Kiedy kilka dni temu uchwalony został wreszcie Królewski Dekret o Sporcie, regulujący nie tylko sprawę wspólnej sprzedaży praw telewizyjnych ale funkcjonowanie sportu w ogóle, środowisko piłkarskie w Hiszpanii ogłosiło triumf. Nie minęło dziesięć dni i jak grom spadła wieść, że RFEF, czyli hiszpańska federacja piłkarska, ogłosiła zawieszenie wszelkich rozgrywek od 16 maja. O co w tym wszystkim chodzi?
O co tak naprawdę chodzi z tym strajkiem w Hiszpanii?
O władzę i pieniądze. Otóż projekt Decreto został przygotowany przez ministerstwo sportu (szef Miguel Cardenal) oraz Liga de Futbol Profesional (LFP, szef Javier Tebas). Rzecz cała odbyła się ponad głową RFEF czyli wszechwładnego Angela Marii Villara i nie uwzględnia jego interesów. Villar, rządzący hiszpańskim futbolem od 1988 roku, poczuł, że władza wymyka mu się z rąk, RFEF spychana jest na margines. Dlatego też przekabacił na swoją stronę związek zawodowy piłkarzy hiszpańskich (AFE) z nieobliczalnym Luisem Rubialesem i razem postanowili zorganizować kontrrewolucję. Zawieszenie przez RFEF rozgrywek ligowych nie ma sensu, bo prowadzi je przecież LFP!
Przeciwko Villarowi ostrą wystąpił i Tebas, i Cardenal. Zarzucają mu, że nie chce uzdrowienia sytuacji prawnej, w jakiej funkcjonuje hiszpański futbol, że woli pływać w mętnej wodzie, bo w niej czuje się lepiej i może mieć większą kontrolę nad finansami, że nie chce podporządkować się zasadom demokracji. To, co zrobił wczoraj, ma być w istocie rzeczy kontrrewolucją, ostatnim wysiłkiem tyrana przedsięwziętym w celu obronienia władzy i dostępu do kasy.
Rzeczywistość jest zapewne bardziej skomplikowana i trudno jedne postaci dramatu namalować tylko białymi barwami, a inne czarnymi. Jednak z pewnością to wszystko, co zostało zapisane w komunikacie RFEF, to wyłącznie pretekst, casus belli. I na pewno lepiej byłoby dla całej hiszpańskiej piłki, gdyby zaczynającą się właśnie wojnę przegrał Villar i jego klika. Bo Real Decreto posuwa sprawy do przodu, a nie cofa; jeśli nawet jest niedoskonały, to niesie więcej pożytku niż szkody hiszpańskiemu futbolowi.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.