Gwiazdy NBA coraz chętniej inwestują w soccer. Do Jamesa Hardena w Houston Dynamo dołączył Kevin Durant, kupując udziały w Philadelphia Union. Ubiegł ich jednak największy koszykarz XXI wieku LeBron James, nabywając akcje wielkiego Liverpoolu.
MARCIN HARASIMOWICZ
LOS ANGELES
Przez moment wydawało się zupełnie realne, że James będzie miał w czerwcu tego roku podwójny powód do świętowania. Trzy miesiące temu, po głośnym zwycięstwie w derbach Los Angeles nad Clippers w Staples Center, większość fachowców widziała właśnie w Lakers głównych faworytów do mistrzowskiego tytułu, a w tym samym czasie Liverpool był w zasadzie o krok od zapewnienia sobie pierwszego triumfu w Premier League. Niespodziewany atak koronawirusa omal nie popsuł tych planów doszczętnie. The Reds co prawda wznowili rozgrywki i w końcu po 30 latach mogli świętować mistrzostwo Premier League, ale już kontynuacja sezonu NBA budzi duże wątpliwości. Koszykarze mają zostać skoszarowani na dwa miesiące w ośrodku Disneya w Orlando, ale na Florydzie zanotowano właśnie najwyższy wskaźnik zachorowań, a poza tym część zawodników zgrupowana wokół Kyrie Irvinga (byłego partnera Jamesa w mistrzowskiej ekipie Cleveland Cavaliers w 2016 roku) chce zbojkotować ten turniej jako formę protestu w ramach akcji „Black Lives Matter”. Niewykluczone więc, że LeBronowi pozostanie świętowanie sukcesu Liverpoolu…
Ten oryginalny mariaż biznesowy rozpoczął się w 2011 roku, czyli niedługo po tym jak James zamienił – na cztery lata – chłodne Cleveland na gorące Miami. Wtedy właśnie wyłożył 6,5 miliona dolarów za pakiet dwóch procent udziałów w jednym z najsłynniejszych, piłkarskich klubów świata. Okazało się, że zrobił na tym świetny interes. „Forbes” obecnie wycenia Liverpool na 2,2 miliarda dolarów, a to oznacza, że kawałek tortu należący do LeBrona jest obecnie wart… 44 miliony. Jak do tego doszło? W 2010 roku Fenway Sports Partners – należący do właściciela słynnego baseballowego Boston Red Sox Johna Henry’ego oraz Toma Wernera – kupili angielski klub za łączną sumę 477 milionów, jednocześnie nawiązując współpracę z firmą marketingową koszykarza LRMR. W wydanym wtedy oświadczeniu, sygnowanym przez Wernera, czytamy: „Wierzymy, że to będzie silna współpraca pomiędzy FSM, LRMR i LeBronem. Na całym świecie jest niewielu sportowców, którzy mogą mu dorównać popularnością i reputacją. Dlatego jesteśmy podekscytowani, że LeBron będzie częścią rodziny Liverpool FC. Zarówno LeBron, jak i Liverpool są mocno rozpoznawali na świecie, zwłaszcza w Azji, wierzymy więc, że to stworzy wiele biznesowych możliwości na wschodzących, międzynarodowych rynkach (…)”.
LeBron potraktował inwestycję poważnie. Poleciał osobiście obejrzeć mecz The Reds z Manchesterem United (1:1), spędził dwa dni rozmawiając z pracownikami klubu i fanami. Po stadionie oprowadził go sam Kenny Dalglish wraz z ówczesnymi gwiazdami zespołu Luisem Suarezem i Stevenem Gerrardem. – Król Kenny to wyjątkowy facet. Ma bardzo silny szkocki akcent, więc często nie mogłem zrozumieć, co do mnie mówi – żartował.
Do USA wrócił pod dużym wrażeniem – zwłaszcza pasji miejscowych kibiców. W jednej z wypowiedzi dla mediów porównał Liverpool do Dallas Cowboys i New York Yankees, czyli najpopularniejszych organizacji sportowych w Ameryce. – Będąc na Anfield widziałem, jak 40 tysięcy ludzi krzyczało na całe gardło. To było dla mnie niesamowite doświadczenie – przyznał trzykrotny mistrz NBA. Jednocześnie wyraził nadzieje, że legendarny klub odzyska dawną pozycję w Europie i sięgnie po najważniejsze trofea. I nie pomylił się! Gdy Liverpool wygrywał w ubiegłym roku finał Champions League, zachwycony James pisał o tym przez cały dzień na Twitterze. W tym roku załatwił Liverpoolowi kontrakt z Nike (39,5 milionów plus 20 procent tzw. royalties), a plotka głosi, że ponoć czasem nawet doradza właścicielom klubu. Ponoć trzy lata temu miał ich gorąco namawiać, aby ostatecznie sprzedali Philippe Coutinho do Barcelony!
LeBron, jak to LeBron, wybrał sobie jeden z największych klubów świata, ale już jego najwięksi rywale z parkietów NBA postanowili zainwestować bliżej domu. W przypadku MVP ligi sprzed dwóch lat i lidera Houston Rockets Jamesa Hardena – niemal dosłownie w domu, ponieważ jeden z najlepszych ofensywnych graczy w historii koszykówki zainteresował się lokalnym zespołem Major Legue Soccer Houston Dynamo. Harden do ubogich ludzi nie należy – trzy lata temu podpisał kontrakt na łączną sumę 228 milionów. Dlatego nikogo zbytnio nie zszokowało, gdy dwa lata później kupił 5 procent udziałów w klubie wycenianym na około 300 milionów. Dołączył tym samym do grupy właścicieli zgromadzonej wokół meksykańskiego biznesmena Gabriela Brenera, do której należy, między innymi, były zawodowy mistrz świata w boksie Oscar de la Hoya.
– Houston jest teraz moim domem, tak więc widziałem okazję do zainwestowania w moje miasto oraz rozwinięcia planów biznesowych. Piłka nożna, a zwłaszcza MLS, eksplodowała w tym kraju w ostatnich latach. Jestem fanem soccera od pewnego czasu, wiem, że w Houston mamy wielu kibiców tej dyscypliny sportu. Dlatego decyzja była bardzo łatwa – komentował Harden, znany także z charakterystycznej, długiej brody.
James to nie tylko wybitny koszykarz, ale także bardzo inteligentny biznesmen. Na pewno wniesie dużo do naszej grupy i z chęcią zawsze posłucham jego rad i pomysłów – dodał Brener. Houston Dynamo przeżywali okres prosperity w latach 2006-2007, gdy prowadzeni przez kanadyjskiego rozgrywającego Dwayne’a De Rosario, dwukrotnie sięgnęli po mistrzowski tytuł. Pięć i sześć lat później stanęli na drodze Davida Beckhama w wielkim finale, ale dwukrotnie lepsi okazali się Los Angeles Galaxy. Od tego czasu klub z Teksasu miał lepsze i gorsze momenty, ale nigdy już nie należał do ścisłej elity Major League Soccer. W ostatnich dwóch sezonach Dynamo nie zakwalifikowali się nawet do play-offów. Czy Harden pozytywnie wpłynie na zespół w nadchodzących latach, czy traktuje inwestycję wyłącznie w kategoriach biznesowych, wiedząc, że tutejsze kluby piłkarskie systematycznie zwiększają swoją wartość finansową? W tym roku nowym trenerem został były wybitny reprezentant USA Tab Ramos (ten sam, którego na mundialu w 1994 roku Brazylijczyk Leonardo omal nie uczynił inwalidą), ale w zespole nie ma gwiazd – najgłośniejsze nazwiska to reprezentant Hondurasu Boniek Garcia, Kolumbijczyk Darwin Quintero, czy też mający za sobą długi pobyt w angielskiej Premier League weteran Maynor Figueroa. Działacze w gorącym Teksasie mają więc sporo pracy, jeśli chcą nawiązać do lat świetności i znów powalczyć o trofea. Harden nie zamierza jednak pozbyć się swojej inwestycji. – My dopiero zaczynamy! – zakomunikował odważnie w wywiadzie dla CNBC.
Osiem lat temu Harden wraz z Kevinem Durantem awansowali do wielkiego finału NBA, w którym Oklahoma City Thunder przegrali jednak z LeBronem Jamesem i jego Miami Heat – to łączy wszystkie trzy postacie tej naszej koszykarsko-futbolowej opowieści. Najnowszym inwestorem w świecie piłki nożnej został bowiem właśnie Durant, dwukrotny mistrz z Golden State Warriors, a obecnie lecząca poważną kontuzję (zerwanie ścięgna Achillesa) gwiazda Brooklyn Nets. Jeden z najwybitniejszych skrzydłowych wszech czasów – podobnie jak jego kolega z Houston – również kupił pięć procent udziałów, tyle że w Philadelphia Union, zastrzegając sobie w umowie możliwość zwiększenia sumy inwestycji.
W ten sposób będzie składać się na pensję najlepszego strzelca zespołu, naszego Kacpra Przybyłki, który już na szczęście wyleczył się z koronawirusa. Ile Durant ostatecznie zapłacił – tego nie ujawniono, choć „Forbes” wycenia wartość klubu na około 240 milionów dolarów, a główny właściciel Jay Sugarman na… 325 milionów. Koszykarz wraz z biznesowym partnerem Richem Kleimanem będą współpracować z Union poprzez swoją firmę Thirty Five Ventures, aby „zwiększyć wartość marketingową i pozycję w sportowym świecie”. Obaj partnerzy mocno liczą na to, że Major League Soccer podpisze w 2022 roku nowy, lukratywny kontrakt telewizyjny, bo to znacznie wpłynęłoby na zwiększoną wartość poszczególnych klubów. – Jestem fanem piłki nożnej i widzę, jak dynamicznie ta dyscyplina rozwija się w USA, dlatego postanowiłem skorzystać z okazji – mówił Durant, używając niemal tych samych słów, co wcześniej Harden. Jednocześnie stwierdził w wywiadzie dla ESPN, że jego długoplanowym marzeniem jest bycie właścicielem klubu NBA, choć wie, że do tego „potrzeba dużo, dużo więcej pieniędzy”. Na razie będzie praktykować na soccerze i kto wie – może spodoba mu się na tyle, że zostanie w piłkarskim biznesie na dłużej?
Ta trójka, a także była gwiazda NBA Magic Johnson (ma udziały w LAFC) to pionierzy wśród koszykarskich gigantów, jeśli chodzi o inwestycję w piłkę nożną. Czy wkrótce dołączą do nich następni? Może któryś z Europejczyków mających przecież coraz większy wpływ na NBA i zarabiających olbrzymie pieniądze – jak Grek Giannis Antetokounmpo, czy Słoweniec Luka Doncić? Pewien trend ewidentnie się rozpoczął, a na piłce w Ameryce na razie naprawdę można zarobić…
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 27/2020)
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.