Głównym winowajcą Łukasz Madej, który w końcówce meczu, w sytuacji sam na sam z bramkarzem, nie trafił do bramki, a po chwili rywal doprowadził do wyrównania. Podbeskidzie – Śląsk 1:1.
– To już nie czas, by patrzeć na innych. Z pewnością jesteśmy sami sobie winni, że sytuacja w tabeli jest taka, jaka jest, ale mogę zapewnić, że będziemy grać do końca – przed meczem z beniaminkiem T-Mobile Ekstraklasy powiedział trener Śląska Wrocław, Orest Lenczyk.
Wrocławianie wbrew ochoczym zapowiedziom szkoleniowca w pierwszej połowie nie przypominali drużyny, dla której był to mecz ostatniej szansy. Ewentualna wpadka Śląska oznaczałaby bowiem raczej koniec marzeń o tytule. Śląsk swoją grą przypominał bardziej zespół pogodzony ze spadkiem do I ligi. Jedna niezła okazja Gikiewicza to zdecydowanie za mało by myśleć nie tylko o mistrzowskim tytule, ale i o pokonaniu pewnym utrzymania beniaminka. Podbeskidzie natomiast dostosowała się do warunków podyktowanych przez przyjezdnych, dlatego poziom spotkania nie rozpieszczał zgromadzonych na stadionie kibiców.
Po zmianie stron obraz gry zbytnio się nie zmienił, a momentami groźniejsi wydawali się być gospodarze. Ciekawe jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby nie Piotr Celeban. Obrońca Śląska był faulowany na wysokości pola karnego rywala. Do piłki podszedł Diaz, który dobrze dośrodkował na głowę Celebana, a ten niczym rasowy snajper nie dał szans bramkarzowi Podbeskidzia i od 63. minuty było 1:0 dla przyjezdnych.
Zadowoleni z prowadzenia piłkarze Śląska w kolejnych minutach skoncentrowali się na bronieniu wyniku. Niewiele brakowało, by wrocławianie ponieśli bolesne konsekwencje takiej postawy. Kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gry fantastyczną szansę na wyrównanie zmarnował Malinowski. Gracz Podbeskidzia najpierw się potknął, a gdy już się pozbierał strzelił minimalnie obok słupka i odetchnąć z ulgą mogli zawodnicy gości.
W końcówce sytuację sam na sam z bramkarzem zmarnował Łukasz Madej, który długo będzie żałował niewykorzystanej okazji. Po chwili precyzyjnym dośrodkowaniem z rzutu wolnego popisał się bowiem Sylwester Patejuk, a futbolówkę do siatki rywala skierował Robert Demjan. Madej, który w sobotę obchodził urodziny, mógł więc mówić o pechu.
„Hej Śląsk, gdzie to mistrzostwo?” śpiewali kibice Podbeskidzia po wyrównującej bramce. I co by nie mówić, zasadne było to pytanie…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.