Niemal
dokładnie cztery lata po najbardziej spektakularnym od dawna
zwycięstwie Barcelony – wyjazdowym 6:2 z Realem – zdarzyła się
wyjątkowo bolesna porażka, a nawet dwie: 0:4 i 0:3 z Bayernem.
Rodzą się liczne pytania. Czy
Barca nadal jest wielka, czy też w półfinałach Ligi
Mistrzów nastąpił koniec tego zespołu?
A jeśli tak, to co trzeba zrobić, by go rewitalizować?
LESZEK
ORŁOWSKI
Dawno
żadne świętowanie mistrzowskiego tytułu w lidze nigdzie nie było
tak mocno podszyte goryczą, jak tegoroczne w Barcelonie. Tym mniej
trofeum cieszy kibiców, że de facto zostało wywalczone już
dawno, dzięki wspaniałej pierwszej części sezonu. Druga, obok
utrzymywania przewagi nad Realem, była już pasmem niepowodzeń.
Odpadnięcie z Copa del Rey po meczach z Królewskimi, porażka
z nimi w lidze, wreszcie Bayern… Zebrało się dużo znaków
na niebie i ziemi mówiących, że zbliża się kres wielkości
FCB.
Lista
zaniechań
Przyczyny
kryzysu można mnożyć. No więc je pomnóżmy.
1.
Brak planu B, czyli dogmatyzm.
Oczywiście, można mieć inne zdanie, jednak eksperci są na ogół
zgodni: tiki-taka się nie przeżyła, gra oparta na posiadaniu
piłki, przygniataniu rywala atakiem pozycyjnym, to wiecznotrwały
sposób na odnoszenie sukcesów. Zresztą, nawet gdyby
było inaczej, Barca nie może z tego stylu zrezygnować, bo od lat
szkoli sobie piłkarzy do takiej gry. Jednak będąc tej filozofii
wiernym, nie można popaść w dogmatyzm, polegający na tym, że nie
bierze się pod uwagę innego sposobu na wygrywanie meczów niż
tiki-taka. A Barca Tito Vilanovy, ale Pepa Guardioli w drugiej części
jego kadencji też, tak właśnie zrobiła.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.