Niezależnie od tego, czy rozgrywki uda się dokończyć, sezon 2019-20 pod względem sportowym zostanie zapamiętany jako popis Atalanty i Josipa Ilicicia. W wieku 32 lat osiągnął życiową formę, prowadząc drużynę z Bergamo do historycznych osiągnięć.
(fot. Reuters)
KONRAD WITKOWSKI
Astori, Davide. Obrońca Fiorentiny, którego nagłe odejście w marcu 2018 roku wstrząsnęło włoskim futbolem. Astori został znaleziony martwy w hotelowym pokoju, przed meczem ligowym z Udinese Calcio. Za przyczynę śmierci uznano zatrzymanie akcji serca. Ilicić mocno przeżył to wydarzenie. – Był moim przyjacielem. To, co stało się z Davide, siedziało w mojej głowie przez wiele dni – wyznał na łamach „Corriere dello Sport” kilka miesięcy po tragedii.
Babcia. Takim przydomkiem ochrzcił go trener Gian Piero Gasperini. Określenie wzięło się z tego, że Josip permanentnie narzeka na zmęczenie. Słoweniec ma również inne pseudonimy. Pierwszym był JoJo: tak zwracała się do niego mama, a z czasem także znajomi. We Włoszech dorobił się ksywy Il Professore (Profesor), ze względu na styl gry i szybkość myślenia na boisku. – Gdy pierwszy raz usłyszałem kolegę z drużyny krzyczącego „Hej, profesorze”, pomyślałem, że zwraca się do kogoś ze sztabu szkoleniowego, a nie do mnie – opowiadał Ilicić.
Cypr. Aż trzy lata czekał na premierowego gola w drużynie narodowej. W reprezentacji Słowenii zadebiutował w sierpniu 2010 roku, ale dopiero 37 miesięcy później po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców. Zdobył bramkę w meczu z Cyprem w kwalifikacjach mundialu. Był to jego 23. występ w kadrze narodowej. Generalnie dorobek strzelecki Ilicicia w reprezentacji nie rzuca na kolana: w 60 spotkaniach trafił zaledwie dziewięć razy (z czego cztery
w ostatnich eliminacjach mistrzostw Europy).
Dzieci. Piłkarz Atalanty i jego żona Tina mają dwie córki: czteroletnią Sofię i dwuletnią Victorię. Fantasy. Nie znosi wirtualnych lig, w których uczestnicy kompletują drużyny z zawodników różnych klubów, a ci zbierają punkty adekwatnie do swoich rzeczywistych osiągnięć. – W tym sporcie denerwują mnie dwie rzeczy: rozgrzewka oraz słuchanie o fantasy football. Ludzie chyba sądzą, że to my, piłkarze, wpadliśmy na pomysł stworzenia tego typu gier – denerwował się przed kamerami klubowej telewizji Atalanty.
Genua. W lipcu 2017 roku, kiedy Fiorentina odmówiła przedłużenia z nim kontraktu, Ilicić był bliski przejścia do Sampdorii. Negocjacje transferowe zmierzały ku końcowi, gdy do akcji wkroczył Gasperini. Trener Atalanty, który dobrze znał Słoweńca ze wspólnej pracy w Palermo w sezonie 2012-13, zaproponował mu dołączenie do drużyny. – Mister, jeśli tego chcesz, wybiorę ciebie zamiast Sampdorii – miał powiedzieć zawodnik. Szybko osiągnięto porozumienie, w efekcie Ilicić za niespełna sześć milionów euro trafił do obecnego klubu.
Infekcja. W lecie 2018 roku Ilicić poważnie myślał o zakończeniu kariery. Infekcja bakteryjna wywołała u niego ostre zapalenie węzłów chłonnych. Przyjmował różnego typu antybiotyki, chorował przez dwa miesiące, większość tego czasu spędzając w szpitalu. Będąc podłączonym do kroplówki, rozważał rezygnację z uprawiania sportu. Lekarze nie dawali mu gwarancji powrotu do normalnego funkcjonowania, nie mówiąc już o graniu w piłkę. Słoweniec obawiał się najgorszego. – Moją uwagę zaprzątały sprawy inne niż futbol. Nie mogłem spać, myślałem o tym, że przydarzy mi się to samo, co Astoriemu. Był taki czas, gdy bałem się położyć do łóżka. Zastanawiałem się: a co, jeśli jutro rano się nie obudzę, nigdy więcej nie zobaczę rodziny? Na szczęście u mnie infekcja nie rozprzestrzeniła się, jednak są ludzie, którzy przez nią zapadli w śpiączkę – opowiadał włoskim dziennikarzom.
Jugosławia. Urodził się w nieistniejącym już państwie, w mieście Prijedor. Po tragicznej śmierci męża i w obliczu nadciągającej wojny, pani Ana Ilicić postanowiła przenieść się wraz z synami – Igorem oraz rocznym Josipem – na teren dzisiejszej Słowenii.
Katanec, Srecko. Z byłym selekcjonerem reprezentacji Słowenii nie zawsze było mu po drodze. Największy kryzys w relacjach między trenerem a piłkarzem miał miejsce jesienią 2014 roku. Wówczas Ilicić był regularnie pomijany przy wysyłaniu powołań.
Liga Mistrzów. Dopiero w tym sezonie zadebiutował w elitarnych rozgrywkach, nigdy przedtem nie brał udziału nawet w eliminacjach Champions League. Za to Ligę Europy poznał doskonale: w latach 2013-18 grał w niej nieprzerwanie, gromadząc 31 występów. Najdalej dotarł do półfinału, w sezonie 2014-15.
Mentalność. Szczyt formy Ilicicia po 30. roku życia w znacznej mierze wynika z tego, że zawodnik dość późno dojrzał pod względem mentalnym. W przeszłości zarzucano mu konfliktowość, trudny charakter oraz niską świadomość taktyczną.
Numer. Jego znakiem rozpoznawczym jest nietypowy numer na koszulce meczowej. W Atalancie gra z 72, tak samo było w barwach Fiorentiny oraz podczas pierwszego sezonu w Palermo. 72 wzięło się z odwrócenia liczb tworzących 27 – ulubiony numer Słoweńca, który jednak początkowo był w Palermo zajęty przez Argentyńczyka Javiera Pastore. – Dlaczego akurat 27? Z dwóch powodów. Po podpisaniu pierwszego profesjonalnego kontraktu w Słowenii grałem właśnie z tym numerem. Po drugie, kiedy przybyłem do Włoch, był 27 sierpnia – wytłumaczył.
Odmieniony. Wspomniana choroba niespełna dwa lata temu zmieniła jego podejście do codzienności. – Po wyjściu ze szpitala przestałem oglądać mecze piłkarskie w telewizji, myślałem tylko o rodzinie i powrocie do zdrowia. Czuję się silniejszy psychicznie. Żyję lepiej, nie denerwuję się już głupimi rzeczami. Zrozumiałem, że życie jest krótkie. Wykonuję pracę na boisku, a potem wracam do domu, żeby zobaczyć bliskich – stwierdził w jednym z wywiadów.
Przełom. Do sezonu 2018-19 uchodził w Italii za piłkarza dobrego, ale w skali Europy jedynie solidnego. Właśnie te rozgrywki, których początek Ilicić oglądał na ekranie szpitalnego telewizora, okazały się przełomowe. Na boisko wrócił we wrześniu. Potrzebował kilku tygodni, a potem jego forma eksplodowała. Łącznie w 36 meczach zdobył 13 bramek i zaliczył dziewięć asyst. Bez niego Atalanta nie miałaby prawa marzyć o dojściu do finału Pucharu Włoch oraz zajęciu miejsca na podium Serie A.
Renzo Barbera. Kibice Fiorentiny nigdy się do niego nie przekonali, za to na stadionie Palermo wypracował sobie status idola. Ilicić jest uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy w najnowszej historii rosanero. Tak bardzo związał się z Palermo, że w sierpniu 2019 roku jako jedyny czynny zawodnik wziął udział w meczu dawnych gwiazd, zorganizowanym z okazji odrodzenia klubu po bankructwie.
Sycylia. Na wyspie kariera Słoweńca nabrała rozpędu. Palermo kupiło go z Mariboru za nieco ponad dwa miliony euro. Do transferu doszło dzień po tym, jak Ilicić strzelił gola włoskiej drużynie w rewanżowym meczu IV rundy eliminacji Ligi Europy (22-latek nie celebrował zdobycia bramki, wiedząc, że za chwilę podpisze kontrakt). Palermo
sprowadziło wtedy także jego kolegę z zespołu, Armina Bacinovicia. Ten jednak nie zrobił we Włoszech takiej kariery jak rodak: defensywny pomocnik pograł na poziomie Serie A przez dwa sezony, później występował w niższych ligach w Italii. Dziś ma 30 lat i puste miejsce w rubryce „przynależność klubowa”.
Triglav Kranj. Pierwszy klub Ilicicia. Występował w nim tylko w zespołach juniorskich. Jako 18-latek przeniósł się do NK Britof, a następnie – rok po roku – do SC Bonifika i NK Interblock. W barwach ostatniej z tych drużyn zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Słowenii.
Ustawienie. Były szkoleniowiec Palermo, Bortolo Mutti, twierdził, że Ilicić jest stworzony do gry jako prawoskrzydłowy – schodzący do środka i uderzający lewą nogą – w systemie
1-4-3-3. Zupełnie inny pomysł na wykorzystanie atutów Słoweńca ma Gasperini, który powierza mu rolę wolnego elektronu w ofensywie, co idealnie sprawdza się w opartej na płynnym przechodzeniu między ustawieniami taktyce drużyny z Bergamo.
Valencia. Przeciwko hiszpańskiemu zespołowi rozegrał najlepszy jak dotychczas mecz w karierze. Na Estadio Mestalla strzelił wszystkie gole dla Atalanty w wygranym 4:3 spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Ilicić wprowadził klub z Bergamo do historycznego ćwierćfinału Champions League, przy okazji bijąc parę rekordów. Zdetronizował Zlatana Ibrahimovicia, zostając w wieku 32 lat i 41 dni najstarszym zdobywcą czterech bramek w jednym meczu LM. Przed Słoweńcem cztery gole w spotkaniu fazy pucharowej Champions League potrafili strzelić tylko Lionel Messi, Mario Gomez i Robert Lewandowski. Ilicić jako pierwszy w dziejach dokonał tej sztuki na stadionie rywala.
Wybór. Mógł wybierać pomiędzy trzema bałkańskimi reprezentacjami. Ma chorwackie pochodzenie i tamtejszy paszport, natomiast urodził się na obszarze należącym obecnie do Bośni i Hercegowiny. Zdecydował się jednak na Słowenię, w której się wychował.
Zahović, Zlatko. Legenda słoweńskiej piłki, jeszcze do niedawna dyrektor sportowy NK Maribor. W 2010 roku Zahović zadzwonił z propozycją transferu do perspektywicznego, choć zniechęconego do futbolu 22-latka, który właśnie zaliczył spadek do drugiej ligi z zespołem NK Interblock. Był to prawdopodobnie najważniejszy telefon w karierze przyszłej gwiazdy Serie A. Zahović raczej też nie żałuje, że nacisnął zieloną słuchawkę: Ilicić zdążył rozegrać 11 meczów w barwach Mariboru, po czym został z dużym zyskiem sprzedany do Palermo.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (12/2020)