Tak jak w poprzednim sezonie, Baskowie postarali się o jedyny zgrzyt związany z jesiennymi występami w europejskich pucharach klubów Primera Division. Wtedy statystykę popsuł Real Sociedad San Sebastian, który w swojej grupie Champions League zajął ostatnie miejsce. Teraz to Athletic Bilbao nie zdołał zakwalifikować się do fazy pucharowej tych zmagań. W obu przypadkach możemy mówić o typowym frycowym debiutantów. Jednak pewien postęp się dokonał, bo Athletic zakończył na trzecim miejscu i zagra w Lidze Europy. Zatem jakby nie patrzeć, jest lepiej, bo tym razem w fazie grupowej nikt z Hiszpanii nie odpadł; szkoda, że Sociedad zrobił to w Lidze Europy już wcześniej, jeszcze latem.
Hiszpanie – w tym piłkarze Atletico Madryt – nie zawiedli
Trzej potentaci wygrali swoje grupy, a każdy miał przynajmniej jednego w teorii mocnego rywala: Barca – PSG, Atletico – Juventus, zaś Real – Liverpool, który wszakże zawiódł na całej linii. Wyczyny ekip Luisa Enrique i Diego Simone należy zatem docenić z tego powodu, że wygrały dwumecze z silnymi przeciwnikami, zaś Real Madryt, skoro takiego nie napotkał, zanotował komplet zwycięstw, bardziej bawiąc się z oponentami, niż naprawdę grając z nimi w piłkę. Najlepiej to dowodzi, że trzy wielkie ekipy La Liga przerastają Ligę Mistrzów i wszystkie należy zakwalifikować do grona jej faworytów. Co normalne, żaden z tych trzech zespołów nie zapłacił za sukcesy w Lidze Mistrzów wynikami w Primera Division.
Te ostatnie były natomiast dla Sevilli i Villarreal ważniejsze od pierwszego miejsca w swoich grupach Ligi Europy. I nic dziwnego – o ile bowiem zwycięstwo w grupie w Champions League to korzyść dosyć namacalna, bo unika się w lutym potentatów, o tyle w Lidze Europy tak czy owak ich nie ma, więc gra toczy się o mniejszą stawkę. Obaj reprezentanci Hiszpanii chcieli więc awansować dalej jak najmniejszym kosztem, tak, by nie stracić w lidze dystansu do swoich rywali. I nie straciły. Sevilla zajmuje mocne czwarte miejsce w tabeli, a właśnie ono jest jej głównym celem na ten sezon, zaś Villarreal znajduje się w strefie Ligi Europy. Wygląda na to, że to właśnie tej drugiej drużynie będzie bardziej zależało na triumfie w LE, bo chyba jednak tylko tą drogą Żółte Łodzie Podwodne mogą wejść do Ligi Mistrzów. Podobnie zresztą – Athletic Bilbao. Natomiast trudno sobie wyobrazić, by Unai Emery kiedykolwiek w Primera Division oszczędził któregoś z graczy mając na uwadze mecz w LE.
Hiszpańskie zespoły pokazały więc moc. Nikogo nie zdziwi kolejny podwójny triumf reprezentantów La Liga w europejskich pucharach, ani wewnętrzny finał jednej – a czemu i nie dwóch? – rywalizacji. I z całą pewnością cała szóstka znajduje się przed poniedziałkowym losowaniem na końcu listy życzeń reszty Europy. Bo europejskie puchary to ostatnio właśnie mecz: Hiszpania kontra reszta.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.