Sześć punktów przewagi Realu nad Barceloną w tabeli Primera Division kładzie się cieniem na każdą dyskusję o tym, co dziś może się wydarzyć na Camp Nou. Bo jeśli zwyciężą goście, to przewaga wzrośnie do punktów dziewięciu i stanie się coś nieodwracalnego. Wprawdzie sezon jeszcze daleki jest od półmetka, ale odrobienie takiej straty w tej rywalizacji się po prostu nie zdarza. W poprzednim sezonie desperacka pogoń Realu za Barcą prawie się powiodła. Prawie…
Luis Enrique zamiast dociążać psychikę swoich piłkarzy mówiąc o jakimś finale, stara się stworzyć atmosferę luzu. Wczorajszego wieczora wybierał się na kolację z żoną i przyjaciółmi, a na konferencji prasowej powiedział, że absurdem jest twierdzenie, iż ewentualne zwycięstwo Realu zakończy walkę o tytuł. Nastroje panujące w zespole najlepiej charakteryzuje chyba zdanie wypowiedziane przez Ardę Turana: – Pokażemy, że wciąż jesteśmy najlepsi.
Ale w Katalonii nie ma zbyt wielu podstaw do optymizmu. Prawdopodobnie od początku zagra wracający po kontuzji Andre Iniesta, bo okres, kiedy pauzował nie wykreował żadnego jego godnego zastępcy. Barca wydała latem 112 milionów euro, by mieć Plan B, czyli solidną ławkę rezerwowych, lecz na razie nadal nie posiada alternatywy dla żadnego z graczy wyjściowej jedenastki. I niczym rywala nie zaskoczy.
W Realu jest inaczej. Wyleczył wprawdzie uraz Casemiro i zagrał 90 minut w Copa del Rey, ale Zinedine Zidane nie będzie miał problemów z podjęciem decyzji, że na jego pozycji zagra Mateo Kovacić. Nie wystąpi Gareth Bale, ale kto odważy się powiedzieć, że Lucas Vazquez nie jest w stanie godnie go zastąpić? Nie będzie Toniego Kroosa, ale przecież to Isco został bohaterem derbów Madrytu dwa tygodnie temu.
Zdaniem Lucho Real odda Barcelonie piłkę i nastawi się na grę z kontry. To bardzo prawdopodobne, ale z Realem nic nie wiadomo. Jak to ujął Zizou: Nie jedzie się na Camp Nou ze ściśniętym tyłkiem. Może zagrać w ustawieniu 1+4+2+3+1, albo 1+4+4+2 z Cristiano Ronaldo i Karimem Benzemą z przodu. Jest to dziś drużyna doskonalsza, bo bardziej elastyczna, a mniej przewidywalna niż Barca. No, chyba że Luis Enrique zdecydowałby się pójść po bandzie i zastosować system 1+3+4+3, z Rafinhą na prawym wahadle. Ale to nawet piłkarze odczytaliby jako akt desperacji, brak zaufania w to, że podstawowy wariant składu i taktyki jest wystarczająco dobry. Czyli byłby to krok samobójczy.
Czy gdyby mecz odbywał się na Santiago Bernabeu, łatwo byłoby wskazać faworyta i można by napisać, że Barca przyjeżdża do jaskini lwa? Otóż nie. Poprzedni sezon pokazał, że obecnie w El Clasico decyduje nie miejsce rozegrania meczu, lecz forma zespołu: Barca wygrała jesienią 4:0 w Madrycie, a wiosną poległa 1:2 u siebie. Ta sekwencja zdarzeń pokazuje także, jak mało się rozstrzyga jesienią, ale to inna sprawa. Remis? Za takim wynikiem przemawia fakt, że w jakimś sensie zadowoli on obu rywali: Real utrzyma na terytorium wroga znaczną nad nim przewagę, a będąca w sporych kłopotach Barca nie powiększy straty.
Nie brzmi to zbyt dobrze dla Barcelony, ale wygląda na to, że jeśli Real bardzo będzie chciał wygrać, to wygra. Jednak przecież, z drugiej strony, doskonale wiadomo, że jeśli Leo Messi złapie fazę, to nikt go nie zatrzyma. I tego niech się trzymają wszyscy cules, a drżą przed tym wszyscy merengues, mając na dzieję, że gwiazdą popołudnia zostanie Cristiano. Jak zwykle w końcu wszystko się sprowadza do tych dwóch.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.