Tomasz Hajto nie został jeszcze oficjalnie trenerem Jagiellonii Białystok, jednak już wie jak będzie wyglądał jego zespół. Były reprezentant Polski zdradził, że nie ma recepty na sukces, jednak wierzy w swoje doświadczenie.
Przyszłość Hajty zdecyduje się 4 stycznia, ponieważ to właśnie wtedy zbierze się specjalna komisja przy PZPN i podejmie decyzję o udzieleniu młodemu szkoleniowcowi warunkowego pozwolenia na prowadzenie zespołu w Ekstraklasie. – Jestem na kursie trenerskim, inwestowałem w siebie, jeżdżąc po zagranicznych klubach, podglądając ich treningi – zdradził Hajto podczas wywiadu dla „Gazety Wyborczej”.
– Zresztą bagaż 22 lat boiskowych doświadczeń to też niemało. Nie dotknąłem jeszcze żadnej drużyny jako szkoleniowiec, ale spotkałem 37 trenerów takich jak: Antoni Piechniczek, Janusz Wójcik, Hubert Kostka, Friedhelm Funkel, Huub Stevens, Jupp Heynckes, Harry Redknapp. Czy to są ludzie, od których nie można się niczego nauczyć? – kontynuował.
– Trenerka była moim celem, dostałem szansę, tak jak wcześniej dostawało ją wielu innych początkujących, także obcokrajowców. Nie jestem człowiekiem znikąd, przez 12 lat zostawiłem trochę zdrowia reprezentacji. Widziałem dużą piłkę nie tylko przez okno, dlatego chcę spróbować, co potrafię – dodał.
– Szablon na sukces? Nikt nie ma takiego poza Guardiolą i Mourinho, bo ich stać na każdego piłkarza, a ja muszę zobaczyć, kogo mam do dyspozycji. Chcę, by mój zespół był wybiegany i agresywny. Żeby na boisku zostawiał serce, nawet jeśli zejdzie z niego pokonany. Nie będę patrzył ani na nazwiska, ani na wiek, każdy rozpocznie od zera – zakończył 62-krotny reprezentant Polski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.