GKS nadal na dnie. Dwie asysty Mili i wygrana Śląska!
W pierwszym niedzielnym meczu 5. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław wygrał z PGE GKS-em Bełchatów 2:1. Jednym z bohaterów spotkania był Sebastian Mila, który asystował przy obu golach dla swojej drużyny.
Śląsk wygrał swój pierwszy mecz pod wodzą Stanislava Levy’ego
Faworytem meczu byli podopieczni Stanislava Levy’ego,
ale inaczej być nie mogło, skoro do Wrocławia przyjechał zespół, który w
obecnym sezonie nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Spotkanie od
samego początku toczyło się pod dyktando Śląska, jednak z tej przewagi
gospodarzy niewiele wynikało. Swoje okazje mieli Sebastian Mila i Rok Elsner, ale piłka nie chciała wpaść do bramki strzeżonej przez Adama Stachowiaka.
Jakież
więc musiało być zaskoczenie miejscowych kibiców, kiedy tuż przed
końcem pierwszej części gry na prowadzenie wyszli piłkarze z Bełchatowa.
Do siatki Śląska trafił Tomasz Wróbel, który po dobrej akcji swojego zespołu znalazł się sam na sam z Marianem Kelemenem i bez większych problemów pokonał go płaskim strzałem po ziemi. Po 45 minutach GKS prowadził więc na terenie mistrza Polski 1:0.
W
szatni Śląska musiało być jednak bardzo gorąco, bo tuż po zmianie stron
gospodarze doprowadzili do wyrównania. Sebastian Mila dośrodkował w
pole karne rywali z rzutu wolnego, a tam do piłki dopadł Tomasz Jodłowiec, który przy biernej postawie obrońców skierował piłkę głową do bramki.
W 72. minucie było już 2:1 dla mistrzów Polski. Mila pomknął lewą stroną boiska, wyłożył piłkę do Łukasza Gikiewicza,
a temu pozostało jedynie dołożenie nogi i pokonanie Stachowiaka.
Napastnik Śląska zrehabilitował się w tej sytuacji, bo kilka chwil
wcześniej spudłował okrutnie, będąc sam na sam w bramkarzem GKS-u.
Do
końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i cenne trzy punkty
pozostały we Wrocławiu. GKS po pięciu kolejkach nie ma na swoim koncie
nawet jednego „oczka”.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.