Jak na standardy Warty i Zagłębia w tym sezonie, ten mecz był dość przyjemny dla oka. Było dużo zwrotów akcji.
Był to bardzo ważny mecz dla układu tabeli. Zwycięzca mógłby oddalić się od strefy spadkowej, a przegrany do niej się zbliżyć.
Początek meczu nie wskazywał na tyle emocji. Gra była szarpana i niewiele z jej wynikało. Aż do 29. minuty kiedy to Maciej Żurawski podał do Jana Grzesika, a ten skierował piłkę do siatki.
Odpowiedź Zagłębia była błyskawiczna. W 34. minucie Łukasz Łakomy celnie dośrodkował na głowę Martina Doleżala, a ten się nie pomylił i zdobył pierwszą bramkę od kwietnia.
Początek drugiej połowy mógł być wymarzony dla gospodarzy. Dlaczego tak się nie stało? Trzeba pytać Adama Zrelaka, który nie trafił na pustą bramkę.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak było kwadrans później. Rafał Adamski podcinką pokonał Adriana Lisa i strzelił pierwszego gola w Ekstraklasie. Odpowiedź Warty była jeszcze szybsza niż wcześniej Zagłębia. Zrelak odkupił winy i szybko doprowadził do wyrównania.
Remis nic nie daje obu ekipom, ale więcej żalu powinni mieć piłkarze Warty, którzy byli dziś lepsi od Zagłębia.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.