala i niedoświadczony Damian Zbozień.
W zespole gości brakowało wciąż kontuzjowanego Tomasza Frankowskiego oraz pauzującego za kartki Tomasza Kupisza. Wobec tych nieobecności w pierwszym składzie swoją szansę dostał Grzegorz Rasiak. O sile ofensywnej oprócz niego miał decydować Maciej Makuszewski, tyle że nie był to dzień 22-letniego pomocnika Białostoczan.
Historia spotkań obydwu drużyn pokazywała, iż podopiecznym Hajty nie będzie łatwo. Jagiellonia, na cztery rozegrane mecze nigdy nie wygrała w Bełchatowie z GKS-em. Te statystyki znalazły potwierdzenie już w 2. minucie, kiedy pierwszą bramkę zdobył Żewłakow. Były reprezentant Polski popisał się rewelacyjnym uderzeniem z pierwszej piłki z ponad 20 metrów, lokując futbolówkę w okienku bramki Grzegorza Sandomierskiego. „Jaga” nie zdążyła się otrząsnąć po stracie gola, a GKS prowadził już 2:0. Żewłakow świetnie zgrał głową do Zbozienia, a ten zdobył pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Świetny początek spotkania dla gospodarzy!
Goście nie mogli znaleźć sposobu na podopiecznych Kieresia, a najgroźniejszą sytuację w pierwszej odsłonie spotkania stworzyli w 18. minucie, kiedy Ermin Seratlić był bliski zaskoczenia Łukasza Sapeli strzałem ze stojącej piłki z ponad trzydziestu metrów. Chwilami widać było niepewność w grze stoperów Bełchatowa, aczkolwiek „Jaga” nie potrafiła tego wykorzystać. Do przerwy bramki nie padły, chociaż gospodarze powinni prowadzić wyżej. W doliczonym czasie gry Mateusz Mak ograł trzech obrońców, dośrodkował w pole karne do Żewłakowa, który wyłożył piłkę klatką piersiową Jackowi Popkowi, lecz jego strzał zdołał sparować Sandomierski.
W drugiej połowie goście cały czas nie potrafili sforsować defensywy rywali, mając tylko okresy niezłej gry. W 74. minucie z rzutu wolnego groźnie uderzał, wprowadzony po przerwie, Marcin Burkhardt, ale fantastyczną paradą popisał się Sapela. Kilka minut później sam na sam wyszedł inny zmiennik, Nika Dzalamidze, lecz przy próbie lobowania bramkarza skiksował. GKS miał jeszcze kilka okazji po kontratakach, aczkolwiek wynik już nie uległ zmianie i 3 punkty zasłużenie zostały w Bełchatowie.
W następnej kolejce GKS czeka ważny w kontekście utrzymania mecz z Zagłębiem w Lubinie. „Jaga” natomiast zagra z Górnikiem u siebie, gdzie jest zdecydowanie lepszą drużyną niż na wyjazdach.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.