Ekstraklasa: Z wielkiej chmury mały deszcz, Legia lepsza od Wisły
Trzy gole, w porywach pięć składnych akcji oraz gigantyczna ilość niedokładności i niebywałe wręcz chamstwo na trybunach – tak w wielkim skrócie wyglądał piątkowy hit 7. kolejki ekstraklasy. Widzowie poszukujący wrażeń na najwyższym poziomie bez dwóch zdań o wiele więcej znaleźć ich mogli podczas wieczornego spaceru z psem. Mecz Legii Warszawa z Wisłą Kraków – delikatnie rzecz ujmując – nie zachwycił.
Danijel Ljuboja tym razem gola nie zdobył. Wyręczył go Jakub Kosecki (w tle).
Tuż przed piątkową konfrontacją Legii z Wisłą do publicznej wiadomości podano, że u jednego z najlepszych strzelców Wojskowych – Marka Saganowskiego – wykryto kardiologiczne nieprawidłowości. Oznaczało to, że popularny Sagan wypadł ze składu, co mocno skomplikowało życie Jana Urbana. Ostatecznie szkoleniowiec Legii zdecydował się na wypuszczenie do boju pary defensywnych pomocników Gol – Vrdoljak. Na szpicy operować mieli Danijel Ljuboja z podwieszonym Radoviciem, wspomagani ofensywnymi rajdami skrzydłowych Salinasa oraz Koseckiego.
Wisła, która po poniedziałkowym meczu w Gliwicach doznała sejsmicznego wstrząsu (do dymisji podał się Michał Probierz, zastąpił go Tomasz Kulawik), przy Łazienkowskiej znów zestawiona została w inny sposób, niż we wcześniejszych meczach. Do gry wrócił Łukasz Garguła, w składzie nie zabrakło także Ivicy Ilieva.
Jeśli kibice Legii liczyli na huraganowe ataki swoich pupili wykorzystujących dół wiślackiej formy, na początku meczu musieli się mocno zdziwić. Wisła grała pewnie z tyłu, w początkowej fazie meczu przeważała i ani myślała o grze bojaźliwej. W 13. minucie głupi faul popełnił Rzeźniczak, do piłki podszedł Garguła, który wpakował piłkę w krótki róg bramki strzeżonej przez Kuciaka. Czy bramkarz Legii nie powinien się w tej sytuacji zachować lepiej? Legia jednak się nie złamała – o szybkie odrobienie strat postarał się tercet Ljuboja – Radović – Kosecki. Piłkę do siatki wpakował ten ostatni i było 1:1. Popularny Kosa miał znakomity dzień, bo po jego strzale już w 25. minucie było 2:1. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.
Pozostała część meczu upłynęła pod znakiem wielkiej ilości niedokładnych podań, przerwanych akcji i strzałów blokowanych przez obrońców. Mówiąc całkowicie szczerze, ani Legia (no, może poza ostatnimi minutami), ani tym bardziej Wisła nie stworzyła sobie żadnej stuprocentowej akcji bramkowej. Na szczyty „inteligencji” wspinali się natomiast kibice, raz po raz intonując żenujące, wulgarne przyśpiewki. Jasne, stadion to nie teatr. Tyle tylko, że stadion to również nie rynsztok. Niektórzy kibice sprawiali wrażenie, jakby przebywanie w nim sprawiało im wielką przyjemność.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Legii.
Legia w następnej kolejce zagra na wyjeździe ze szczecińską Pogonią. Wisła podejmie u siebie Jagiellonię Białystok.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.