Gerrard odchodzi, ale na swoich warunkach. Tak jak prawdziwa legenda
To już koniec. Steven Gerrard ogłosił, że wraz z końcem obecnego sezonu pożegna się z Liverpoolem. Ikona The Reds i wieloletni kapitan zespołu już za kilka miesięcy opróżni swoją szafkę w szatni, powie wszystkim „do zobaczenia” i ruszy w nieznane. Zrobi to jednak na swoich warunkach, tak jak powinni kończyć piłkarze jego formatu. Do tej sytuacji najlepiej pasują słowa nieodżałowanego Zdzisława Ambroziaka o rozpoczęciu wstecznego odliczania… odliczania do ostatecznego pożegnania.
Plotki o odejściu Gerrarda z Liverpoolu zaczęły się pojawiać w mediach już kilka miesięcy temu. Doświadczony pomocnik nie mógł porozumieć się z klubem w kwestii nowego kontraktu i chociaż mało kto spodziewał się tego, że do takiej zgody ostatecznie nie dojdzie, to coś wisiało w powietrzu. Zrozumiał to chyba sam Anglik, który znajduje się już po drugiej stronie rzeki. O ile jeszcze w poprzednim sezonie Gerrard grał jak z nut i o mały włos (o poślizgnięcie się) nie poprowadził The Reds do mistrzostwa, to już bieżąca kampania nie jest dla niego tak udana. Biologii oszukać się nie da, fizyczne parametry spadają, a sił nie przybywa. Serce pewnie jeszcze by chciało, ale nogi już nie zawsze pozwalają.
34-latek zdał sobie z tego sprawę i wykorzystał nadarzającą się okazję, czyli kończącą się umowę, by zejść ze sceny. Zrobił to na swoich warunkach, będąc wciąż zawodnikiem pierwszego składu i prawdziwym kapitanem. Steven Gerrard uznał, że nie będzie czekał, nie chciał być jednym z wielu, zmiennikiem czy zapchajdziurą. Nie przegapił swojej szansy, tak jak Xavi Hernandez, który zrobił o krok za daleko i dzisiaj nieco rozmienia swoją legendę na drobne.
– To była zdecydowanie najtrudniejsza decyzja w moim życiu – powiedział Gerrard, którego cytuje oficjalna strona internetowa Liverpoolu. – Wolałem poinformować o niej teraz, żeby nie dekoncentrować niepotrzebnie kolegów i trenera tym całym zamieszaniem i spekulacjami wokół mojej osoby – dodał.
Anglik zadeklarował także, że nigdy nie zagra przeciwko Liverpoolowi, czym dał jasny sygnał, że swojej kariery raczej nie będzie kontynuował w Anglii. – Nie mogę jeszcze powiedzieć gdzie zagram, ale na pewno nie będzie to drużyna, która będzie miała okazję kiedykolwiek zagrać z Liverpoolem. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości – wyznał na koniec.
Decyzja Gerrarda świadczy jeszcze o czymś więcej. Mimo 34 lat na karku i wielkiej miłości jaką darzy swój klub, on wcale nie czuje się zawodnikiem wypalonym. Nie zamierza jeszcze kończyć swojej kariery, a ambicja nie pozwala mu na to, by być piłkarzem drugiego szeregu, nawet na Anfield. Anglik wciąż jest głodny, wciąż chciałby grać na dobrym poziomie, strzelać bramki i dołożyć do swojego CV jakieś trofeum. Nigdy w karierze nie było mu dane zostać mistrzem kraju, więc może w Stanach Zjednoczonych, gdzie najprawdopodobniej się przeprowadzi, będzie mógł tego dokonać. Jest niemal pewne, że nowym klubem ikony The Reds zostanie Los Angeles Galaxy.
Gerrard spędził w Liverpoolu całe swoje życie. Z Anfield był związany przez ponad 26 lat, co w tych czasach jest wyczynem wręcz niewiarygodnym. Niewielu jest takich piłkarzy, którzy oddali swoje serce jednej drużynie, w której graliby przez tak wiele lat. Zanetti, Totti, Carragher, Maldini, Adams, Del Piero, Giggs i jeszcze kilku innych. Niedługo do tego zacnego grona dołączy kolejna ikona.
W Liverpoolu rozpoczęło się więc pożegnanie, wydłużone w czasie pożegnanie. Będą się do niego mogli należycie przygotować tak kibice jak i sam klub, ponieważ takich zawodnik jak Gerrard należy żegnać z najwyższymi zaszczytami. Zasłużył sobie na to całą swoją karierą.
Sentymentalizm tego co dzieje się na naszych oczach jest naprawdę spory. Chociaż nigdy nie byłem kibicem Liverpoolu, to już wiele lat temu pokochałem angielski futbol. Widziałem jak Steven Gerrard zaczynał swoją wielką przygodę z Anfield, a za kilka miesięcy będę miał okazję – podobnie jak wielu innych miłośników Premier League – obejrzeć jego ostatni mecz w czerwone koszulce The Reds. Smutne to, ale wszystko wskazuje na to, że niestety nadszedł zmierzch dla gigantów wyspiarskiej piłki.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.