Dwa spotkania, dwa zwycięstwa, sześć goli strzelonych, dwa stracone. Górnik Zabrze rozpoczął nowy sezon PKO BP Ekstraklasy w iście koncertowym stylu. Ostatnimi, którzy się o tym przekonali, byli zawodnicy Stali Mielec.
Bartosz Nowak nie miał litości dla byłych kolegów z boiska. (fot. Michał Chwieduk/400mm.pl)
W drużynie dzisiejszego rywala Bartosz Nowak spędził dwa lata. Wydatnie, bo aż 14 trafieniami i 13 asystami, przyczynił się do uzyskania awansu, a potem odszedł do ustabilizowanego ekstraklasowicza. Na stare śmieci wrócił jednak prędzej niż mógł się spodziewać.
Tym razem w barwach Górnika, tym razem z misją wywiezienia z Mielca punktów. Jak się okazało, 27-latek nie zamierzał okazywać litości byłym partnerom z boiska.
W 36. minucie pomocnik podszedł do narożnika, by dośrodkować piłkę z rzutu rożnego. Zrobił to dobrze, precyzyjnie i celnie. Paweł Bochniewicz musiał tylko dołożyć głowę, a piłka zatrzepotała w siatce po raz pierwszy.
Pierwszy, wszak nie jedyny. Zaraz po starcie drugiej części gry prowadzenie gości podwyższył Alassana Manneh. Gambijczyk popisał się zjawiskowym uderzeniem zewnętrzną częścią buta. Spora odległość od bramki nie pomogła golkiperowi w zanotowaniu skutecznej interwencji.
Stal nie zdołała odpowiedzieć. Finalny wynik – 0:2 – oznacza, iż beniaminek ma po dwóch meczach jeden punkt na koncie. Zabrzanie aż sześć, co daje im pozycję lidera.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.