Gwiazda od A do Z: Pierre-Emerick Aubameyang. Te cholerne salta
Żałoba
po stracie Roberta Lewandowskiego trwać miała w Dortmundzie przez
dekadę, a kiry z flag na Signal Iduna
Park ściągnięto już po roku. Kody do nuklearnej broni po naszym
superstrzelcu przejął Pierre-Emerick Aubameyang.
Oto strzelec wyborowy Borussii Dortmund (Foto: Ł. Skwiot)
AUBAMEYANG.
Nazwisko, które w Gabonie zobowiązuje. Ojciec naszego bohatera,
Pierre, znany również pod pseudonimem Yaya, w przeszłości był
etatowym reprezentantem kraju, który zaliczył ponad 60 występów w
narodowych barwach. Występował w klubach z Gabonu, Włoch, Francji,
zaliczył również epizod w Junior Barranquilla z Kolumbii. Po
zakończeniu kariery został skautem, zatrudnionym między innymi
przez AC Milan. Dba też o kariery swoich trzech synów.
BRACIA.
Najstarszy, urodzony w 1983 roku, Catilina uczył się rzemiosła w
szkółce AC Milan, w 2002 roku zaliczył nawet debiut w pierwszym
zespole, jednak brakowało mu umiejętności do zaistnienia na
poważnie na tym poziomie. Później grał w niższych ligach we
Włoszech, Francji i Szwajcarii. Drugi, aktualnie 28-letni Willy, po
mediolańskiej szkółce próbował swoich sił między innymi w
Avellino i Eupen, później kopał bez sukcesów w Kilmarnock. Od
niedawna, już chyba tylko bardziej dla przyjemności (choć kto
wie?), gra w Regionallidze West w klubie FC Kray. Po przyjściu do
Dortmundu najmłodszego z braci, Willy starał się także o angaż w
BVB, ale skończyło się na jednym test-meczu, w którym wypadł
słabo na pozycji środkowego obrońcy. Warto jednak zaznaczyć, że
wszyscy trzej występowali (lub jak w przypadku najmłodszego
Pierre’a-Emericka – wciąż występują) w reprezentacji Gabonu.
CURTYS.
Syn naszego bohatera. Ojcem został w 2011 roku, miłość do potomka
sygnalizuje na każdym kroku. Profile piłkarza w mediach
społecznościowych przepełnione są wspólnymi zdjęciami, a buty,
w których występuje, opatrzył imieniem syna. Zresztą napastnik
BVB ma bardzo ciekawy zwyczaj – po każdym meczu, w którym zdobywa
trzy gole, zabiera do domu piłkę (co samo w sobie nie jest niczym
nadzwyczajnym, robią tak zawodnicy na całym świecie), ale nie
umieszcza jej w honorowym miejscu, a oddaje Curtysowi. – Młody
biega z tymi piłkami po całym domu, gra w salonie. Niedługo będę
musiał mu chyba powiększyć pokój, bo piłki już się w nim nie
mieszczą – mówił niedawno „Ruhr Nachrichten” piłkarz.
DZIADEK.
Postać w życiu Aubameyanga niezwykle ważna, kto wie, czy w
dzieciństwie nie najważniejsza. – Ojca z racji wykonywanego
zawodu w domu więcej nie było, niż był. Mama też cały czas
pracowała. Dlatego większość czasu spędzałem z nim – zdradził
w emocjonalnym wywiadzie przed kilkunastoma miesiącami piłkarz.
Było to niedługo po śmierci dziadka. – To dla mnie ciężki
czas. Byłem z nim bardzo zżyty. Dzisiaj wiem, że jeszcze bardziej
będę starał się spełnić obietnicę, którą mu kiedyś dałem –
dodał Aubameyang, nie chciał jednak powiedzieć, o co dokładnie
chodzi. – To sprawa ściśle związana z piłką. Ale nie chodzi o
zmianę sposobu radości po zdobytych golach. Dziadek po każdym
meczu, w którym strzeliłem gola, dzwonił do mnie i mówił:
Przestań robić te cholerne salta, bo w końcu kark skręcisz!
EKSCENTRYK.
Nie można nie zwrócić na niego uwagi. Zarówno na murawie, jak i
poza nią. Podczas meczów po zdobytych golach robi wspomniane już
wcześniej fiflaki, od czasu do czasu zakłada też maskę
Spidermana. Sporo pisało się o nim także po jednym meczu w Ligue
1, gdy założył uszyte na specjalne zamówienie buty ozdobione 4
tysiącami kamieni szlachetnych wprost z pracowni Swarovskiego.
Błyskotki kosztowały podobno 4 tysiące euro. – Zawsze chciałem
być gwiazdą, dzisiaj z tego korzystam – wyjaśnił.
FURY.
O samochodach w życiu zawodnika można napisać osobny rozdział. To
jego druga miłość, zaraz po rodzinie. W garażu PEA znajdowały
się choćby takie cacka, jak Ferrari 458 czy Aston Martin DB9. W
czasie gry w Saint-Etienne śmiano się, że kibice czekający pod
ośrodkiem na zawodników wracających do domu po treningu wiedzieli,
że za moment będzie ich mijał Gabończyk, bo rozchodził się po
okolicy ryk silnika jego samochodu. Warto zwrócić uwagę na to, że
Aubameyang ma dwie twarze, o czym mówią wszyscy, którzy mieli
okazję poznać go bliżej. Wszystkie błyskotki, od których nie
stroni, sugerują, że to lekkoduch lubujący się w nocnym życiu i
ostrej jeździe bez trzymanki. Okazuje się jednak coś innego. –
Nie sposób namówić go na wyjście do klubu albo wypicie choć
odrobiny alkoholu. Woli siedzieć w domu, z rodziną – mówił o
nim Josuha Guilavogui, kumpel z czasów gry we Francji.
GALTIER,
CHRISTOPHE. Jeden z tych szkoleniowców, którzy na karierę
Aubameyanga mieli największy wpływ. To on przestawił piłkarza ze
środka na skrzydło, dał wolną rękę w poczynaniach na boisku,
nauczył wykorzystywać naturalne atuty – przede wszystkim
szybkość. Na efekty długo nie trzeba było czekać – pod opieką
Galtiera zawodnik urósł do pozycji jednego z najlepszych zawodników
całej ligi, rozchwytywanego przez najlepszych.
HAT-TRICK.
Pierwszy ligowy mecz Aubameyanga w barwach BVB zakończył się
spektakularnym osiągnięciem. Gabończyk w sierpniu 2013 roku w
meczu z FC Augsburg strzelił trzy gole, za co przez magazyn „Kicker”
został oceniony na 1, czyli otrzymywał klasę światową. Od
tamtego momentu musiało minąć ponad dwa lata, aby zawodnik
powtórzył ten strzelecki wyczyn. W poprzedniej kolejce LE zdobył
trzy gole w Azerbejdżanie, a kilka dni później wpakował
hat-tricka… a jakże, Augsburgowi!
INWESTYCJA.
Borussia przez dobrych kilka lat od zapaści finansowej musiała
mocno zaciskać pasa i przy dokonywaniu transferów każde euro
oglądała kilkukrotnie. Dopiero po sukcesach ekipy Kloppa zaczęto
sięgać głębiej do portfela. Jednym z pierwszych, droższych
zakupów był właśnie Aubameyang, którego z ASSE ściągnięto za
13 milionów euro. To sporo, ale już wtedy niemiecka strona
zapewniała, że na Gabończyku w przyszłości da się jeszcze
dobrze zarobić. Ostatnie miesiące pokazują, jak świetnie
przyszłość przewidzieli Klopp i Zorc. Medialne doniesienia
traktujące o możliwej przeprowadzce pomocnika/napastnika nie
schodzą poniżej 30 milionów euro.
JACKSON,
MICHAEL. O tym, jak ważna jest w jego życiu muzyka, mówił już w
wywiadach nie raz. Zapytany o to, jaka muza gości w jego słuchawkach
tuż przed meczem, odpowiada: – Ale dlaczego w słuchawkach?
Włączam ją wszystkim w szatni, w głośnikach! Uwielbiam hip-hop,
lubię też starsze klimaty. O jakich klimatach mówi? Na pewno wśród
jego ulubionych artystów jest Michael Jackson. Zresztą wzoruje się
na nim dobierając ubrania.
KLOPP,
JUERGEN. Ściągał Aubameyanga do Borussii, co wcale nie było
proste. Gabończyk miał za sobą kapitalny sezon we Francji, dzięki
czemu trafił na listy życzeń wielkich klubów z Włoch i Anglii.
Piłkarza ostatecznie przekonać miał dopiero niemiecki trener,
który wybrał się do niego osobiście. Auba odurzył się Kloppem
po dziesięciu minutach rozmowy – nie mogło być inaczej, skoro
osobiście pofatygował się po niego gość, który zbudował
największą, europejską rewelację tamtych lat, na dodatek mający
podobny do piłkarza luz. – Czy współpraca z Kloppem jest ciężka?
Nie! Wystarczy, że dajesz z siebie maksa na treningach, on wtedy
traktuje cię jak syna, nie pozwoli ci zrobić krzywdy. Przejście do
Borussii było najlepszym ruchem, jaki mogłem wykonać – mówił w
pierwszym sezonie pobytu w Niemczech zawodnik.
LIBREVILLE.
Stolica i największa metropolia Gabonu. Naszemu bohaterowi miasto
może kojarzyć się… źle. Przede wszystkim przez wydarzenia z
lutego 2012 roku. Rozgrywany był tam ćwierćfinał Pucharu Narodów
Afryki, współgospodarze turnieju mierzyli się z reprezentacją
Mali. Do wyłonienia półfinalisty potrzebny był konkurs rzutów
karnych. I wtedy właśnie rozegrał się osobisty dramat Aubameyanga
– w decydującym momencie zabrakło mu zimnej krwi, przestrzelił,
przez co w dalszej części turnieju zagrali Malijczycy. –
Siedziało to we mnie, nawet po powrocie do klubu przez dłuższą
chwilę nie mogłem wyprzeć tego wspomnienia – mówił niedawno
piłkarz. Sprawa mogła być dla niego wyjątkowo bolesna, bo przez
całe mistrzostwa prezentował się znakomicie, sumiennie zapracował
na miano narodowego bohatera. Bohatera, który w decydującym
momencie zawiódł swój kraj.
MADRYT.
Nigdy nie ukrywał, że w przyszłości chciałby zakotwiczyć
właśnie w tym mieście. Powodów jest kilka. Po pierwsze, jednym z
jego największych marzeń jest gra w Realu Madryt. Ot, dziecięca
wizja idealnej przyszłości, która w gruncie rzeczy dzięki
ostatnim występom i bardzo wysokiej formie nie jest wcale aż taka
odległa. Po drugie – matka pomocnika to Hiszpanka, do czynienia z
tamtejszą kulturą i zwyczajami ma więc od najmłodszych lat. Nawet
jego ulubioną potrawą są naleśniki przyrządzane przez
rodzicielkę na tajemniczy, hiszpański sposób. – Hiszpania to mój
cel. Gdybym w przyszłości trafił do tamtejszej ligi, mógłbym
powiedzieć, że spełniłem jedno ze swoich największych marzeń –
mówił w jednym z wywiadów.
NIEMCY.
Podobno tuż przed podjęciem decyzji o przeprowadzce, miał rzucić:
„Tam mnie jeszcze nie było”. Po latach spędzonych we Włoszech
i Francji postanowił zmienić otoczenie, do którego później przez
dłuższą chwilę musiał się przyzwyczajać. Punktualna,
poukładana, typowo niemiecka rzeczywistość była dla niego
nowością, ale paradoksalnie dzięki swojej dość zwariowanej
przeszłości łatwiej było mu się do niej zaadaptować. –
Mieszkałem już w wielu miejscach na świecie, to ułatwiło sprawę.
Po ponad dwóch latach spędzonych w Dortmundzie czuję się tu już
jak w domu – przyznał.
OJCZYZNA.
Pojęcie w tym przypadku względne. Dziecięce losy małego
Pierre’a-Emericka były mocno pokręcone, rzecz jasna przez karierę
ojca, który nie potrafił zagrzać miejsca w jednym klubie. Przez to
właśnie miał okazję żyć we Francji, Włoszech, los rzucił go
nawet do Kolumbii, często odwiedzał rodzinę w Gabonie. Nie
stanowiło to jednak większego problemu – dzieciak miał okazję
poznać kilka języków (biegle posługuje się francuskim, włoskim
i angielskim, oczywiście radzi sobie też z hiszpańskim) – aż do
momentu, gdy trzeba było zdecydować się, barwy którego kraju
będzie reprezentować. – To był bardzo trudny wybór. Chcę być
wielki, jak Samuel Eto’o czy Didier Drogba. To była moja decyzja,
której teraz nie żałuję. A przecież mogłem też wybrać
Hiszpanię – tłumaczył Aubameyang.
PREMIER
LEAGUE. Wystarczyło kilka pierwszych tygodni, w których Aubameyang
obijał kolejnych rywali, aby z angielskich gazet wylewać się
zaczęły plotki na temat zainteresowania piłkarzem zespołów z
czołówki ligi. Napastnikiem mają być podobno zainteresowani
wszyscy z finansowego topu na Wyspach, począwszy od klubów z
Manchesteru i na Arsenalu oraz Chelsea kończąc. Kto wie jednak, czy
na uprzywilejowanej pozycji nie stoi Liverpool FC, w którym od
niedawna pracuje Juergen Klopp. Panowie się znają, szanują, a The
Reds cierpią na brak klasowego snajpera. Nic, tylko pakować walizki
i otwierać w głowie szufladkę z językiem angielskim. Pytanie
tylko, czy Auba nie będzie miał innych, podróżniczo-transferowych
priorytetów…
RONALDO.
Gwiazda, w którą Aubameyang wpatrywał się z uwielbieniem w
młodości. W ankiecie, którą wypełniał dla oficjalnej strony
internetowej UEFA zaznaczył nawet bardzo wyraźnie przy pytaniu o
największego idola z dzieciństwa: – Tylko żeby było jasne:
chodzi o tego brazylijskiego Ronaldo! Później w wywiadzie
udzielonym niemieckiemu magazynowi „Kicker” rozwijał swoją
myśl: – Był dynamiczny, znakomicie grał głową, na dodatek miał
znakomitą technikę użytkową. To był po prostu genialny piłkarz.
Co ciekawe, Gabończyk miał przez krótki czas możliwość
wspólnych treningów z Brazylijczykiem. Tak się szczęśliwie
złożyło, że w latach 2007-08 obaj panowie zatrudnieni byli w AC
Milan. Na debiut w dorosłym Milanie było wtedy dla młodziaka zbyt
wcześnie, ale wzór z dzieciństwa miał na wyciągnięcie ręki. –
To mobilizowało mnie do jeszcze cięższej pracy – mówił. Do
swoich wzorów zalicza również Thierry’ego Henry oraz Hernana
Crespo. Zresztą jeden z ostatnich tatuaży Aubameyanga, który
znajduje się na jego lewym przedramieniu, brzmi: „Crespo For
Life”.
SKUTECZNOŚĆ.
Sezon 2015-16 jest dla niego szczególny. Wszedł w rozgrywki z
przytupem, strzelał bez przystanku, pobił rekord zapisywania się
na liście strzelców w ośmiu pierwszych kolejkach sezonu. Zresztą
mała przerwa w obijaniu rywali źle odbiła się na kolejnym
przeciwniku, któremu wpakował aż trzy gole. Aubameyang idzie jak
burza, po 11 kolejkach znajduje się na czele klasyfikacji strzelców,
razem z Robertem Lewandowskim mają po 13 trafień. Gabończyk
dorzucił do tego także trzy gole w Pucharze Niemiec oraz sześć w
Lidze Europy (trzy w eliminacjach i trzy w grupie).
ŚCIANA.
A konkretnie Żółta Ściana, czyli trybuna za bramką na Signal
Iduna Park. – Gdy pierwszy raz pojawiłem się na stadionie,
zaniemówiłem. Atmosfera na trybunach, 80 tysięcy ludzi – to
miejsce szczególne – przyznał w jednym z wywiadów piłkarz.
Kibice pokochali go jeszcze w pierwszym sezonie, teraz jest w
Dortmundzie bogiem. Nie może być inaczej, skoro właśnie on
ciągnie zespół od zwycięstwa do zwycięstwa, aktualnie jest
najlepszym zawodnikiem BVB. Kibice już teraz martwią się jednak,
że taka forma może prowadzić także do złego, czyli szybkiej
sprzedaży napastnika.
TUCHEL,
THOMAS. Nowy szkoleniowiec Borussii Dortmund mocno postawił na
Gabończyka, sam zawodnik uważa, że to dopiero były trener Mainz
zrobił z niego świetnego napastnika. – Bardzo dużo pracujemy na
materiałach wideo, trener pokazuje moje błędy i uczy ustawiania
się, konkretnych zachowań. Moja dobra dyspozycja wynika z jego
wskazówek – przyznał.
USAIN
BOLT. O szybkości Gabończyka krążą legendy. Gdy przychodził do
BVB jeden z niemieckich tabloidów przedstawiał go nawet jako
człowieka szybszego od Usaina Bolta. Oczywiście jest to absurd, ale
mający w sobie ziarno prawdy. Aubameyang potrafi osiągnąć lepszy
czas od Bolta (zrobiono odpowiednie porównania) na pierwszych 30
metrach, później Jamajczyk piłkarzowi odjeżdża. – Nigdy nikt
nie zmierzył mi czasu na 100 metrów, ale wydaje mi się, że wynik
zakręciłby się w okolicach 10 sekund – mówi. Aktualny rekord
świata, należący oczywiście do Bolta, wynosi 9,58 sek.
WYPOŻYCZENIA.
Zanim kariera PEA eksplodowała w Saint-Etienne, piłkarz tułał się
od klubu do klubu, nigdzie nie poznano się na drzemiących w nim
możliwościach. Z Milanu był wypożyczany kolejno do: Dijon, Lille,
Monaco i ASSE, dopiero ten ostatni klub zdecydował się na wyłożenie
niespełna dwóch milionów euro za Gabończyka. Dwa lata później
Francuzi sprzedali go za kilkanaście milionów. Niezły biznes…
ZAKAZ.
Przed kilkoma miesiącami, gdy w zachodniej Afryce szalała epidemia
Eboli, Borussia Dortmund weszła w konflikt z gabońską federacją
piłkarską. Powód? Niemcy nie chcieli puścić swojej gwiazdy na
mecz do Afryki w obawie przed jego zarażeniem śmiertelną chorobą.
Burzliwa wymiana korespondencji między Dortmundem a Libreville
zakończyła się po myśli strony niemieckiej, która wykorzystała
małe niedopatrzenie Gabończyków. Otóż federacja wysłała
powołanie do Niemiec o jeden dzień za późno, dzięki czemu BVB
nie miała obowiązku zwalniania swojego piłkarza. Skrzętnie z tego
skorzystała.
ŻARTY.
Za czasów gry w Saint-Etienne wiódł w szatni prym w kwestiach
robienia żartów kolegom. Nie raz zdarzało się, że zabierał
kumplom ubrania, gdy ci byli jeszcze pod prysznicem, przez co musieli
wracać do domu w klubowych dresach lub smarował bieliznę
rozgrzewającą maścią, z oczywistym skutkiem. W Borussii jest
podobnie, należy do grupy piłkarzy, na których trzeba zwracać
szczególną uwagę. Jak się okazuje, nie tylko na boisku.
Paweł
Kapusta
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.