Gran Derbi dla Realu Madryt. Królewscy w meczu na szczycie ligi hiszpańskiej pokonali na wyjeździe Barcelonę 2:1. Dzięki tej wygranej Real jest już niemal pewny zdobycia tytułu mistrzowskiego.
To nie był mecz Leo Messiego. Argentyńczyk zagrał słabiej, co od razu przełożyło się na wynik Barcelony
Spotkaniem na Camp Nou od wielu dni żyła cała Hiszpania. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że od rezultatu Gran Derbi będzie zależało to, kto zdobędzie tytuł mistrzowski. Real przystępował do tego meczu z przewagą czterech „oczek” nad Barceloną i zadaniem podopiecznych Jose Mourinho było wywiezienie ze stolicy Katalonii przynajmniej remisu. Dla Barcy, każde inne rozstrzygniecie od zwycięstwa, było porażką na wagę utraty szans na tytuł.
Zaczęło się bardzo obiecująco. Już w 5. minucie głową uderzał Cristiano Ronaldo, jednak Victor Valdes z najwyższym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Barcelona odpowiedziała błyskawicznie. Fatalny błąd popełnił Sergio Ramos, a na bramkę Realu popędził Dani Alves. Brazylijczyka w ostatniej chwili zdołał jednak uprzedzić Iker Casillas, który wyszedł z bramki i interweniował na granicy pola karnego.
W 18. minucie doczekaliśmy się gola, jednak ku rozpaczy kibiców zgromadzonych na Camp Nou, zdobyli go Królewscy. Z narożnika boiska dośrodkował Ronaldo, a główkowy pojedynek z Adriano wygrał Pepe, który uderzył w kierunku bramki. Valdes zdołał jeszcze odbić futbolówkę, która spadła pod nogi Carlesa Puyola. Ten zamiast ją wyekspediować poza boisko, na chwilę się zawahał. Do Hiszpana momentalnie doskoczył Sami Khedira, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.
Gospodarze nie zamierzali się poddawać. Stawka meczu była zdecydowanie zbyt wysoka, by po zaledwie kilkunastu minutach odpuszczać. W pierwszej połowie przed 200-procentową szansą stanął Xavi Hernandez, który znalazł się oko w oko z Casillasem, ale nie zdołał zdobyć gola. Piłka nieznacznie minęła prawy słupek bramki Realu.
Królewscy po przerwie zdobyli drugiego gola. Ronaldo dostał świetną prostopadłą piłkę od Karima Benzemy, minął Valdesa i mógłby się cieszyć z bramki, gdyby nie fakt, że sekundę wcześniej sędzia odgwizdał pozycję spaloną Portugalczyka. Atakowała także Blaugrana. Na bramkę Casillasa strzelali m.in. Cristian Tello i Xavi, ale piłka nie chciała wpaść do siatki.
Real co prawda nie wyszedł na El Clasico z swoim słynnym „trivote”, ale i tak bronił się bardzo dobrze i przed długi czas wydawało się, że Barcelona nie da rady złamać defensywy gości. Nic z tego. Piłka wpadła w końcu do bramki. W 71. minucie zakotłowało się w polu karnym Blancos. Najpierw Casillas świetnie obronił strzał Tello, a następnie dobitkę Alexisa Sancheza. Chilijczykowi udało się jednak wpakować piłkę do siatki. Warto dodać, że pojawił się on na boisku kilkadziesiąt sekund wcześniej.
Barcelona nie cieszyła się zbyt długo z remisu. Dwie minuty po trafieniu Sancheza, Real odpowiedział. Mesut Oezil posłał cudowną piłkę do Ronaldo, a ten wpadł w pole karne i z zimną krwią pokonał Valdesa. Niedługo po tym zdarzeniu lider Królewskich został w chamski sposób kopnięty przez Alvesa i chociaż faul kwalifikował się minimum na żółtą kartkę, to Brazylijczyk nie poniósł żadnych konsekwencji.
Josep Guardiola dokonywał roszad personalnych. Na boisku pojawił się Cesc Fabregas, ale nic to nie pomogło. Barca się starała, jednak na dobrze dysponowany Real, to było stanowczo za mało. Zawiedli liderzy Blaugrany. Leo Messi zagrał słabe zawody, a wcale nie lepiej spisali się Xavi i Andres Iniesta. Królewscy stanowili z kolei zgrany kolektyw i jak się okazało, to wystarczyło, by w sobotni wieczór zdobyć Camp Nou. Real ma już siedem punktów przewagi nad Barceloną i można już śmiało stawiać tezę, że mistrzostwo Hiszpanii za sezon 2011-12 powędruje na Estadio Santiago Bernabeu.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.