Miesiąc. Tyle czasu Górnik Zabrze czekał na ligowe zwycięstwo. I wreszcie się doczekał. W meczu dwudziestej pierwszej kolejki PKO BP Ekstraklasy podopieczni Marcina Brosza ograli 2:0 Zagłębie Lubin.
Marcin Brosz ma powody do zadowolenia w postaci trzech punktów. (fot. 400mm.pl)
Sobotnia rywalizacja na zabrzańskim stadionie im. Ernesta Pohla była dla obu drużyn szansą. Szansą na z jednej strony podtrzymanie udanej serii (Zagłębie), a z drugiej na przerwanie niechlubnej passy (Górnik). „Miedziowi” mieli chrapkę na trzecie zwycięstwo z rzędu, zaś „Górnicy” żywili nadzieje na pierwszą od przeszło miesiąca wygraną, co też uczynili.
Pierwsza połowa była nad wyraz jednostronna na korzyść graczy Zagłębia. Podopieczni Martina Seveli w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Szkopuł jednak tkwił w tym, że nie potrafili zmaterializować swojej przewagi w postaci strzelonego gola. Lubinianie kilkakrotnie stanęli przed okazją na otwarcie wyniku, lecz na ich nieszczęście wyraźnie szwankowało u nich wykończenie.
Tego samego nie można powiedzieć o Górniku, który był po prostu skuteczny. Zabrzanie potrzebowali tylko jednego kontrataku, aby nieoczekiwanie objąć prowadzenie. Była 21. minuta, gdy wychodzący na wolne pole Michał Rostkowski został najpierw obsłużony prostopadłym podaniem, następnie popędził aż do linii końcowej boiska i wreszcie zagrał wzdłuż pola karnego w kierunku niepilnowanego Piotra Krawczyka, który z bliskiej odległości huknął nie do obrony.
W drugiej odsłonie spotkania mieliśmy do czynienia z – posługując się bokserską nomenklaturą – prawdziwą wymianą ciosów. W czterdziestej siódmej minucie Filip Starzyński oddał mocny i finezyjny strzał z okolicy dwudziestego metra. Piłka po jego uderzeniu odbiła się od słupka i wypadła poza boisko. Zabrakło dosłownie centymetrów, by padło ładne dla oka trafienie.
Podopieczni Marcina Brosza nie zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem i wraz z upływem czasu wywierali coraz większy nacisk na bramkę strzeżoną przez Dominika Hładuna. Aż wreszcie nadeszła sześćdziesiąta piąta minuta, gdy Giannis Masouras wdarł się w pole karne i zagrał do przez nikogo niepilnowanego Alaassany Manneha, który silnym strzałem po ziemi ustalił końcowy rezultat spotkania.
Dzięki temu Górnik Zabrze odniósł pierwsze od miesiąca i jednocześnie drugie w tym roku kalendarzowym zwycięstwo w ekstraklasie. Tym samym Brosz i spółka skompletowali cenne trzy punkty, które pozwoliły im awansować w tabeli na piąte miejsce. Niewykluczone, że będzie to swego rodzaju moment przełomowy dla zabrzan w kontekście walki o udział w europejskich pucharach, od których w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, raczej się oddalali aniżeli przybliżali.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.