Przejdź do treści
Ekstraklasa znowu gra. Ruszył eksperyment

Polska Ekstraklasa

Ekstraklasa znowu gra. Ruszył eksperyment

Wróciła. Ani lepsza, ani gorsza, natomiast pod wieloma względami inna. Głównym akcentem pierwszej po restarcie kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy był ligowy klasyk rozegrany w Poznaniu.

Pierwsza kolejka po przerwie już za nami (fot. lechpoznan.pl / Przemysław Szyszka)

 

KONRAD WITKOWSKI


Niezależnie od tego, jakimi rozstrzygnięciami się zakończy, sezon 2019-20 już przeszedł do historii. Nigdy wcześniej (pomijając wybuch II wojny światowej) nie zdarzyło się, by rywalizacja w polskiej lidze została z przyczyn pozasportowych zawieszona na tak długo. Tych kilkanaście tygodni upłynęło na nerwowej obserwacji rozwoju wydarzeń w kraju i na świecie oraz poszukiwaniu alternatywnych rozwiązań w wielu kwestiach. Nową rzeczywistość determinowała niepewność, czy uda się wrócić do gry. Jaką drogę przebył futbol w ciągu niespełna trzech miesięcy, obrazuje poniższy fragment.

– Liga nie wróci przynajmniej do kwietnia, jednak nie ma gwarancji, że sezon w ogóle zostanie dokończony. Według aktualnych prognoz, sytuacja epidemiologiczna może nie ulec poprawie nawet przez dwa miesiące. Bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym mecze będzie można rozgrywać najwcześniej w połowie maja i to bez udziału publiczności. W takim wypadku kluczowa będzie decyzja UEFA odnośnie Euro 2020 – gdyby turniej przeniesiono na przyszły rok, wówczas rozgrywki ligowe można byłoby dokończyć w okresie od maja do lipca. Najbliższe miesiące będą bardzo trudne dla całego środowiska – tak pisaliśmy w numerze 11 „PN”, który ukazał się 17 marca, krótko po decyzji o zamrożeniu rozgrywek w kraju.

Powrót na boiska to sukces zespołowy. Organizatorzy rozgrywek musieli zmierzyć się z sytuacją, w której nie znajdowali się nigdy wcześniej i której nikt nie był w stanie przewidzieć. Piłkarze nie mogli wykonywać zawodu, trenerzy musieli głowić się, jak w takich warunkach utrzymać formę zawodników, z kolei prezesi klubów zaliczyli wiele bezsennych nocy, szukając pomysłów na uniknięcie finansowej zapaści. Grupa robocza Ekstraklasy S. A., złożona z lekarzy oraz przedstawicieli klubów, przygotowała plan wznowienia rozgrywek, a realizowanie kolejnych jego etapów było możliwe dzięki wytężonej pracy i odpowiedzialności wielu ludzi. Radość po usłyszeniu pierwszego gwizdka jest tym większa, że ta misterna układanka w każdej chwili mogła się rozsypać.

PRZEDSMAK

Skończyło się w Kielcach, zaczęło w Legnicy. Namiastkę ligowych emocji stanowiły dwa zaległe ćwierćfinały krajowego pucharu. Po 77 dniach pauzy pierwszy oficjalny mecz w Polsce rozegrały Miedź i Legia Warszawa. 24 godziny później do rywalizacji przystąpiły drużyny Stali Mielec oraz Lecha Poznań. Jeśli chodzi o wyniki, obyło się bez niespodzianek, natomiast poziom obu spotkań zaskoczył. Większość piłkarzy Legii i Lecha prezentowała się tak, jakby była w pełnym rytmie meczowym, a przerwa w rozgrywkach – podczas której trenować można było głównie w okrojonej formie – w ogóle nie miała miejsca. Zaimponowali zwłaszcza Walerian Gwilia oraz Kamil Jóźwiak. Mimo wszystko nie było podstaw do zachwytów nad pucharowymi występami zespołów z Warszawy i Poznania, bo ich rywale zademonstrowali niewiele poza ambicją. Różnica pomiędzy I ligą a Ekstraklasą była w obu spotkaniach aż nadto widoczna. Lech i Legia odniosły stosunkowo łatwe zwycięstwa – prawdziwa weryfikacja ich dyspozycji miała nadejść kilka dni później, podczas bezpośredniej konfrontacji.

NOWA NORMALNOŚĆ

Po przymusowym stanie uśpienia krajowa piłka obudziła się w nowych realiach. Poza samą grą i jej podstawowymi zasadami, nic już nie jest jak dawniej. Zmieniło się prawie wszystko: od podróżowania na mecz po sposób witania się na boisku. Aby zachować odpowiedni odstęp pomiędzy pasażerami, Legia na spotkania wyjazdowe udaje się piętrowym autobusem. W trakcie podróży drużyny nie planują żadnych postojów, szybkie zakupy na stacji benzynowej nie wchodzą w grę – dopuszcza się jedynie kilkuminutowy przystanek na parkingu w celu rozprostowania kości. Kluby rezerwują na wyłączność całe piętra hotelowe, żeby unikać kontaktu z obcymi. Do minimum ograniczono czas spędzany przez zespoły na stadionie: kiedy Lech pojechał do Mielca, przedmeczowa odprawa odbyła się w hotelu, również tam piłkarze brali prysznic po spotkaniu. Szatnia służyła zawodnikom jedynie jako miejsce do zmiany butów przed i po meczu. Akurat kwestia szatni to spore wyzwanie dla gospodarzy zawodów. Według nowych zaleceń, o ile pozwalają na to warunki infrastrukturalne, jedna drużyna powinna mieć do dyspozycji co najmniej dwie szatnie – jedną dla podstawowej jedenastki, drugą dla piłkarzy rezerwowych. Idealnie byłoby, gdyby znalazło się jeszcze osobne pomieszczenie dla sztabu szkoleniowego.

Podczas meczu – dotyczy to nie tylko Ekstraklasy, ale również rozgrywek Pucharu Polski, I oraz II ligi – na obiekcie może przebywać maksymalnie 200 osób. Ich rozmieszczenie (stadion podzielono na cztery części) i możliwość kontaktu pomiędzy sobą zostały precyzyjnie określone. Wszyscy muszą stosować się do przepisów, obowiązuje zakaz poruszania się poza wyznaczonym obszarem. „Strefa zero” zarezerwowana jest dla osób przebadanych na obecność koronawirusa: piłkarzy, członków sztabu szkoleniowego, sędziów, a także kilku pracowników klubu. Ze stadionów tymczasowo zniknęło sporo elementów tworzących meczowy krajobraz. Nie ma dzieci wyprowadzających graczy na murawę, klubowych maskotek, ani chłopców do podawania piłek. Tych ostatnich zastąpiono rozstawieniem 24 piłek wzdłuż boiska (sześć przy każdej linii bocznej); ponadto sędzia techniczny ma prawo wskazać w każdej drużynie po jednej osobie, której zadaniem będzie ponowne ustawienie piłek w wyznaczonych miejscach. Zrezygnowano z noszowych – w razie poważnych kontuzji ich zadania przejmuje skład karetki pogotowia.

To, że drużyny wchodzą na boisko i opuszczają je oddzielnie, nie ma tradycyjnej wymiany proporczyków oraz witania się przez podanie ręki, a wszystkie osoby (z wyjątkiem wydającego polecenia pierwszego trenera) przebywające w pobliżu ławki rezerwowych muszą zakrywać usta i nos maseczką, widać w transmisji telewizyjnej. Nowe przepisy regulują jednak także wiele bardziej szczegółowych kwestii: jak na przykład te, że podczas spotkania dozwolone jest picie wyłącznie z własnej butelki, a po końcowym gwizdku piłkarze nie mogą wymieniać się koszulkami.

Wbrew pomysłom sprzed paru tygodni, znaczącej modyfikacji nie uległa praca arbitrów. Ostatecznie zrezygnowano z propozycji stosowania przez sędziów przyłbic oraz elektronicznych gwizdków. Wozy VAR działają tak samo, jak przed pandemią: jedyną zmianą jest to, że każda z trzech osób musi posiadać maseczkę, natomiast nie ma między nimi barierek z pleksi, które podobno rozważano. Niuans pojawił się w sędziowskich sprawozdaniach – arbiter główny może złożyć raport, jeśli któryś z uczestników spotkania naruszy szczególne procedury ustalone przez Ekstraklasę S.A. i PZPN.

W przeciwieństwie do sędziów, dziennikarze w warunkach meczowych funkcjonują zupełnie inaczej niż przed zawieszeniem rozgrywek. Już sama decyzja o wpuszczeniu na stadiony żurnalistów i fotoreporterów (odpowiednio w liczbach 15 i 10) została przyjęta przez kluby z pewną dozą zaskoczenia. Wymagała ona od organizatorów spotkań sporych zabiegów logistycznych: trzeba było wyznaczyć na obiekcie i odpowiednio przygotować nowe miejsce, z którego zawody będą obserwować przedstawiciele prasy oraz radia. Nie ma mowy o bezpośredniej interakcji z zawodnikami bądź trenerami. Pomeczowe konferencje odbywają się, ale w formie wirtualnej. Jak przebiega to w praktyce? Przez cały czas trwania spotkania dziennikarze mogą – po uprzednim złożeniu wniosku – drogą internetową kierować pytania do szkoleniowców i piłkarzy, ci zaś po zakończeniu gry odpowiadają przed kamerą na wybrane kwestie, a transmisję prowadzą kanały klubowe oraz portal Accredito.com.

TRIUMF PRAGMATYZMU

W sobotni wieczór w Poznaniu nic nie wskazywało na to, że przy Bułgarskiej dzieje się coś ważnego. W normalnych warunkach przed meczem z Legią ulice w pobliżu stadionu są zakorkowane, a w pojazdach komunikacji miejskiej jest problem z wetknięciem choćby szpilki. Teraz dominowała wszechobecna pustka. Miejsca, które przy takich okazjach zawsze tętnią życiem kilka godzin przed i po spotkaniu, tym razem straszyły ciszą. Uwagę zwracali jedynie reporterzy stacji telewizyjnych rozstawieni w pobliżu stadionu. Na samym obiekcie trudno było wyzbyć się uczucia, że przyszło się na przedsezonowy sparing. Gospodarze próbowali stworzyć namiastkę obecności widzów, wyświetlając na telebimach nadesłane przez fanów zdjęcia pod hasłem „pokaż jak kibicujesz”.

Zwracał uwagę kompletny brak kontaktu pomiędzy drużynami przed meczem. Poza kapitanami, którzy wzięli udział w obowiązkowym losowaniu, krótką pogawędkę przed pierwszym gwizdkiem ucięli jedynie Portugalczycy: Pedro Tiba i Andre Martins.

Nietypowa była nie tylko atmosfera spotkania, ale również zestawienie ataku w obu drużynach. W Legii zawieszonego za kartki Jose Kante zastąpił Tomas Pekhart i choć nic wielkiego nie pokazał, to swoje zadanie wykonał, strzelając gola na wagę trzech punktów. W przypadku Lecha to, co wystarczyło na pierwszoligową Stal, nie zdało egzaminu w rywalizacji z liderem Ekstraklasy. Timur Żamaletdinow, który przed zawieszeniem sezonu uzbierał w lidze całe 20 minut, miał zastąpić najlepszego snajpera rozgrywek – to nie mogło się udać. Dariusz Żuraw uznał, że skoro Christian Gytkjaer po urazie nie jest jeszcze gotowy na grę od pierwszej minuty, wpuści go na boisko, kiedy rywale będą już zmęczeni. Duńczyk ani razu nie zagroził defensywie Legii, która rozegrała mecz niemal bezbłędny (pomyliła się w 56. minucie, ale sprzyjało jej szczęście, bo Djordje Crnomarković był na centymetrowym spalonym). Igor Lewczuk – obchodzący w dniu zawodów 35. urodziny – szybko zapomniał o czerwonej kartce w Legnicy i koncertowo dyrygował linią obrony Wojskowych.

Legia triumfowała w Poznaniu, bo potrafiła odnaleźć się w nowej roli. Co weekend to ona dyktuje warunki, stosuje ataku pozycyjny. Tym razem Lech miał piłkę (przez 63 procent czasu) i prowadził grę. Warszawska drużyna cierpliwie przyjmowała rywala na swojej połowie, czekając na kontrataki. Zaimponowała dyscypliną taktyczną, konsekwencją oraz ustawieniem. Aleksandar Vuković wykonał świetny manewr, wystawiając na prawym skrzydle potrafiącego grać w defensywie Marko Vesovicia – Czarnogórzec wspierał Artura Jędrzejczyka, dzięki czemu Legia zneutralizowała zagrożenie ze strony będącego na fali Jóźwiaka.

– Skupiliśmy się na wyniku, który jak najbardziej nas zadowala. To pierwszy w tym sezonie mecz, który wygraliśmy, nie będąc drużyną dominującą. Do tej pory tego typu spotkania kończyliśmy remisem lub porażką. Tu widzę największą wartość – ocenił Vuković. – W pewnym sensie był to mecz o sześć punktów. Na tym terenie nigdy nie gra się łatwo, nawet przy pustych trybunach. 

JESZCZE RAZ, MOŻE DWA

– Przykro jest przegrywać mecz, w którym drużyna nie gra źle, tworzy sytuacje i nie jest gorsza od rywala. Legia nas nie zdominowała, jednak była bardzo dobrze zorganizowana. Detale były po jej stronie – przyznał trener Żuraw. – Nie mówiliśmy głośno o tytule, bo nasz zespół był w przebudowie, lecz niezła momentami gra pozwalała na optymizm. Dzisiaj zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Gratuluję Legii otwartej drogi do mistrzostwa. Dogonienie jej będzie bardzo trudne, w zasadzie niemożliwe.

Trudno nie podpisać się pod słowami szkoleniowca Lecha. Dziesięć kolejek przed końcem rywalizacji Legia ma osiem punktów przewagi nad wiceliderem. Przypomina się ubiegły sezon, kiedy po 31 seriach gier Wojskowi wyprzedzali Piasta aż o siedem punktów, a tytuł ostatecznie pojechał do Gliwic. Sytuacja sprzed roku może okazać się istotnym atutem… drużyny Vukovicia. Nauczona doświadczeniem nie powinna po raz kolejny roztrwonić przewagi. Poza tym obecna Legia wydaje się po prostu mocniejszym, lepiej poukładanym zespołem niż na finiszu sezonu 2018-19.

Lech o mistrzostwo już nie walczy, pozostaje mu rywalizacja o zajęcie miejsca na podium. Na Legii jeszcze będzie miał okazję się odegrać: przynajmniej raz, w rundzie finałowej Ekstraklasy, a może także w finale Pucharu Polski. Jeżeli sezon zostanie dokończony, bo fakt, że zawodnicy wrócili na stadiony nie oznacza przecież, że rozgrywki na pewno uda się doprowadzić do szczęśliwego finiszu. To ciągle eksperyment, w dodatku w początkowej fazie. 


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 22/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej