Dla Marcina Wodeckiego runda jesienna nie była udana. Napastnik Górnika Zabrze zaledwie dwukrotnie pojawił się na boiskach ekstraklasy, za każdym razem wchodząc do gry z ławki rezerwowych. Łącznie przebywał na boisku 16 minut, zatem, jak mówią na Śląsku – szału ni ma.
Wodecki ciężko pracuje w Turcji, żeby wiosną pomóc zespołowi w jak największym wymiarze. – Wtedy odczuwamy największą satysfakcję – podkreśla z uśmiechem Pszczółka, który dotychczas wystąpił niemal we wszystkich zimowych testach meczowych Górnika, zaliczył również dwa trafienia. – Sparingi są od tego, żeby pokazywać się z jak najlepszej strony trenerom. Wszyscy w drużynie wiemy, że od pierwszego treningu rozpoczęła się walka o wyjściowy skład. Teraz w Turcji wkroczyliśmy już w tą ostateczną selekcję do pierwszego meczu w rundzie.
Wodecki wysoko ocenia formę zespołu Adama Nawałki, argumentując, że już w trakcie meczów kontrolnych rozgrywanych w Polsce górnicy prezentowali się zadowalająco. – Po każdym ze sparingów rozgrywanych w Turcji nasza forma również zwyżkuje. Z upływem czasu maleć nie powinna, tak aby z jej szczytem trafić na początek ligowych rozgrywek. Mimo zmęczenia jesteśmy w dobrych nastrojach i chętni do pracy, bo chcemy przygotować się jak najlepiej i udowodnić wiosną, że Górnik potrafi grać w piłkę i jest silną drużyną.
Czy jednak Wodecki znajdzie ponownie uznanie w oczach szkoleniowca Górnika i wiosną będziemy częściej oglądać na boisku wychowanka RKP Rybnik? – Też mam taką nadzieję, bo o ubiegłej rundzie chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Myślę, że teraz będzie znacznie lepiej, chociaż najwięcej zależy ode mnie. Chcę wreszcie strzelić gola w ekstraklasie, bo jeszcze w tym sezonie nie było mi to dane. W ubiegłym sezonie pełniłem rolę jokera, wchodziłem na boisko z ławki, ale wtedy na murawie coś się działo. Padały bramki, drużyna wygrywała… Nie miało dla mnie znaczenia czy grałem minutę, dwie, czy dziesięć. Najważniejsze było zrobić swoje i pokazać się z dobrej strony. Pomóc zespołowi w jak największym wymiarze. Jestem zawodnikiem, dla którego każda minuta spędzona na boisku jest cenna.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.