15 października Erick Thohir dopiął swego i za 250 milionów euro kupił 70 procent akcji Interu Mediolan. Tym samym po ponad 18 latach wygasły rządy Massimo Morattiego.
TOMASZ LIPIŃSKI
Chociaż ciągle nie wiadomo, czy Moratti rzeczywiście opuści stanowisko prezydenta. Niewykluczone, że Indonezyjczyk, doceniając doświadczenie, znajomość realiów Serie A i mir, którym Moratti cieszy się wśród piłkarzy i kibiców, symbolicznie przekaże mu władzę. Tak czy tak, zmiana właściciela stała się faktem i Inter został drugim włoskim klubem z większościowym kapitałem zagranicznym. Pierwszeństwo należy do Romy, w której od dwóch lat najwięcej do powiedzenia mają Amerykanie, z Jamesem Pallottą na czele. Natomiast przejęcie Interu przez Thohira to okazja, żeby przyjrzeć się bliżej właścicielom innych klubów.
Czary w Weronie
W historię Juventusu na trwałe i złotymi zgłoskami wpisała się rodzina Angellich. Edoardo Agnelli stanął na czele klubu w 1923 roku. Od niego pałeczkę przejęli Giovanni i Umberto. Po ich śmierci rodzina, do której należy koncern Fiata, usunęła się w cień i na pierwszej linii działali wyznaczeni przez nią zasłużony dla klubu piłkarz, jak Giampiero Boniperti, czy sprawni menedżerowie, jak Vittorio Chiusano, Giovanni Cobolli Gigli i Francuz Jean-Claude Blanc. Dopiero od 28 kwietnia 2010 roku – ku zadowoleniu kibiców – kolejny z klanu Angellich stanął za sterami. Zadania podjął się Andrea i po roku postawił na trenera Antonio Conte, co okazało się kluczowym posunięciem dla późniejszych sukcesów.
Pod względem rodzinnego stażu drugie miejsce należy do Chievo Werona. Był rok 1964, kiedy cukiernik i właściciel firmy Paluani – Luigi Campedelli wziął się za finansowanie klubu z przedmieść miasta. Klubu małego, bez żadnych sukcesów i chlubnej tradycji, funkcjonującego w głębokim cieniu popularnego Hellasu. Lepszych piłkarsko czasów pan Luigi nie doczekał – zmarł na zawał serca w 1992 roku. Z dnia na dzień odpowiedzialność za firmę i klub spadła na barki 23-letniego Luki. W trybie przyspieszonym musiał wydorośleć i celująco zdał egzamin, przed którym postawiło go życie. Ze względu na fizjonomię i charakterystyczne okulary przylgnął do niego przydomek Harry Potter. Z nim w roli prezydenta Chievo wypłynęło na szersze wody, w 2001 roku awansowało po raz pierwszy w historii do Serie A, reprezentowało kraj w europejskich pucharach, raz zdarzył się spadek, ale o Chievo śmiało można napisać, że to klasa średnia w Serie A.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!