– Jestem bardzo zadowolony z tego sezonu. 14 bramek dało mi dużą satysfakcję, a co najważniejsze pomogło Jagiellonii awansować do europejskich pucharów – przyznał Tomasz Frankowski, najstarszy król strzelców w historii rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy.
„Franek łowca bramek” tytuł króla strzelców ligi wywalczył po raz czwarty w historii. Takim osiągnięciem przed nim mogli pochwalić się jedynie Włodzimierz Lubański i Kazimierz Kmiecik. Do tego ze 147 golami awansował na siódme miejsce w tabeli ligowych strzelców wszech czasów. A mogło być zdecydowanie lepiej, bo przecież przez pięć lat go w polskiej lidze nie było.
– Ja jestem z sezonu zadowolony, ale fakt, że był mocno zakręcony. Wystarczy spojrzeć jak wyglądała tabela po np. 24., po 28. i ostatniej kolejce. Między drugą a dziesiątą drużyną bywały dwupunktowe różnice. Szkoda tylko, że Wisła tak szybko osiągnęła taką przewagę. Cóż, to jednak nie jej wina tylko wina goniących. W tym nasza, czyli Jagiellonii. Po rundzie jesiennej, po której byliśmy liderami półmetka czuliśmy się przygotowani na walkę o tytuł. Trener Probierz wpajał nam mentalność zwycięzców. Wisła nie była zdecydowanie lepsza. Nie mówiąc o Legii czy o Śląsku. Widać jednak, że mimo wszystko nie byliśmy gotowi. Dobrze, że awansowaliśmy do pucharów. Gdybyśmy przegrali w ostatniej kolejce z Ruchem zajęlibyśmy szóste miejsce i stalibyśmy się lekkim pośmiewiskiem. Największą satysfakcję dała mi ostatnia bramka w sezonie, bo dała drużynie puchary i wzbudziła euforię w Białymstoku – mówił Frankowski po Gali Zakończenia Ekstraklasy, na której był jedynym przedstawicielem „Jagi”. A przecież wcale tak być nie musiało.
Podczas tej uroczystości przypomniano kilka śmiesznych momentów sezonu. W tym wypowiedź Piotra Ćwielonga jak to ciężko jest grać w niedzielne popołudnie i w dodatku w upale. „Frankowi” upały nigdy nie przeszkadzały. – Nie byłem dłużej we Wrocławiu. Zdaję sobie sprawę, że jest tam cieplej o jakieś pięć stopni niż u nas na Podlasiu. Ale dla mnie nie ma to znaczenia. Mało tego. Cztery bramki strzeliłem w dwóch meczach rozpoczynających się w niedziele o 14.45 i to w słońcu ponad 30 stopni. A jednak bramkarze Korony i Bełchatowa po dwa razy wyjmowali piłkę z siatki – powiedział król strzelców Ekstraklasy. I trener napastników w kadrze, o czym nie omieszkał przypomnieć Franciszek Smuda. – To taki talent, że jak będzie miał 40 lat to też „zrobi” króla – oświadczył selekcjoner.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.