Przed nami kolejny dzień zmagań polskich zespołów w europejskich pucharach. W czwartek o awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy powalczą piłkarze Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław.
Legię czeka w Rumunii ciężka przeprawa (foto: Ł.Skwiot)
W zdecydowanie najlepszej sytuacji są podopieczni Henninga Berga, którzy przed tygodniem pokonali rumuńskie Botosani (1:0) i polecieli na rewanż ze skromną, ale jednak zaliczką. Ta mogła być zdecydowanie większa, jednak wicemistrzowie Polski nie grzeszyli skutecznością w pierwszym spotkaniu i na wyjeździe będą musieli się mieć na baczność, ponieważ jeden gol dla rywali może mieć bardzo poważne konsekwencje.
Warto jednak dodać, że Wojskowi udali się Rumunii wznakomitych nastrojach. Na inaugurację ligowych zmagań Legia rozgromiła bowiem na wyjeździe Śląsk Wrocław – innego z naszych pucharowiczów – aż (4:1). Znakomitą partię rozegrali wtedy Dominik Furman i Nemanja Nikolić, którzy i tak razem mają poprowadzić stołeczną ekipę do zwycięstwa.
Niżej notowanego rywala nie ma co lekceważyć, o czym doskonale wie trener Berg. – Czy w Polsce media lekceważą Botosani? Nie wiem. My jako drużyna mamy do jutrzejszego rywala szacunek. Jesteśmy skoncentrowani i dobrze przygotowani do meczu. Dla naszych zawodników, sztabu szkoleniowego, czy kibiców Legii awans do kolejnej rundy pucharów jest bardzo ważny. Chcemy odnosić sukcesy w Europie, zależy nam na dobrym rezultacie – powiedział
Jeśli chodzi o sytuację kadrową Legii, to ta nie zmieniła się od spotkania przy Łazienkowskiej. Do dyspozycji trenera wciąż nie będą Arkadiusz Piech i Ivica Vrdoljak, którzy są kontuzjowani.
FC Botosani – Legia Warszawa (19:00) – pierwszy mecz (0:1)
______
Trudniejsze zadanie czeka Jagiellonię Białystok, która zmierzy się z Omonią Nikozja. Zawodnicy Michała Probierza dominowali w pierwszym meczu i naprawdę wielka szkoda, że nie przekuli swojej przewagi na przynajmniej jednego gola, który w kontekście rewanżu na Cyprze mógłby się okazać bezcenny.
Jagę w Nikozji czeka prawdziwa wizyta w piekle i nie chodzi w tym miejscu wyłącznie o wysoką temperaturę. Na polski zespół zęby ostrzą sobie bowiem miejscowi kibice, a właściwie zwykli bandyci, którzy podczas środowego treningu wyzywali naszych piłkarzy, a jakby tego było mało, obrzucili ich kamieniami. Musiała rzecz jasna interweniować policja, która następnie eskortowała Jagiellonię do hotelu.
Wszystkie te wydarzenia nie miały zbyt wiele wspólnego ze sportem, a ich zadaniem było skutecznie zniechęcić Michał Probierza oraz jego piłkarzy przed czwartkowym spotkaniem. Będzie o to jednak niezwykle trudno, tym bardziej, że białostocczanie wcale nie stoją na straconej pozycji. Bezbramkowy remis w pierwszym meczu pozwala Jagiellonii realnie myśleć o awansie do kolejnej rundy.
W pierwszej kolejce ligowej Jaga przegrała z Koroną (2:3), jednak dzisiaj na boisku najpewniej nie zobaczymy żadnego z graczy, którzy walczyli w Kielcach. Probierz oszczędzał swoich najważniejszych piłkarzy i wymienił cały skład. Czy przyniesie to zamierzone efekty w Nikozji? Zobaczymy.
– Celowo, żeby nie stracić marzeń o awansie zrezygnowaliśmy z podróży do Kielc, przez co wszyscy zawodnicy są bardzo wypoczęci i głodni zwycięstwa. Oglądaliśmy ostatnich 10 spotkań Omonii u siebie, od remisu z APOEL-em, do porażki 1:2 z Apollonem Limassol. Wiemy też, że Omonia swoje ostatnie ważne mecze przegrywała i chcemy osiągnąć taki wynik jak Apollon, wygrać tu 2:1, to byłoby dla nas idealne. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani po ciężkim sezonie – powiedział Probierz. Omonia Nikozja – Jagiellonia Białystok (18:00) – pierwszy mecz (0:0)
______
Zdecydowanie najcięższa misja czeka piłkarzy Śląska Wrocław, którzy zmierzą się w delegacji z IFK Goeteborg. Pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem i rewanżu to Szwedzi będą faworytami do awansu. Gdyby przejrzeć lokalną prasę, to praktycznie wszędzie skazuje się WKS na porażkę i – takie można odnieść wrażenie – trochę się polski zespół lekceważy. Gospodarze faktycznie są notowani nieco wyżej, ale nadarza się znakomita okazja, by nieco utrzeć im nosa.
Żeby jednak można było myśleć o awansie, wrocławianie muszą wyeliminować błędy popełnione podczas ligowego starcia z Legią. Rywale obnażyli wtedy wszystkie słabości Śląska, który przy okazji zanotował mnóstwo błędów własnych. Efekt? Wynik (1:4) na własnym boisku chwały graczom Tadeusza Pawłowskiego nie przynosi, ale jeśli był to kubeł zimnej wody przed dobrym meczem w Szwecji, to dlaczego nie?
Sam trener doskonale wie, że to piłkarze Goeteborgu muszą, a Śląsk może. – Nie chcę oceniać szans. Chcę po prostu zagrać dobry mecz, pokazać ofensywny futbol i dobrze zaprezentować nasz kraj. Chciałbym również, żebyśmy po tym spotkaniu przeszli do następnej rundy – powiedział.
– Musimy zagrać piłką. Nie przewiduję, żebyśmy stanęli na naszej połowie i mieli się bronić. Musimy sami coś zrobić. Recepta jest prosta: grać w piłkę, grać ofensywnie. Będziemy dążyć do strzelenia bramki. Każda gra kombinacyjna, strzały z dystansu i dobre dośrodkowania mogą nam przynieść awans, a ten będzie spełnieniem marzeń. Moim zdaniem bramki padną i nie będzie karnych – dodał Pawłowski. IFK Goeteborg – Śląsk Wrocław (19:00) – pierwszy mecz (0:0)
Roma z ważnym zwycięstem! TOP 8 coraz bliżej [WIDEO]
Rzymianie w starciu 7. kolejki fazy ligowej Ligi Europy pokonali VfB Stuttgart 2:0. Dubletem na wagę trzech punktów i przyblizenia się do TOP 8 popisał się Niccolo Pisilli.
Remis Porto w Lidze Europy! Jakub Kiwior z asystą!
FC Porto zremisowało swój drugi mecz w tej edycji Ligi Europy. Viktoria Pilzno przez bardzo długi czas prowadziła, ale Portugalczycy wyrównali w ostatniej chwili.