Icardi: Mama mówiła mi, że życie to nie Disneyland
Mauro Icardi nie dostrzega niczego zdrożnego w kłótni z kibicami Interu po fatalnym występie. Napastnik twierdzi, że dzięki swojej matce jest obecnie bardzo dojrzałym psychicznie człowiekiem.
Młodości zawodnika przyświecało motto: „Życie to nie Disneyland”. Piłkarz wcale jednak nie unikał w późniejszym życiu kontrowersji.
Icardi ożenił się z byłą żoną swojego kolegi z zespołu – Maxiego Lopeza. Ostatnio natomiast napastnik w dość ostentacyjny sposób pokazał kibicom Interu, co o nich myśli.
– Moja żona Wanda mówi, że w moim ciele uwięziony jest 40-latek. Ma rację, zawsze taki byłem – mówi dla la Gazzetty dello Sport. – Przez ostatnie dziesięć lat dowiedziałem się, że jestem dojrzały jak na swój wiek. Mama i przyjaciele zawsze mi tak mówili – dodaje piłkarz.
Icardi nie dostrzega niczego dziwnego w konflikcie z fanami Interu i w efekcie doprowadzeniu do wściekłości Roberto Manciniego. Życie przecież pełne jest omyłek. – Moja mama, która pozwoliła mi popełniać błędy, uświadomiła mi, że życie to nie Disneyland – podsumowuje Icardi.
Zawodnik, by uniknąć krytyki, powinien wraz z kolegami przełamać fatalną passę nerazzurrich. Mediolańczycy przegrali już trzy mecze z rzędu, a w lidze zajmują pechową bądź co bądź 13. pozycję. Do jej opuszczenia potrzebne będzie zwycięstwo z Palermo.