Przejdź do treści
Górnik ma być śląskim samcem alfa

Polska Ekstraklasa

Górnik ma być śląskim samcem alfa

Przy Górniku jest od zawsze, właściwie od dziecka, a od niedawna nim zarządza, czując na własnej skórze odpowiedzialność za losy największego – jak twierdzi – polskiego klubu. Przypominamy wywiad z Dariuszem Czernikiem, który kilka tygodni temu przeprowadził na łamach tygodnika „Piłka Nożna” Zbigniew Mucha.


Jak się zostaje prezesem Górnika?
Od początku? – pyta Dariusz Czernik.

Pokrótce.
Ciężko będzie, ponieważ przy Górniku jestem świadomie od ponad 45 lat, a może nawet od urodzenia, bo pierwszych kilka lat życia mieszkałem nieopodal ulicy Roosevelta, niemalże za płotem boiska, na którym trenowali idole moi i całej Polski. W połowie lat 70. zacząłem regularnie chodzić na mecze, już bez Oślizły, ale jeszcze z Szołtysikiem, Gorgoniem i Lubańskim. Na największe sukcesy trochę się spóźniłem, ale ich duch unosił się pewnie nie tylko w moim rodzinnym domu. Nigdy nie pomyślałbym, że Lubański, Anczok, Gorgoń czy Oślizło zaproponują mi kiedyś przejście na „ty”.

Był pan tak zwanym kibicem aktywnym?
W sensie czy wyjazdowym? W wieku 20 lat byłem już na praktyce w „Sporcie”, więc pewne rzeczy mnie ominęły. Jako nastolatek jeździłem na wszystkie mecze na Śląsku i w regionie, a proszę uwierzyć, że było tego sporo, łącznie z „Hasikokiem” na Szombierkach. Katowice, Bytom, Chorzów, Gliwice, choć wtedy tylko w Pucharze Polski… Do Sosnowca jeździło się tramwajem. Byłem w Piotrkowie Trybunalskim, kiedy Górnik jedyny raz w historii zdobył Superpuchar Polski, czasami w Warszawie, Gdańsku, Krakowie. Bardziej jednak byłem kibicem „domowym”, jako dziecko z ojcem siedziałem pod starym zegarem. Dziś niemal z tego samego miejsca na nowym stadionie na stojąco oglądam mecze w nowej roli. 40 lat później…. Jeśli dobrze liczę, przez te 40 z hakiem lat opuściłem 25-30 meczów. Nie więcej. Na studiach byłem klubowym spikerem, a kiedy zostałem już dziennikarzem „Sportu” w naturalny sposób stałem się odpowiedzialny za Górnika. Znałem wszystkich ludzi z klubu – piłkarzy, prezesów, trenerów, kibiców, taksówkarzy, którzy wozili zawodników. Kiedyś „Bolek” Niesyto, legendarny rzecznik, powiedział, że będzie taki moment, kiedy odejdę z gazety i zostanę jego następcą. Trochę inaczej się to poukładało, bo rzecznikiem nie byłem… Trzy lata temu podjąłem decyzję o wycofaniu się z zawodu dziennikarza – pomyślałem, że przed pięćdziesiątką warto coś zmienić. Zostałem kierownikiem działu sportu Muzeum Miejskiego w Zabrzu, jednocześnie na różnych płaszczyznach współpracowałem z Górnikiem. Przy obchodach 70-lecia klubu czy premiery filmu o Janie Banasiu, współpracowałem na płaszczyźnie – nazwijmy to w ten sposób – marketingowo-organizacyjno-dziennikarskiej. Rok temu wszedłem do zarządu i po zakończeniu kadencji Bartosza Sarnowskiego, przez pół roku pracowaliśmy w dwuosobowym składzie zarządu, bo prócz mnie była także Małgorzata Miller-Gogolińska odpowiedzialna za to, co najważniejsze, bo pilnowanie, by zgadzały się słupki. Pod koniec stycznia, po kilkumiesięcznym okresie funkcjonowania bez prezesa, rada nadzorcza na wniosek właściciela powierzyła mi tę funkcję. Koniec historii.

I tak dziennikarz zajmujący się klubem został jego prezesem. Jak to jest po drugiej stronie barykady?
Po pierwsze: rozumiem dziennikarzy chcących wiedzieć, bo to ich obowiązek i praca. Po drugie, lepiej rozumiem, dlaczego przedstawiciele klubów tak niechętnie ujawniają pewne sprawy, szczególnie dotyczące transferów. Wcześniej myślałem, że to sztuka dla sztuki, całe to gadanie o transferach lubiących ciszę, etc. Teraz widzę, że tak właśnie jest. Weźmy choćby transfer Prohazki. Próbowaliśmy do końca zachować ciszę, kiedy jednak sprawa wyciekła do mediów, natychmiast do menedżera piłkarza zgłosiły się dwa inne polskie kluby. Zaoferowały nawet większe pieniądze, tyle że Roman był już po słowie z nami. Nieco żartując, jest kilka punktów stycznych w pracy dziennikarza i prezesa – brak wolnych weekendów, dzień zaplanowany maksymalnie w 80 procentach, bo reszta zawsze jest niespodzianką…

A odpowiedzialność?
Nieporównywalna. Łatwo coś napisać. Gdybym dziś przeczytał niektóre swoje teksty, zapewne nie byłbym zadowolony, a nawet się z ich treścią nie zgadzał. Musi być odpowiedzialność za słowo, bo jest potężnym orężem, jednak gazeta mimo wszystko żyje jeden dzień. Natomiast decyzje, które podejmuje się jako prezes zarządu mają konsekwencje, bezpośrednio oddziałujące na życie klubu, ale przede wszystkim ludzi, choćby piłkarzy i ich rodzin.

Nie tęskni pan za dziennikarstwem?
Zawsze będę tęsknił, bo to piękne wspomnienia. 25 lat pracowałem w redakcji katowickiego „Sportu”, mnóstwo wspomnień, podróży, przyjaźni, zaliczone mistrzostwa świata czy Europy, a przede wszystkim setki poznanych ludzi. Będąc w nowej roli na 100-leciu PZPN przy większości stolików siedziały osoby, które znam od lat.

W takim razie nie kusi od czasu do czasu coś „skrobnąć”, no choćby komunikat klubowy czy malutkie oświadczenie zarządu?
Kusi, kusi i zdarza się, że jak mam czas i ciśnienie, to nie angażuję nikogo z biura prasowego, tylko sam coś napiszę anonimowo na klubową stronę internetową. Ostatnio udzieliłem długiego wywiadu i dostałem go do autoryzacji. Siedziałem nad nim 2,5 godziny, redagując i dopieszczając. Chyba bez szkody dla tekstu, bo dziennikarz przyznał potem, że wykonałem kawał dobrej roboty.

To może w ogóle nie będę spisywał naszej rozmowy?
No nie… Nawiasem mówiąc, to najgorsze co może być – spisywać kogoś, kto jest gadułą i z dziesięciu zdań trzeba zrobić dwa.

Zawsze lepiej, niż odwrotnie.
To prawda. Nie rozmawiajmy jednak już o mnie, lepiej o Górniku.

To zamykając temat, prezes Piasta Paweł Żelem również był w przeszłości dziennikarzem…
Tak samo zresztą jak mój kolega ze studiów, Marcin Jaroszewski, który jest prezesem Zagłębia Sosnowiec. Niedawno zdzwoniłem się z Jurkiem Brzęczkiem. Znamy się chyba od 1991 roku. On nie był jeszcze znanym piłkarzem, medalistą olimpijskim, a ja robiłem z nim wywiad jako początkujący dziennikarz. No więc mówię ostatnio do Jurka: „Patrz, jak się porobiło. Ty jesteś trenerem najważniejszej w Polsce drużyny, ja prezesem największego – tak niezmiennie uważam – polskiego klubu piłkarskiego”.

Jako dziennikarz „przeżył” pan ze dwudziestu prezesów Górnika. Z czego chciałby pan zostać zapamiętany?
Być w ogóle zapamiętanym – to już coś. Natomiast jest pewna prawidłowość – im lepsza była drużyna Górnika, tym mniej pamiętano o prezesach. Z czasów świetności klubu pamięta się może jedynie Eryka Wyrę, ponieważ wprowadził KSG do Europy. Natomiast im gorzej działo się w klubie i na boisku, tym głośniej było o prezesach. Patrząc pod tym kątem, lepiej by o mnie w ogóle nie mówiono. Chciałbym natomiast odchodząc dostać przynajmniej połowę tak sympatycznych SMS-ów jak w chwili nominacji.

Coś już się jednak udało zrobić, z czego jest pan naprawdę zadowolony?
Byłbym próżny, gdybym oceniał siebie po kilku tygodniach działania w roli prezesa, choć faktem jest, że ten czas trzeba liczyć raczej od czerwca ubiegłego roku. Ale na pewno mam ambicję, by zrobić coś trwałego. Piłkarze wyjadą, ja tu zostanę, bo jestem z Zabrza i nigdzie się już nie wybieram. Jest zatem plan, by za rok Górnik miał do dyspozycji dwa lub trzy nowe boiska. Oczywiście kluczowa w tym rola właściciela, czyli miasta, w osobie pani prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik. Ona doskonale rozumie, że nie rozwijając kadry szkoleniowej i bazy treningowej, dojdziemy do ściany, której nie da się przeskoczyć. Więc działamy. Złożyliśmy już wniosek o dofinansowanie z ministerstwa na sztuczne boisko z balonem. W Zabrzu jest sporo boisk, tylko porozrzucanych po mieście i wymagających naprawy. Trzeba je dostosować do potrzeb zespołu rezerw, czy CLJ. Chcemy odnowić legendarną halę przy ulicy Matejki. To ewenement w skali kraju – pełnowymiarowe boisko i trybuny na tysiąc osób. Tam kiedyś grało Auxerre z Cantoną. Wiem, bo widziałem na własne oczy. Krótka anegdota – Cantona sfaulował któregoś z piłkarzy Górnika, a w odpowiedzi na gwizdy kibiców tak zdenerwował się, że zdjął spodenki i pokazał gołe cztery litery. Również mnie. Wracając do tego, co robimy dziś, cieszę się niezmiennie, że udało się zatrudnić w klubie Janusza Kowalskiego, znakomitego trenera młodzieży z Gwarka. Zabrza nie stać, by nie korzystać z jego wiedzy w Górniku, tym bardziej że mamy już niemal tysiąc dzieciaków trenujących w klubie, a będzie ich więcej.

To ma być model: wychować i sprzedawać?
Wszystkie kluby w Polsce o tym mówią, chcą do tego dążyć. I wszystkim kibicuję, ale będziemy robić wszystko, by z tego wyścigu mimo ograniczonych środków nie odpaść. Na Górnym Śląsku nie ma już siedmiu czy ośmiu kopalń, które były w stanie zasypać każdą dziurę. Miasto ma szpitale, szkoły, opiekę społeczną… Nie może być tak, że jest na Górnik kosztem tych tematów. Chcemy zatem postawić mocno na rozwój akademii, doprowadzić do sytuacji, że do Górnika piłkarze będą się garnąć. Tydzień temu zabolała mnie wysoka porażka w Poznaniu. Dlatego, że była za wysoka, ponieważ długo Górnik grał niezły futbol. Ale zabolał mnie także fakt, że w Lechu grał młody Jakub Kamiński, chłopak z Rudy Śląskiej, junior Szombierek Bytom. Nie wierzę, że mając do wyboru świetną akademię w Zabrzu, zamiast sześciu kilometrów wolałby pokonać czterysta do Poznania. Dziś jest już inaczej, ale jeszcze nie idealnie.

Ostatnim, który odszedł z Zabrza za duże pieniądze był Szymon Żurkowski. Jest pan zaskoczony jak mocno odbił się od Serie A?
I tak, i nie. Z jednej strony znam potencjał Szymona, z drugiej wiele razy rozmawialiśmy o nim z klubowymi trenerami, jeszcze przed transferem. Nigdy nie usłyszałem, że Szymon pojedzie do Fiorentiny jak po „swoje” i z miejsca podbije ligę. Najwięksi optymiści zakładali, że będzie drugim, trzecim rezerwowym i w premierowym sezonie będzie zaliczał po 20 minut gry. Tymczasem, jak wiadomo, było znacznie gorzej. To jednak inny poziom niż nasza liga. Podobnie było z Rafałem Kurzawą.


Górnik to dziś klub stabilny?
Tak. W 2016 roku przeżyliśmy bolesny spadek, ale od tego czasu została wykonana potężna praca, ogromny wysiłek poniosło miasto. Dziś oglądamy każdą złotówkę, ale i tak twierdzę, że jesteśmy w takiej sytuacji, w jakiej nie był od lat żaden z zarządów klubu. Rok 2018 oraz 2019 zamknęliśmy z dodatnim bilansem finansowym, a to nie jest norma w polskiej lidze.

A miasto jako właściciel to komfort czy hamulec w rozmowach z potencjalnymi, dużymi inwestorami?
Miasto Zabrze ma większość udziałów i ze swej roli wywiązuje się bardzo dobrze. Proszę pamiętać, że bez choćby złotówki wsparcia wybudowało stadion, na którym w ciągu czterech lat pojawiło się 1,2 miliona ludzi. Odkąd działam w zarządzie Górnika, nie widziałem w klubie ani razu „dobrego wujka”, który powiedziałby, że ma do zainwestowania 50 milionów złotych z wizją i pomysłem na lata. Gdyby taki się zjawił, przedstawiciele miasta pewnie siedliby do rozmów. Wiem, że takie uzależnienie się od miejskich środków nie jest modelowym sposobem na funkcjonowanie klubu piłkarskiego, ale jak nie ma alternatywy? Piast, GKS Tychy, GKS Katowice, Zagłębie Sosnowiec – w naszym regionie kluby są oparte na miejskich funduszach. Prywatni właściciele się zdarzają, ale od II ligi w dół. Dlaczego na Śląsku, ale generalnie w Polsce, nie ma inwestorów chcących zainwestować w futbol to szerszy temat, nie na tę rozmowę.

Jak pod względem wynagrodzeń wygląda Górnik – plasuje się powyżej czy poniżej ligowej średniej?
A jaka jest ta średnia?

Ja mogę się domyślać, pan pewnie wie.
Wszystkiego nie wiemy, podejrzewam jednak, że pod tym względem plasujemy się podobnie, jak w ligowej tabeli, czyli w dolnej ósemce – jakieś dziewiąte, dziesiąte miejsce.

Za to koszulka Górnika jest ponoć bardzo droga – z Polską Grupą Górniczą, Węglokoksem, STS i Renault akurat na spodenkach. Ligowa czołówka?
Tak sądzę. Nie znam umów sponsorskich w innych klubach, ale szacuję nas na pierwszą piątkę ligi.

Nowych greckich zawodników jeszcze nie poznaliśmy, a czy z Jirką i Prohazką Górnik jest mocniejszy niż jesienią?
W moim odczuciu tak, natomiast nieodpowiedzialne jest ocenianie zawodników po trzech-czterech meczach. Pamiętam doskonale, co działo się z Robertem Lewandowskim na początku jego przygody z Borussią… Proszę przejrzeć czołówki gazet i komentarze kibiców z tamtego okresu. Słowacy byli na czele listy zawodników, którym zimą przyglądali się nasi skauci. Kiedy przedstawiliśmy propozycję Marcinowi Broszowi, wskazał głównie te dwa nazwiska. Jirka wypożyczony jest na pół roku, natomiast Prohazka to zdecydowanie nasz plan na dłużej.

W Pilznie zarabiał więcej niż w Zabrzu, co więc skłoniło uczestnika Ligi Mistrzów do przyjazdu do Polski?
Właśnie nasz konkretny plan na niego. Podpisał półtoraroczny kontrakt z opcją automatycznego przedłużenia jeszcze o rok. Kiedy zainteresowały się nim inne kluby, był już po długiej rozmowie z trenerem Broszem. Spodobało mu się w Górniku, zapowiedział, że zamierza ściągnąć rodzinę. Liczę nie tylko na jego sportową klasę. Jestem pewien, że stanie się w szatni kimś ważnym dla młodzieży. Poza wszystkim chciał regularnie grać w piłkę.

Dostał taką gwarancję?
Nikt nigdy takiej gwarancji w Górniku nie miał i mieć nie będzie – to oczywiste. Przypuszczam, że Roman sam się obroni. Chcemy jeszcze latem ściągnąć dwóch podobnych, równie doświadczonych zawodników, wokół których będzie grała młodzież. Proporcje 4 do 6, ewentualnie 5 do 5 byłyby idealne. Plus oczywiście bramkarz.

Polaków czy obcokrajowców?
Powiem tak: z zagranicy, ale dobrze mówiących po polsku.

Miał być jeszcze jeden głośny transfer do Zabrza. Strzelał gole w Premier League, West Ham płacił za niego miliony…
Diafra Sakho.

Duże nazwisko.
Był na meczu z Pogonią. Ujął nas swoim zachowaniem. Zapytałem go czy widzi te trybuny, tych ludzi, którzy od gracza jego formatu będą oczekiwać od razu odpowiedniego poziomu? To była sobota. Powiedział, że choć nie podpisał jeszcze kontraktu, to chce nazajutrz przyjść na trening, a po nim wspólnie podejmiemy decyzję. Po niedzielnych zajęciach zakomunikował, że nie chce brać pieniędzy za nazwisko, że nie jest gotowy na taką rywalizację i potrzebuje co najmniej miesiąc, by dojść do siebie. Był uczciwy, zachował się z klasą. Podaliśmy sobie ręce. Chciałbym, by tak zachowywali się polscy piłkarze i ich menedżerowie, co się zdarza, ale normą nie jest.

Jaka jest szansa, że Angulo zostanie dłużej niż do końca sezonu?
Nie mam pojęcia. Igor zna naszą propozycję, bardzo dobrą biorąc pod uwagę nasze możliwości. Twierdzi jednak, że ma oferty finansowo zdecydowanie lepsze. W styczniu powiedział „nie”, od tego czasu w ogóle nie rozmawiamy o kontrakcie, raczej o meczach i pracy, jaka jest do wykonania.


Jesteście w stanie zbudować dla niego komin płacowy?
Do tego nie dopuszczę. Wiem, że trudno znaleźć kogoś takiego jak Igor – mądrego faceta, który jest w stanie strzelić ponad 70 goli w cztery lata, ale „komin” nie wchodzi w grę. On też wie, że więcej nie zaproponowaliśmy żadnemu innemu piłkarzowi i nie jesteśmy w stanie tej kwoty podnieść. Poza tym, musimy mieć z tyłu głowy, że 2-letnia umowa oznaczałaby, że odchodziłby od nas mając 38,5 lat. 

System rozgrywek, który wkrótce będzie obowiązywał podoba się prezesowi KSG?
Na pewno nie taki, w którym spadają trzy drużyny spośród szesnastu. Jeśli zatem alternatywą dla tego systemu ma być liga osiemnastozespołowa, to się pod tym podpisuję. Dziś trwa wyścig szczurów, przez co podejmowane ryzyko ograniczone jest w klubach do minimum. Ci, którzy się teraz utrzymają, w kolejnym sezonie skłonni będą do śmielszych ruchów, mam na myśli szersze korzystanie z młodych, polskich zawodników.

To ma związek?
Oczywiście. Gdyby system rozgrywek był bezpieczniejszy, zapewne już wcześniej na boku obrony korzystalibyśmy z Pawłowskiego, nie tylko dlatego, że jest nasz, że jest chłopakiem z Zabrza. Już wcześniej moglibyśmy pozwolić sobie na sprzedaż Sekulicia. A tak nie chcieliśmy pozbywać się Borisa, wiedząc jak bardzo może pomóc w grze o utrzymanie. Dopiero, gdy Amerykanie wrócili z ofertą wyższą o 50 procent od pierwotnej, bardzo korzystną też dla samego zawodnika, zdecydowaliśmy się na transfer. Jesteśmy spółką, musimy zwracać uwagę na rachunek ekonomiczny. Za trzy miesiące na Sekuliciu moglibyśmy nic nie zarobić.

Patrząc na to, kto w Górniku odgrywa ważne role – Czernik, Żurek, Płatek, Brosz, Kowalski – wygląda na to, że świadomie stawiacie na „chłopców z Zabrza” i to na różnych frontach.
Śmiejemy się, że tak to trochę wygląda – sami swoi. Może ma to minusy, ale wciąż mam nadzieję, że jednak więcej plusów. Będzie tak, jeżeli nie będziemy się tylko klepać po plecach i wspominać, jak to kiedyś było pięknie, bo pamiętamy Wielkiego Górnika. Zapewniam, że tak się nie dzieje, czasami bywa nawet gorąco, ale zawsze po to, by coś poprawić.

Czy swoim szeroko pojętym potencjałem Górnik zdystansował już śląską konkurencję?
Patrząc na frekwencję na trybunach, aktywność kibiców w social mediach, analizy przeprowadzone przez niezależne firmy, jasno widać, że jesteśmy marką, numerem 1 w regionie. Do tego zresztą dążyliśmy, by Górnik był na Śląsku samcem alfa. Nie dlatego, że inni są słabi, ale dlatego, że my się rozwijamy. Nie wolno jednak popadać w samozadowolenie. Najwygodniej byłoby rozsiąść się w fotelu z najlepszym moim zdaniem piwem, czyli zabrzańskim browarem Górnośląskim, i się cieszyć. Nie o to jednak chodzi.

Tym bardziej że mistrzem Polski jest jednak Piast. Jak pan przyjął tytuł dla Gliwic – z radością, że jednak śląski klub przełamał wieloletnią barierę niemożności?
Na pewno szczerze pogratulowałem Piastowi. Wie pan, dlaczego Górnik i Ruch miały 50 lat temu europejskie drużyny? Bo trzeba było taką mieć, chcąc być lepszym od rywala zza między. To jest równanie w górę. Czasy inne, ale zasada jest dobra. Szanuję niezwykle Waldka Fornalika. Pierwszą samodzielną pracę zaczynał na Roosevelta i – jeszcze jako dziennikarz – byłem orędownikiem jego zatrudnienia. Nawiasem mówiąc, uważam go za najważniejszą postać w śląskim futbolu po 1989 roku. Powiedziałem to zresztą Waldkowi w cztery oczy.

A jak Górnik zamierza obchodzić 50-lecie gry w finale Pucharu Zdobywców Pucharów?
Na pewno hucznie. Jednym z punktów obchodów miał być mecz drużyn do lat 23 Górnika i Borussii Dortmund. Niestety, kilka dni temu niemiecki klub poinformował nas, że z uwagi na szalejący w Europie koronawirus odwołuje wszystkie loty swoich drużyn z wykorzystaniem samolotów rejsowych. To miał być jednak bonus, najważniejsze w zamierzeniu było spotkanie wielu pokoleń piłkarzy Górnika na naszym stadionie. I tak się stanie.

Może trzeba dzwonić do Guardioli?
Nie było szans, by ściągnąć pierwszy zespół Manchesteru City, natomiast trwały zaawansowane rozmowy, by przyjechał zespół U-19 mistrzów Anglii, tyle że nie spięły się terminy. Przyleci natomiast kilku zawodników The Citizens, którzy grali przeciwko nam w pamiętnym finale w Wiedniu w kwietniu 1970 roku, między innymi Mike Summerbee. Głównym wydarzeniem 28 marca na stadionie Górnika będzie w każdym razie turniej z udziałem byłych i obecnych piłkarzy Górnika. Obdzwoniłem już pół Europy i całą Polskę. Pojawi się około setka zawodników na czele z Lubańskim, Gorgoniem, Szołtysikiem. Wandzik już nawet kupił bilety z Grecji, będą Matysik, Pałasz, Cyroń, Komornicki… Naszą ideą jest stworzyć trzy drużyny po 20-25 zawodników, kompletnie pomieszane generacjami, które będą ze sobą rywalizować. Chcę, by w ataku wspólnie zagrali Urban z Angulo, w innej parze Matysik z Kompałą i Wolsztyńskim, a w obronie obok siebie wystąpili Przemek i Jacek Wiśniewscy. Na trybunach niech zasiądą wspólnie dziadek z wnuczkiem. Oczywiście w szalikach Górnika. Kilka dni temu żegnaliśmy Stefana Florenskiego, był dziewięć razy mistrzem Polski, otwierał Nou Camp, grał z „ruskimi” w 1957 i w finale z Manchesterem. Póki więc jest okazja, spotykajmy się, a okazja będzie przecież wyjątkowa.

ZBIGNIEW MUCHA

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 10/2020)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej