W czwartek gruchnęła wiadomość o tym, że FC Schalke 04 złożyło ofertę w sprawie Arkadiusza Milika. Niemcy mają być gotowi do zapłacenia za napastnika aż 25 milionów euro, jednak czy taki transfer w dobie nadciągające finansowego kryzysu naprawdę byłby możliwy?
Niemiecki kierunek? Pytanie czy Schalke w ogóle stać na Milika? (fot. Piotr Kucza / 400mm.pl)
Przypomnijmy, że reprezentant Polski przez wiele miesięcy prowadził rozmowy z SSC Napoli w sprawie przedłużenia swojego kontraktu, jednak stronom nie udało się ostatecznie osiągnąć porozumienia. Milik oczekiwał od klubu sporej podwyżki swojego wynagrodzenia, a oprócz tego nie zgadzał się na wpisania do umowy klauzuli odstępnego (niektóre włoskiej źródła informowały nawet o 100 milionach euro), której z kolei domagał się Aurelio De Laurentiis.
Cierpliwość, tak po stronie Napoli, jak i po stronie piłkarza oraz jego obozu w końcu się wyczerpała i negocjacje zostały finalnie przerwane. Dziś najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zmiana przez Milika barw klubowych, ponieważ jego kontrakt obowiązuje jedynie do końca czerwca 2021 roku. To z kolei oznacza, że najbliższe okno transferowe może być już ostatnim, w którym uda się na nim zarobić przyzwoite pieniądze.
A skoro już jesteśmy przy pieniądzach, to „Tuttomercatoweb” podało, że pojawił się pierwszy chętny na usługi Polaka. Niemieckie Schalke jest gotowe wyłożyć na stół 25 milionów euro, ale czy taki scenariusz na pewno jest możliwy?
Nie od dziś wiadomo bowiem, że klub z Gelsenkirchen nie należy do krezusów. W ubiegłym roku Schalke spłaciło kredyt, który wzięło na budowę nowoczesnego stadionu, a trzeba przypomnieć, że pożyczka została zaciągnięta przed ponad dwudziestu laty i wyniosła 123 miliony euro (z czego całkowity koszt budowy Veltins Areny to 191 milionów).
Na przestrzeni ostatnich lat Schalke raczej stroniło od wydawania dużych kwot i starało się korzystnie sprzedawać swoich zawodników, chociaż i tu zdarzyły się wyjątki. Najdroższym obecnie piłkarzem w historii klubu jest Breel Embolo, na którego sprowadzenie trzeba było wysupłać 26,5 miliona euro. Kolejni na liście najdroższych, to: Nabil Bentaleb (19 mln), Sebastian Rudy (16 mln) czy Ozan Kabak (15 mln).
Co te wszystkie liczby oznaczają w kontekście transferu Arkadiusza Milika? Tyle, że do jego sprowadzenia Die Knappen musieliby pobić swój rekord, jeśli chodzi o kwotę wydaną na jednego zawodnika. Musieliby, bo nawet przy założeniu, że oferta rzędu 25 milionów za Polaka jest prawdziwa, to nie ma żadnych szans, by w Neapolu zgodzili się go sprzedać za takie właśnie pieniądze.
Pod Wezuwiuszem oczekują za swojego napastnika minimum 35 milionów i oczywiście są skłonni do negocjacji, ale nie ma się co łudzić, na obniżkę rzędu 10 milionów Aurelio De Laurentiis nigdy nie przystanie. W tym miejscu dochodzimy z kolei do coraz bliższego kryzysu finansowego, który niewątpliwe czeka futbol. W tym kontekście, nie mogące liczyć na wpływy z Ligi Mistrzów, tnące koszty na wszystkich frontach i nie będące po prostu zbyt bogate Schalke miałoby sobie pozwolić na rekordowy transfer? Cóż, jest to teza co najmniej karkołomna.
Kwestie finansowe właściwie przekreślają obecnie szanse na to, by w Gelsenkirchen faktycznie byli zdolni do udźwignięcia tak dużej transakcji. Sprawa ma jednak także drugą stronę medalu i należy zadać pytanie, czy Schalke to faktycznie klub, który byłby w stanie spełnić ambicje kogoś takiego jak Arkadiusz Milik?
Aktualnie szósta siła Bundesligi z szansami na awans do Champions League – to na pewno nie brzmi źle, ale Schalke to klub bardzo nierówny, który w jednym sezonie liczy się w wyścigu o czołowe lokaty w lidze niemieckiej, by w kolejnym odgrywać w niej rolę średniaka. Napastnik tego formatu co Polak, który jednak przyzwyczaił się już do rywalizacji nie tylko w Lidze Mistrzów, ale także o wysokie cele w Serie A, na pewno powinien mierzyć wyżej.
W ostatnich tygodniach urodzonego w Tychach piłkarza łączono już z takimi klubami jak Chelsea, Arsenal, Inter Mediolan, Atletico Madryt czy AC Milan. Każdy z nich to firma z dużo większymi ambicjami i tradycjami, więc jeśli nie w Neapolu, to swojego szczęścia Polak powinien poszukać w jednym z nich.