Jest problem. Pogląd, że Hiszpania nie wyjdzie na Euro z grupy ma tak
samo wielu zwolenników jak ten, że zdobędzie medal; a może nawet
pesymistów jest więcej. To doprawdy zdumiewające, jak nisko ocenia się
szanse na sukces zespołu mającego tak wielu wybitnych futbolistów.
Hiszpanie triumfowali podczas dwóch ostatnich mistrzostw Europy
Vicente
del Bosque przespał dwa lata. Ugasił pożar i nic ponadto: drużyna,
która skompromitowała się na mundialu i w drugim meczu eliminacji ME
uległa Słowacji, potem wygrała już wszystkie mecze i pewnie wywalczyła
awans, ale stylem nie zachwyciła. Niezaprzeczalnej skuteczności nie
towarzyszyła wysoka jakość gry. Ta pozostawała monotonna, jednostajna;
zawsze w końcu udawało się jakieś gole rywalowi wcisnąć, ale po mękach.
Marcowe mecze towarzyskie z Włochami i Rumunią pokazały zaś, że jeśli
ostatnio zespół zrobił krok w jakimś kierunku, to tylko do tyłu: gra
była nadal słaba, a w dodatku nie udało się zwyciężyć. Zmiana pozorowana
Jednak
to wszystko nie jest najważniejsze. Cały czas można sobie łatwo
wyobrazić, że La Roja wygrywa francuskie Euro w taki sposób, w jaki
wygrała południowoafrykański mundial w 2010 roku, czyli wszystkie ważne
mecze po 1:0. Mało kto sobie to jednak wyobraża i w taki scenariusz
wierzy. To dlatego, że w ostatnich dwóch latach w zespole nie zaszła
zmiana pokoleniowa, tak mocno pożądana przez kibiców po brazylijskim
fiasku, w grze nie pojawiły się nowe wartości.
Del Bosque
pozostał wówczas na stanowisku, bo dwoma złotymi medalami wielkich
imprez zasłużył sobie na prawo do pomyłki i posprzątania po sobie. Ale
kibice sądzili, że wyciągnie wnioski z błędów i przeprowadzi coś w
rodzaju rewolucji kadrowej. Wedle ówczesnych mniemań dziś, po dwóch
latach, w zespole mieli rządzić „młodzi”: Koke, Isco, Thiago, Paco
Alcacer, Alvaro Morata, Dani Carvajal, a pojawić się powinni kolejni
nowi zawodnicy – przede wszystkim Del Bosque miał odkryć dla zespołu
jakiegoś stopera. Tymczasem wszyscy wymienieni w reprezentacji owszem,
grają i strzelają gole, ale nadal to nie jest ich drużyna (patrz ramka i
skład na rewanżowy mecz el. ME ze Słowacją). Najważniejsi bowiem
pozostają „starzy”: Andres Iniesta, David Silva, Sergio Ramos, a nowej
fali całkowicie miejsca nie ustąpili także inni odpowiedzialni za
brazylijskie „fracaso”: Juan Mata, Cesc Fabregas, Cesar Azpilicueta,
Pedro, Diego Costa…
…Ani Iker Casillas. Sprawa obsady pozycji bramkarza doskonale ilustruje stan rzeczy panujący w reprezentacji Hiszpanii. Większość uważa, że San Iker powinien odejść na emeryturę razem z Xavim, zaś miejsce w bramce winien zająć fenomenalnie broniący w Manchesterze United David de Gea. Tymczasem Del Bosque wprowadził coś w rodzaju walki tych dwóch o pozycję między słupkami. Raz broni jeden, raz drugi. – Wiem, kto zagra w podstawowym składzie w pierwszym meczu Euro, ale nie powiem – obwieścił selekcjoner 3 kwietnia. I tak samo nikt poza nim nie ma pojęcia, kto wystąpi na wielu innych pozycjach: „stary”, czy „młody”? – choć raczej pewnie ten pierwszy. Wskutek takiej polityki sami piłkarze nie bardzo wiedzą, czyja to jest drużyna, kto za nią odpowiada, kto ma w niej wiodącą rolę: weterani, czy wilczki? Niektórych rutyniarzy, mistrzów świata i Europy, rzesze kibiców w ogóle nie widzą już w zespole, oni o tym wiedzą i czują się niepewnie, na cenzurowanym. A „młodzi” wcale nie są tacy młodzi, zbliżają się do 25. urodzin; zdają sobie sprawę, że już powinni przejąć władzę i że straconego na ławce drużyny narodowej czasu nikt im nie odda. Taki stan specyficznego zawieszenia na pewno nikomu nie służy i dobrze nie rokuje.
Del Bosque podąża drogą, na której wstąpienie zapowiedział po MŚ 2014: ewolucji, powolnej przebudowy składu. Ewolucja zazwyczaj przynosi lepsze zmiany niż rewolucja, pod warunkiem, że jest ewolucją prawdziwą, a nie jej karykaturą. Problemem Del Bosque jest w istocie rzeczy to, że Hiszpania ma około czterdziestu zawodników światowej klasy; zarówno ze „starych” jak i z „młodych” można by zbudować pełną kadrę na ważną imprezę. Gdyby ewolucja polegała na tym, że Del Bosque wziął dziesięciu „starych” i dziesięciu „młodych” i z tej grupy przez dwa lata kleił nową jakość, byłoby OK. Ale on nie potrafi z nikogo zrezygnować. Dzisiejsza La Roja to czterdziestu zawodników, z których trzech (Sergio Ramos, Gerard Pique i Sergio Busquets) ma pewne miejsce w jedenastce z powodu braku poważnej konkurencji, a każdy z pozostałych na dobrą sprawę w ogóle może nie znaleźć się w delegowanej na finały „23″. Kiedyś reprezentacja Hiszpanii to była jakość. Dziś jest… jakoś – w dodatku nie wiadomo jak.
Wielka improwizacja
Dlatego trudno jest napisać coś sensownego o tym, w jakim składzie La Roja przystąpi do walki o obronę tytułu mistrza Europy. Kogo Del Bosque zabierze na imprezę? Jaką jedenastkę następnie wymyśli? Dlaczego postawi na tych, a nie na innych? Nikt nie ma pojęcia, jakimi kryteriami będzie się kierował, podejmując decyzje personalne. Przyglądając się ostatnim meczom zespołu można dojść do tylko jednego wniosku: Sfinks nie ma żadnej koncepcji, nie ma żadnej hierarchii graczy na poszczególnych pozycjach, ciągle chce wszystkim dać jeszcze jedną szansę. Są to objawy paraliżu decyzyjnego, odkładania ważnych rozstrzygnięć na ostatnią chwilę. Jeśli chodzi o taktykę, też jasności bynajmniej nie ma. Mimo eksperymentów z 1-4-4-2, barceloński system 1-4-3-3 jako wyjściowy raczej nie budzi wątpliwości, ale już rozłożenie w nim akcentów – jak najbardziej. Czy Hiszpania zagra z „wąskimi”, zorientowanymi na rozgrywanie akcji skrzydłowymi: Silvą, Matą, Iniestą, Isco oraz atakującymi zza ich pleców bocznymi obrońcami, czy może z „szerokimi” – Navasem oraz Nolito i atakującymi pole karne środkowymi pomocnikami? A może skrzydłowymi będą „silni”, czyli nastawieni na strzelanie goli Morata i Pedro? Któż to wie? Oczywiście, dobrze mieć w zanadrzu kilka wariantów gry ofensywnej, może właśnie tego Hiszpanii najbardziej brakowało w Brazylii i tego najbardziej potrzebuje, by zdobyć złoto we Francji. Jednak można odnieść wrażenie, że Del Bosque takie warianty tworząc bynajmniej nie przygotowuje wielowymiarowej strategii na finały ME, lecz miota się od ściany do ściany, samemu nie widząc, do czego zmierza.
Można odnieść takie wrażenie, lecz oczywiście nie wolno przesądzać tego, że tak doświadczony i opromieniony tak wieloma triumfami trener istotnie nie wie, co czyni. Byłoby to coś w rodzaju obrazoburstwa. Rzecz w tym, że Del Bosque nie potrafi przekonać hiszpańskich kibiców, że to, co wyczynia, ma sens. Wystarczy poczytać wpisy pod artykułami o drużynie na hiszpańskich portalach. Nie chodzi o czysty hejt, którego w Hiszpanii jest zresztą znacznie mniej niż na przykład w Polsce, lecz o kulturalnie formułowane uwagi fanów futbolu. „Od dwóch lat błąka się bez celu. Jego czas był wspaniały, ale minął” – tak napisał o selekcjonerze na portalu „Marki” niejaki bokerini i to jest streszczenie owych opinii. Atmosfera wokół reprezentacji jest zatem nie najlepsza, przeważa sceptycyzm. Może największą nadzieję na medal stanowi 35-letni napastnik Aritz Aduriz, włączony do składu na marcowe spotkania towarzyskie. Ten weteran głośno mówi, że Hiszpania jest najlepsza i musi wygrać imprezę, tryska na wszystkie strony entuzjazmem, bezgraniczną wiarą w sukces, którą może mógłby zarazić resztę. „Młodym” to już się chyba nie uda, stracili bowiem euforię zmęczeni ciągłym terminowaniem i czekaniem, aż stery zespołu naprawdę zostaną przekazane w ich nogi. Optymalny moment na dokonanie zmiany pokoleniowej był, ale minął…
Tygodnie dzielące nas od finałów Euro to dla hiszpańskich kibiców czas oczekiwania na to, co stać się musi, gdyż jest nieuchronne, czyli na kolejne bolesne niepowodzenie zespołu, po którym wreszcie nastąpi oczekiwana katharsis związana ze zmianą selekcjonera i podziękowaniem Cazorlom, Matom i Fabregasom. Ale też jest to oczekiwanie niepozbawione iskierki nadziei, że może jednak Del Bosque w ostatniej chwili tak dobierze składniki, iż mieszanka, która pojawi się na boisku, będzie piorunująca dla rywali, La Roja zmiecie wszystkich z powierzchni i po raz kolejny pokaże, że futbol hiszpański jest najlepszy na świecie, gdyż przecież jest. Oczywiście, im bliżej będzie do turnieju, miejscowe media mocniej zaczną pompować balon oczekiwań, aż w momencie pierwszego gwizdka sędziego pół narodu uwierzy w złoto.
Co do rywali, Del Bosque wyznał ostatnio, że najbardziej obawia się Czechów, którzy są znakomicie zorganizowaną drużyna. Z Chorwacją i Turcją już wygrał, z Czechami – jeszcze nie. – Jasne, że jedziemy do Francji żeby zdobyć złoto, ale będzie o to trudniej niż było przed dwoma laty w Polsce i na Ukrainie, bo takie zespoły jak Francja, Anglia, Belgia, Włochy czy Portugalia są znacznie silniejsze niż wtedy – powiedział. Niedawno leciwy selekcjoner wycofał się z deklaracji, że po Euro definitywnie odchodzi z posady. Najwyraźniej nabrał ochoty by jeszcze przez dwa lata, do kolejnego mundialu, popracować z La Roją. Już teraz jego kadencja trwa osiem lat, więc należy do długich. Ale z całą pewnością nie zostanie, jeśli Hiszpania nie zdobędzie medalu.
Leszek ORŁOWSKI
TEKST UKAZAŁ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.