Trudno wyobrazić sobie reprezentację Polski bez Roberta Lewandowskiego. A bez Kamila Glika? Nie da się. Drużyny bez Polaka nie wyobrażają sobie również kibice Torino, ale niewykluczone, że będą musieli. O ewentualnym transferze, nadchodzącym Euro i o tym, które było cztery lata temu, o tym, jak kruche bywa zdrowie i życie w ogóle, o tym, po co piłkarze piszą książki, rozmawiamy z kapitanem Torino i podporą biało-czerwonych.
ROZMAWIALI ZBIGNIEW MUCHA I PRZEMYSŁAW PAWLAK
Co cię skłoniło do wzięcia udziału w tak skomplikowanym projekcie, jakim jest wydanie książki. Chciałeś pokazać jakim jesteś człowiekiem, czy chodziło raczej o kwestie zarobkowe? Zarobkowe? Absolutnie nie. Ci, którzy choć trochę znają się na tym biznesie, wiedzą, że na książkach dużych pieniędzy się nie zarabia – mówi Kamil Glik. – Do tego pomysłu przekonał mnie autor książki, czyli Michał Zichlarz. Znam go, a właściwie to on zna mnie, od dziecka. No i zebrało mu się sporo materiałów na mój temat. Powstała więc idea, aby przelać to na papier. Jak wyglądało pisanie książki od strony technicznej? Michał Zichlarz stworzył wszystko, a ty tylko zweryfikowałeś fakty, czy jednak część rzeczy pochodzi bezpośrednio od Kamila Glika? Michał miał naprawdę całą masę materiałów, był świetnie przygotowany, więc de facto ja bardziej zająłem się sprawdzaniem, czy gdzieś nie ma błędu, bo przy pisaniu książki nie trudno o pomyłkę, w końcu pojawia się w niej wiele nazwisk i wiele historii, trzeba więc zadbać, aby wszystko polegało na prawdzie. Dlatego mój wkład w tę książkę jest bardzo mały, ale to nic nie szkodzi, gdyż Michał świetnie wywiązał się ze swoich obowiązków. Rozmawiał z ludźmi, z którymi współpracowałem w przeszłości, był we Włoszech, spotykał się z osobami pracującymi w klubie. Z książki można dowiedzieć się wszystkiego na twój temat, czy jednak jakieś historie postanowiliście przemilczeć? Mam wrażenie, że w książce jest wszystko. Zwłaszcza że opowiada więcej o moim życiu prywatnym niż zawodowym. Bo też w mojej karierze nie działy się dotychczas rzeczy nie wiadomo jak spektakularne. Co nie znaczy, że temat gry w piłkę nie został poruszony, wręcz przeciwnie – jest o tym całkiem sporo, choć – powtarzam – więcej o mnie jako człowieku. Jednym słowem – każdy powinien znaleźć dla siebie coś fajnego. Uchylając nieco rąbka tajemnicy, w książce jest historia dotychczas szeroko nieznana – byłeś w dzieciństwie bardzo chory, niewiele brakowało, żebyś stracił życie. To prawda. Miałem sepsę. Że różnie się mogło skończyć, to zdecydowanie zbyt mało powiedziane, bowiem lekarze skłaniali się ku wyrokowi, iż nie uda mi się z tego wyjść. Jestem z rocznika ’88, w tamtych czasach medycyna nie była tak dobrze rozwinięta jak obecnie, a przecież sepsa i dziś potrafi zabić. Przyplątało się zapalenie opon mózgowych, a organizm małego chłopca nie jest tak silny, jak u dorosłego człowieka. Lekarze nie dawali mi więc wiele procent szans na pokonanie choroby, okazało się jednak, że mój organizm jest całkiem silny. Wyszedłem jakoś z tego. Teraz ogólnie bardzo rzadko choruję na cokolwiek. Grypy, gorączki – w moim przypadku nie zdarza się to prawie wcale. Chyba się uodporniłem na wszystko. (…) Za chwilę wielka gra… Scenariusz w głowie na Irlandię Północną już sobie układasz? Rozmawiamy jeszcze w Polsce, więc to trochę za wcześnie. Atmosferę mistrzostw, całą otoczkę turnieju poczujemy najlepiej, kiedy wylądujemy w La Baule. Powolutku jednak już faktycznie coś w głowie zaczyna kiełkować, choć w łóżku jeszcze przed snem scenariuszy nie układam. Ale jeszcze w Arłamowie powiedziałeś, że wolałabyś, by mecz z Irlandią był za dwa dni, a nie za kilkanaście. To odczucie całej drużyny? Myślę, że tak. Każdy chce wyjść, kopnąć pierwszy raz piłkę, już mieć to za sobą – tę niepewność i oczekiwanie. Każdy chciałby po prostu jak najszybciej wziąć wszystko w swoje ręce. Oczywiście jestem świadom tego, że to uproszczenie, bo bez solidnego okresu przygotowawczego i meczów sparingowych nie da się tak po prostu zagrać w mistrzostwach. (…)
Cały wywiad w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”. Numer powiększony o Skarb Kibica Euro 2016 od poniedziałku w kioskach!
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.