Od porażki Maciej Skorża rozpoczął pracę w Lechu Poznań. Pod jego wodzą „Kolejorz” uległ 1:3 Rakowowi Częstochowa w meczu dwudziestej piątej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy.
To nie był udany debiut dla Maciej Skorży, przed którym sporo pracy, by poprawić grę i wyniki Lecha. (fot. 400mm.pl)
Z pewnością inaczej Skorża wyobrażał sobie inaugurację trenerskiej roboty w Poznaniu. „Jedziemy do Bełchatowa z założeniem, że to niezwykle kluczowe starcie i chcemy zrobić wszystko, żeby dopisać do swojego konta trzy punkty. Nastawiam drużynę, że to absolutnie kluczowe spotkanie w kontekście naszej przyszłości” – przekonywał na przedmeczowej konferencji prasowej.
Nowy-stary szkoleniowiec mówił wprost, że dopóki istnieją choćby nawet matematyczne szanse, dopóty należy starać się ze wszystkich sił o kwalifikację do europejskich pucharów. „Nikt nie zabroni nam marzyć o tym, że to się uda” – oznajmił. Teraz jednak już wiadomo, że marzenia o piłkarskiej Europie trzeba odłożyć na sezon przyszły, bo dzisiejsza porażka z Rakowem bardzo je skomplikowała i utrudniła.
Lechowi mecz nie układał się już od pierwszego gwizdka sędziego. Poznaniacy zaledwie po upływie dziesięciu minut byli zmuszeni do odrabiania bramkowych strat. Marcin Cebula dośrodkował z rzutu rożnego. Futbolówka przeleciała bezpańsko niemal całe pole karne, aż trafiła do zamykającego akcję Frana Tudora, który wykorzystał bierność obrony i głową skierował piłkę między słupki.
W dwudziestej dziewiątej minucie ekipa ze stolicy Wielkopolski przegrywała różnicą dwóch goli. I to znów za sprawą stałego fragmentu gry. Cebula ponownie zacentrował w pole karne, tym razem z rzutu wolnego, do lecącej piłki najwyżej w powietrze wyskoczył Kamil Piątkowski, który uderzeniem głową wpisał się na listę strzelców.
Tuż po zmianie stron Lech strzelił dające nadzieje na końcowy sukces trafienie kontaktowe. Jan Sykora dośrodkował z lewej strony boiska w kierunku ustawionego na piątym metrze Mikaela Ishaka, a ten głową umieścił piłkę w siatce. Na nadziejach się jednak skończyło. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego okazało się, że była to bramka wyłącznie o charakterze honorowym.
Marcin Cebula zwieńczył swój bardzo dobry występ dosłownie przepięknej urody golem. Były zawodnik Korony Kielce oddał strzał z powietrza efektownymi nożycami, Piłka po jego uderzeniu nabrała widowiskowej rotacji odbiła się bowiem od murawy i zakończyła swój lot tuż pod poprzeczką bramki całkowicie bezradnego Mickeya van der Harta.
W taki oto sposób Raków powiększył swój dorobek punktowy o kolejne trzy oczka, dzięki czemu umocnił się na trzecim miejscu w tabeli. Lech natomiast w dalszym ciągu pozostaje w dolnej strefie ekstraklasowej klasyfikacji na odległym, bo dopiero jedenastym miejscu, a może jeszcze w tej kolejce osunąć się na dwunastą lokatę, jeśli drepcząca mu po pięta Wisła Kraków ogra Wartę Poznań.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.